[Andrzej] You are the Winner!

napodiumPodkradłem poniższy tekst z „Andrzejowego fejsa” gdyż ponieważ…jest dobry:) Poczytajcie!

Starożytna Nike była boginią zwycięstwa, współczesna Nike powinna być chyba boginią oszustów. Miałem na dzisiaj zaplanowany test na dystansie 10 km, jeden z trzech w czasie przygotowań do 35 Maratonu Warszawskiego. Wybrałem sobie płaską , szybką trasę wokół zalewu w Wilkowie , w ramach rozgrzewki poleciałem spokojnym tempem jedno kółko. Czyli 2 km. Tempo okazało się całkiem przyzwoite, jakieś 4:43 min/km. Nieźle, na dyszkę będzie życiówka – pomyślałem. To akurat nie jest specjalnie wielki wyczyn bo jeszcze nigdy nie pobiegłem dychy poniżej 50 min, przynajmniej oficjalnie i w jednym kawałku. No to zaczynam. Co jakiś czas kontroluję sobie tempo, jest ok – średnio 4:40 . Trasa dobrze znana, biegnę na luzie i tam gdzie zawsze jest 1 km sprawdzam sobie czas…… A tu , głupi zegarek pokazuje tylko …0,85 km. Wkurzyłem się ale myślę sobie, pewnie się to jakoś wyrówna, ten GPS. Ale pierwszy , naciągany kilometr zrobił mi się w równe 5 min … No to biegnę szybciej, trzeba gonić bo z rekordu nici … 2 km znowu jest dużo dalej, a czas … 5:06 , chociaż z podglądania tempa wynikało że lecę na około 4:35… Totalna załamka !!! Nie będę przynudzał, działo się tak na całym dystansie. ja tu lecę niemal sprintem, a czas kilometra 5:11 … Po 5 km pomyślałem, że dam sobie spokój z takim testem, bo i tak nie pobiegnę poniżej 50 min , nawet gdybym wypluł płuca. Ale… nie odpuszczam. Kto tu jest ku…wa lepszy, ja czy zegarek ? No i jeszcze przyspieszyłem. GPS dalej wariował ale moje czasy na tych wydłużonych kilometrach były coraz lepsze i schodziły poniżej 5 min. Połowa 2-kilometrowego kółka była pod dosyć mocny wiatr ale następny odcinek biegło się szybciej. Całość wyglądała tak : 1 -5:00 , 2-5:06,
3 – 5:01 , 4 – 4:59 , 5 – 5:06 , 6 – 4:48 , 7 – 5:11 , 8 – 4:35 , 9 – 4:54 i 10 – 4:22. I czas 49:06 min na mecie. Niby ok ale zagotowany byłem na maxa, bo zegarek ukradł mi przynajmniej po 100 m na kilometrze. Pozytywy ? Dałem radę i to był kolejny dobry trening, nawet pomijając czasy.

Jeszcze jedna refleksja, zejść z dychą poniżej 50 min to kiedyś był taki mój kamień milowy, niedoścignione marzenie. I gdyby dało się na tym Wilkowie przerzucić mnie o rok w przeszłość i pobiec razem z tamtym Andrzejem, to ten o rok młodszy ale jakże inny facet nawet by nie pomyślał , że coś nas łączy. I nawet by nie zauważył, że jakby jesteśmy podobni bo szybko pokazałbym mu plecy …i tylko by zazdrościł, że można biegać aż tak szybko . Mam nadzieję, że Andrzej 2014 będzie dublował dzisiejszego. Chociaż latka lecą. Nic nie jest niemożliwe jeśli trenujesz i wydzierasz czasowi kolejne sekundy. Cel, determinacja i ciężka praca zaginają czasoprzestrzeń . You are the Winner.

I tyle 🙂

Author: szuracz

Share This Post On

2 komentarze

  1. Mam tak samo, ja sprzed roku i dziś to całkiem inne bieganie:-)

    Post a Reply
  2. Uwielbiam Cię czytać 😀

    Post a Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: