Rekordowa Połóweczka w Krakowie
Paź26

Rekordowa Połóweczka w Krakowie

Na gorąco, bo później poucieka mi z głowy wszystko co chciałbym po tym biegu napisać. Zapisałem się w sumie przypadkowo, tak jakoś z nudów gdzieś wyczytałem, opłaciłem i już. Okazało się, że podobnie zrobiło „pół biegowych Kielc i okolic”. Autobus, prywatne auta, pociągi, samoloty…:) Było nas naprawdę dużo, a osób, które na mecie nie miały „życiówek” było tak mało, że można by ich policzyć na palcach jednej ręki. Do Krakowa pojechaliśmy w cztery „sztuki”. Dudki i Jańczyki zapakowane do joniowoza ruszyły w stronę Grodu Kraka kilka chwil przed godziną 8.00. Miało być szybko i sprawnie, jednak ogromna mgła była powodem tego, że jechaliśmy raczej zgodnie z przepisami. Na miejscu fajnie zorganizowany parking pod samym stadionem. Przypadkowo znaleźliśmy miejsce przy wielkim ScyzorykoWozie, czyli wielkim fioletowym autokarze wypełnionym humorem, uśmiechem i super ludźmi. Autokar przy okazji posłużył mi jako…przebieralnia:) Bez żadnych problemów przebiegło odebranie pakietu startowego, stanowisk dużo, kolejki małe – profesjonalnie i szybko. Minęło parę minut i padło hasło, IDZIEMY NA RYNEK. Ostatnie sprawdzanie czy wszystko wzięte, buty, skarpety, decyzja – Nie zostawiam nic w depozycie, idę „na krótko”. Narzuciłem na siebie wielki worek, który miał ogrzewać, czy to robił? Mam wrażenie, że nie. Na Rynek „kilka metrów” było, jakieś 20 minut…na termometrze coś koło 3 stopni, na nogach krótkie spodenki 🙂 Tradycją stało się już to, że przed każdym biegiem, gdziekolwiek by się on nie odbywał Drużyna Bartka spotyka się w umówionym wcześniej miejscu na pamiątkową fotkę. Tak było i tym razem, a kilka sekund po pierwszy zdjęciu po całym krakowskim rynku rozniosło się gromkie „Biegniemy dla Bartka” wykrzyczane przez prawie 40. reprezentantów Bartkowego Teamu. Chwilę później jeszcze szybkie spotkanie z Przemkiem, czyli wielkim fanatykiem biegania z południowej Polski. Przemek też jest częścią Drużyny Bartka, jednak w dzisiejszym biegu miał inną ważną funkcję. Był zającem na 2 godziny. Przemo, miło było wreszcie poznać osobiście! Przed biegiem czułem, że może być dobry wynik. Od czasu gdy nad moim jedzeniem „pochylił się” Maciek Paciorek widzę ogromną różnicę. Przede wszystkim na wadze, ale też w czasie biegania. Jest jakoś tak lekko (jak na 90 kilo:) i w miarę przyjemnie. To, że moja waga jest najniższa od prawie 4 lat chyba jednak ma znaczenie. Wiem, że takie moje szuranie i czasy przeze mnie osiągane dla większości znajomych są szuraniem właśnie, ale jak dla mnie było naprawdę nieźle. Nie licząc pierwszego tysiąca metrów na którym było mocno ciasno i ciężko się biegło, następne kilometry wchodziły leciutko, aż za leciutko. Na 10 km wyświetliło się 52 minuty, troszkę się nawet przestraszyłem, że to za szybko i musi przecież odciąć mi prąd za chwilę. 52 minuty to niecałe 30 sekund wolniej niż moja najszybsza dyszka w...

Read More
Koronny przykład – chcieć to móc
Paź22

Koronny przykład – chcieć to móc

Na początku chciałbym podziękować żonie, że dzielnie wytrwała jazdy na zawody i ciągłe gadanie o bieganiu. To i jej korona:) Nigdy w życiu nie byłem „wysportowany”. Żeby było jasne, sport uwielbiam. Nigdy jednak nie byłem w nim dobry. Pamiętacie jak na WF-ie wybierało się drużyny i zawsze zostawał ostatni, troszkę przygruby chłopaczek? To byłem ja. Po prostu nie nadaję cię do piłki, koszykówki, lekkiej atletyki… W ostatnią niedzielę ukończyłem piąty w życiu maraton zdobywając Koronę Maratonów Polskich. Do tej pory udawało mi się realizować cele życiowe czy zawodowe. W niedzielę, pierwszy raz w życiu osiągnąłem cel sportowy. Oczywiście nie wszystko wyszło idealnie, planowałem w tym sezonie złamać 4h co się nie udało. Ten brak rozwoju psuje radość…ale tylko trochęJ Zacznijmy jednak od początku. 12. Cracovia Maraton – 28.04.2014 Debiut. Pobudka jeszcze w nocy, o 5 rano dojeżdżamy pod stadion, odbieram pakiet startowy i czuję że nie wiem co ja tu robię. Spotykam Bartka i Agnieszkę (znałem już Kozłowskich z BBLu) i pomyślałem, że w razie czego może pomogą na trasie. Krótka rozgrzewka, później decyzja – lecę z pacemarkerem na 4:30. Swój debiut pamiętam jako ciąg zaskoczeń. Pierwsze kilometry to mała euforia – biegnę, lecę z innymi. Półmaraton – czuję się świetnie. 30 kilometr – czekam na ścianę. 35 – gdzie ta ściana? 38 kilometr – a tutaj jest. 40 km – a ja dalej biegnę, meta – dobiegam nie zatrzymując się w czasie biegu nawet raz. Na koniec czytam smsa z czasie i kolejne zaskoczenie – czas dokładnie taki jak sobie założyłem – 4:30:13. Kilka osób było bardzo zaskoczonych, że mi się udało (niektórzy nawet z roweru spadli :). Często słyszałem, że nie powinienem próbować, to nie dla mnie. Na mecie miałem ochotę wykrzyczeć – a jednak dałem rade. Przed startem planowałem jednorazowy wyskok, na mecie – muszę to przeżyć jeszcze raz. Powrót do domu i od razu zapisanie się na kolejny maraton – Warszawa.  35. Maraton Warszawski – 29.09.2013 Drugi maraton miał udowodnić, że ukończenie pierwszego nie było przypadkiem. Stres był nie mniejszy, tym bardziej, że ilość kilometrów przebiegniętych przed była…żałośnie mała. Naprawdę, w sumie w ostatnich dwóch miesiącach przed maratonem przebiegłem jakieś 120 km. Do Warszawy jechałem z nastawieniem – jak się uda to super, jak nie to tylko moja wina. Szczerze nie wierzyłem, że dobiegnę na metę. Jestem jednak uparty i zrezygnować nie umiałem. Na starcie ustawiłem się na 4:20. Pogoda była idealna. Atmosfera super. Bieg ruszył, a ja z kilometra na kilometr czuję się coraz lepiej. Trasa w Warszawie jest idealna – płaska i ciekawa. Na półmetku nie mogłem uwierzyć jak dobrze mi idzie. Na 30km zrozumiałem, że może się udać, a chwilę później stwierdziłem...

Read More
[Piotr] Mój debiut w Chicago
Paź20

[Piotr] Mój debiut w Chicago

Rok temu pisalem wam o połówce w Chicago, ostatnie moje słowa brzmiały wtedy : „Następne marzenie to maraton. Kiedy? – nie wiem może za rok? „Rok zleciał, było szuranie które chyba zmieniło się w bieganie, były kontuzje, łzy złości i szczęścia. Decyzja o starcie w maratonie podjęta na wiosnę, rejestracja i czekanie prawie miesiąc na wynik losowania. Jak ten czas się ciągnął !!! Gdy pojawiły się wyniki i wiedziałem, że za pół roku wystartuje w jednym z największych maratonów na świecie, ogarnęła mnie radość i strach jednocześnie!     Przygotowania zacząłem na 4 miesiące przed startem. Biegałem 3 razy w tygodniu, na szczęście znalazłem grupę która przygotowywała się do maratonu i długie wybiegania robiłem z nimi czasami było nas 300 osób, podzielonych na strefy czasowe adekwatne do swojego tempa. Ominęły mnie kontuzje których się tak bałem. Najdłuższe moje wybieganie było nie całe 16 mil (25 km ) z czasem na połówce 1:57:51 co było moim rekordem na 3 tygodnie przed najważniejszym dniem mojej „kariery” szuraczo-biegacza. 11 października expo 200 stoisk, tysiące ludzi ależ atmosfera. Ciśnienie skakało z nerwów i radości, ileż ja obcych języków tam słyszałem? Oficjalne informacje mówiły o reprezentantach 132 krajów, którzy maja uczestniczyć w biegu. Niedziela, TA NIEDZIELAPobudka o 5 rano, przez stres spałem ok 5 godzin. Toaleta, śniadanie i wyjście. Dojazd metrem i ten tłum w każdym wagoniku. Wyjście z podziemia w centrum miasta i szok, nie widać końca tłumu który wychodzi z każdej uliczki. Emocje wzrosły na nieosiągalny wcześniej poziom. Elita na przodzie, a my jesteśmy podzieleni na strefy czasowe od A do K, ja startuje ze strefy F. Pogoda na starcie 6°C, później ma wzrosnąć do 10 z lekkim wiatrem po prostu idealnie! Przebiegając przez linie startu miałem łzy w oczach. Pierwsze mile/kilometry to znalezienie idealnego tempa i wiem że jest dobrze! Biegnie się idealnie „ledwie” wystartowaliśmy, a to już polowa czas nieco poniżej 1:59. Czas mija na obserwowaniu kibiców których są cały czas tłumy. Na 16 mili (27 km) czeka żona z dziećmi i znajomi chwila postoju przy nich uzupełnienie żeli i kop motywacyjny od nich mimo ze jest już ciężko. Nadeszła 20 mila (32km) ileż ja się oczytałem o ścianie, a wręcz o Wielkim Murze Chińskim, a jedyna dolegliwością jak mi doskwiera to skurcze łydki, uda i bolące palce u nogi. Dalszą część trasy pokonywałem marszobiegiem ze względu na częste skurcze i zmęczenie. ostatnia mila (1.6km) i widok dopingujących nas maratończyków którzy już ukończyli i zagrzewali nas do walki pokazując swoje medale. Przed ostatnia prosta to mocne wzniesienie, które jak zwykle pokonało wielu biegaczy, jaki musi być ból gdy lekarz zajmuje się na 400 metrów do mety wycieńczonymi biegaczami. Ostatnia prosta...

Read More
Założyłem się, że przebiegnę maraton…
Paź14

Założyłem się, że przebiegnę maraton…

Nie biegając nigdy wcześniej założyłem się z Qzyna żoną „Rudą Magdaleną”, że przebiegnę maraton. Chyba mnie pogięło. W momencie zakładu leżałem na leżaku na wakacjach, a mój brzuch leżał pod leżakiem (przy wadze zbliżającej się do 120kg i wzroście 175cm – nie może tam nie leżeć) Na przygotowania miałem 14 miesięcy. Czy to wystarczający czas? Zaczęło się od próby przebiegnięcia 400m. Jak myślicie jak mi poszło z taką masą? Tak właśnie mi poszło jak pomyśleliście – do dupy – powrót do domu na czworakach. Ale nic – miesiące mijały, a dystans się zwiększał. Pojawił się trener, który ustawił mi dietę oraz ćwiczenia wzmacniające wszystkie mięśnie, które są mocno eksploatowane podczas biegania. 4 miesiące siłowni (5 razy w tygodniu) i około 1500 kilometrów na elektrycznej bieżni (marszem i biegiem z prędkością 6km/h) dały pierwsze efekty. 14 kg spadło WOW! Czułem się lżejszy, ale nadal to było 106kg. Zaostrzenie diety i już tylko bieganie na powietrzu dały kolejne efekty. Blog szuranie.pl i decyzja Pawła (autora) o jego pierwszym maratonie oraz Wasze relacje z maratonów motywowały mnie niebotycznie do dalszych działań. Przyszedł czas na pierwsze biegi oficjalne. 5km, 10km i wreszcie półmaraton – Radom – czerwiec 2014. Rozwolnienie na maksa! Jakoś przebiegłem – czas bardzo średni 2:19h. Ale byłem dumny z siebie, że się nie zatrzymałem ani razu. Tygodnie mijały, km na treningach również. Przyszedł czas na typowy trening do maratonu. Paweł Jańczyk – zakosiłem Twój z endomondo 🙂 i pomieszałem z treningiem z książki Tima Rogersa (którą serdecznie polecam) „Mój pierwszy maraton”. Kolejny półmaraton – Warszawa BMW półmaraton praski, który odbył się w sierpniu 2014. Już wiedziałem ile to jest 21km ale nadal czas taki sobie. Do maratonu zostało niecałe półtora miesiąca. Jak tylko patrzyłem w kalendarz treningowy i na ostatnią pozycję w nim 12.10.2014 Poznań Maraton 42lm 195m – czułem rozwolnienie:) Pierwsze 30km przebiegłem 3 tygodnie przed maratonem. Było super po tym dystansie. Nadszedł weekend 11-12.10.2014. Wyjazd do Poznania. Samochód nr 1 – Ja (94kg) wagi, żonka Roda, i nasze dzieciaki Kuba i Alicja. Samochód nr 2 – Przyjaciel Sebastian z całą rodzinką (cel wyjazdu kibicowanie). W tym miejscu bardzo Wam za to Dziękuję ! Dojazd do Poznania i odbiór pakietu startowego przeszedł dosyć szybko. Na miejscu startu już czuło się atmosferę sportową. Zaraz po przejściu targów sportowych nażarłem się makaronu i co??? Rozwolnienie:) teraz nie wiem czy ze strachu, czy może makaron był zły? 🙂 Dzień maratonu – godzina 6:00 rano – śniadanie – miska makaronu. Ubieranko – Bartkowa Koszulka Mocy (naszmaraton.pl) + jak to moja żona nazwała „pizdościski” czyli legginsy. Oki jedziemy z hotelu tramwajem na start. Tu powinno być rozwolnienie ale jakoś dziwnie nie było:) Szybka rozgrzewka...

Read More
%d bloggers like this: