Bieg Powstania dla Adasia

IMG_1444Sobota rozpoczęła się bardzo smutno. Dziwnie brzmiąca prośba o sprawdzenie pewnych faktów przyniosła tragiczne informacje. W tym momencie wszystkie pomysły, plany i chęci znalazły się na drugim miejscu. Przez moment zastanawiałem się czy nie odpuścić startu w Biegu Powstania Warszawskiego, wiem jednak, że On by tego nie chciał.

Bieg Powstania jest (przynajmniej z założenia) po to aby upamiętniać walczących Powstańców. Dla mnie (wiem, że dla kilku osób także) miał jeszcze jeden cel. Biegliśmy dla Adama. Szybka decyzja i jeszcze szybsze działanie Marcina Wikło spowodowało, że mogliśmy biało-czerwone powstańcze opaski przepasać czarną wstążką. Nie myślałem o biciu rekordów, nawet „na wesoło” nie było by to chyba łatwe, gdyż pogoda nie pomagała. Duszno ogromnie. O 21.00 ruszyliśmy. Ponad 4000 osób wystartowało w biegu głównym, niestety przewinienia standardowe się powtórzyły. Nie rozumiem naprawdę osób, które ustawiają się z przodu tylko po to aby po kilometrze przechodzić do marszu, dramatycznie zwalniać, stawać po środku itd. Nie rozumiem widzów, którzy NAGLE muszą przejść z rowerem, najlepiej w większej grupie kilku „rowerzystów”. Szczerze – pierwsze kilometry były średnio bezpieczne. Nie rozumiem ludzi, którzy mimo pisania przez organizatorów, że bieganie po chodnikach jest zakazane, na Karowej cięli chodnikami… Czasami nie było to zbyt opłacalne – tuż przede mną mocno przyziemił – spadając z krawężnika – jeden biegacz. Nowiutki iphone nie wytrzymał wspólnego upadku. Podobnie chyba kolana i broda bo lądowanie było mocne! Smutne to oczywiście – ale z drugiej strony niestety do przewidzenia. Nie dość, że kostka, to jeszcze po pierona biegać po krawężnikach? Dla urwania 0,5 sekundy na czasie 55 minut? GŁUPOTA!

IMG_1438

przed startem

Trasa fajna, oczywiście jako „góral niskopienny” byłem zaskoczony profilem. Zaskoczony pozytywnie. Organizatorzy pisali – UWAGA – duże różnice wysokości, co odczytałem jako – UWAGA będą podbiegi. 2 kilometr z górki, 3 z górki, 4,5,6 z górki albo po płaskim. Później znowu z górki. Na 9 kilometrze coś się zaczyna dziać i…meta, czyli początek drugiego kółka. A gdzie ten podbieg??? To był on, ten na 9 kilometrze! 🙂 Śmieszny, jednak tutaj procentuje mieszkanie na osiedlu o nazwie Słoneczne Wzgórze. Pisałem już kiedyś, że każdy mój powrót z każdego wybiegania jest pod górę. Każdy! I to jest podbieg, a nie taka jakaś popierdółka jak w Warszawie. No ale co oni mogą wiedzieć o górach:)

Podsumowując Bieg Powstania trochę mnie rozczarował, myślałem, że będzie tak bardziej…podniośle. Uroczyście. Że będzie można dowiedzieć się czegoś o tamtych czasach, że ktoś coś powie, przeczyta. Wspólne odśpiewanie hymnu przed startem nie jest niczym nadzwyczajnym, naprawdę! Czytałem wcześniej o tym, że przy trasie mają się odbywać inscenizacje, mają być grupy rekonstrukcyjne… Były dwie – jedna przy starcie, druga przed metą. Stali i kibicowali… szkoda. Fajne odgłosy walki na Karowej. Nie mogło tak być wszędzie, nie można było przy trasie ustawić głośników i z nich emitować powstańcze opowieści. Sam start był w miejscu mega ważnym. Ciekaw jestem kto spośród startujących wiedział co działo się na stadionie Polonii Warszawa w czasie wojny? Jestem pewien, że bardzo mało osób. Szkoda, że pozostali się nie dowiedzieli. Kurcze, szkoda takiego biegu, szkoda takiej historii, szkoda, że to nie jest wykorzystane. Tym bardziej, że jest na to budżet. 7000 zapisanych osób, opłacone nie małe wpisowe… Jeden gość z puszczanymi z laptopa dźwiękami wojny, i dwie grupy rekonsturkcyjne to malutko. Jeśli był ktoś taki (a pewnie był) kto o Powstaniu nie widział za wiele, to niczego się nie nauczył. Niestety. Przed startem odsłuchaliśmy jakiś hiphopowy kawałek (?) – po co? nie wiem. Jest tyle pięknych, powodujących ciary na plecach pieśni z tamtych czasów… Szkoda. Niestety wyglądało to tak, żeby małym nakładem sił zrobić jak największą imprezę, podpiąć to wszystko pod „chodliwy” temat – czyli Powstanie Warszawskie i będzie ok.

Do Warszawy przyjechałem z żoną (pierwszy jej start na takim dystansie) i kolegą jeszcze ze studiów, aktualnie mega szuraczem – Piotrem. Każdy miał inny cel, żona cała w nerwach obawiała się wszystkiego, Piotr na luzie nie wadził nikomu:) Szybki i sprawny odbiór pakietów spowodował, że czasu było sporo,  wykorzystaliśmy go na dłuugi spacer po starówce.

Postanowiłem, że będzie to bieg lajtowy, zacznę szybko jak na mnie – około 5:00 i jeśli będę się czuł dobrze – to tak będę trzymał, jeśli będzie inaczej uspokoję do moich 5:40 i wtedy mogę szurać i szurać. Pierwszy kilometr poniżej 5 minut, dwa następne po 5:00 i zwolniłem. Swoim tempem poleciałem dalej. Pogoda i mega duchota odbiła się jednak na samopoczuciu. Cały bieg w piątym zakresie:) Tętno średnie: 187 – alarm w moim Garminie włączył się już na 4 kilometrze. Musiałem wyłączyć w trakcie alarmowanie, bo nie dało się normalnie biec:) Na wykresie widzę, że maksymalnie osiągnąłem 197 uderzeń. Rekord z finiszu na Półmaratonie Warszawskim wyrównany:)

IMG_1441

i już na mecie

Ukończyłem w 55:17, nieźle jak na brak spinki przez 70% biegu. Moja żona pierwszą swoją oficjalną dyszkę ciachnęła w 1:01:25. Mogła spokojnie zejść poniżej godziny, tym bardziej, że na treningach jej się to udaje. Wyszedł jednak chyba brak doświadczenia, długi postój przy wodopoju, wspomniane wcześniej rowery i inne grzechy początkującego biegacza. Piotrek był w czołówce, nooo prawie:) Zrobił fajny wynik 44:54. Jestem przekonany, że także sporą część z tego mógł jeszcze urwać lepiej się ustawiając na starcie. Podsumowując – Bieg jak Bieg. Odbył się i już. Żałować…nie żałujemy, jednak spodziewaliśmy się dużo więcej.

————————————–

Pisałem na początku o Adamie, w zasadzie o Adasiu, bo tylko tak do niego mówiłem. Ogromnie smutne informacje spływały od samego rana w sobotę. Do momentu ich potwierdzenia, było mi naprawdę bardzo ciężko. Po potwierdzeniu…OGROMNIE ŹLE! Nie wiem Adaś dlaczego tak się stało? Ktoś „tam u góry” strzelił mega gafę. Wielki falstart! Totalnie tego nie rozumiem. Kochałeś życie, tyle chciałeś jeszcze zrobić, tylu osobom byłeś potrzebny, robiłeś mnóstwo fantastycznych rzeczy. Czytając teraz komentarze od dzieciaków dla których robiłeś „wakacje z futbolem” mam łzy w oczach. Czytając komentarze od kibiców, że mimo iż byłeś z nielubianej przez nich gazety, to tylko z szacunkiem o Tobie mówią – jestem dumny, że Cie znałem. Dumny i szczęśliwy. Zaczynaliśmy razem, pamiętam wspólne wyjścia z mikrofonem, Ty byłeś początkującym stażystą w Radiu Kielce, ja zaczynałem w Famie. Pomagaliśmy sobie, doradzaliśmy. Jednak chyba Ty częściej… tak zdecydowanie częściej ja liczyłem na Twoją pomoc. Pamiętasz sondę na jakiś bzdurny temat, którą nagrywaliśmy pod ZUSem…? Ja nagrywałem bez baterii:) Dałeś przegrać kilka wypowiedzi od siebie… Oboje błądziliśmy we mgle…ale nam się to podobało ogromnie. I chyba dlatego robiliśmy to przez tyle lat. Wiesz dlaczego lubiłem Grudniowe Trójki? Lubiłem je dlatego, że mogliśmy się powygłupiać. Uwielbiałem grać z Wami, bo wiedziałem, że to będzie zabawa. Nigdy nasze drużyny nie spinały się na siebie, uwielbiałem te żarty, dowcipy, „ustawiane” strzelanie bramek i dawanie sobie fory… Takiego Cie Adasiu zapamiętam, traktującego wszystko co mniej ważne z wielką porcją humoru i uśmiechu. Zresztą chyba nie widziałem Cię w życiu smutnego… Nawet ostatnio, pamiętasz…na światłach, chciałem Cię zabrać do auta. Było gorąco. Gorąco było od siedzenia w samochodzie, co dopiero maszerując po Warszawskiej… Odmówiłeś. „Dzięki Joniu – mam już nie daleko…” machnąłeś ręką i powędrowałeś po swojemu w kierunku Rynku. Oczywiście z uśmiechem na ustach. Piszę to wszystko tutaj, bo wiem, że czytałeś szuranie. Tydzień temu o tym gadaliśmy, wiem, że się podobało. Wiem, że trzymałeś kciuki za nasze bieganie. Mimo tego, że pewnie Cię to nie interesowało za bardzo to wysłuchałeś mojego przechwalnego monologu o bieganiu. Umawialiśmy się na artykuł o amatorskim bieganiu…o szuraniu. Mówiłem Ci, że się nic nie dzieje w naszym mieście, obiecałeś pomoc. Zawsze każdemu kurde pomagałeś… A my nie mogliśmy pomóc Tobie…

Zajebiście mi Adaś jest kurde smutno! Bardzo!

Patrz tam na nas łaskawym okiem, pomagaj i podpowiadaj tak jak do tej pory. Trzymaj nadal kciuki! Do zobaczenia ADAŚ!

adas_golab

Author: szuracz

Share This Post On

Trackbacks/Pingbacks

  1. A było to tak… szuraniowy 2013 | szuranie.pl - […] Początek Sierpnia to Bieg Powstania Warszawskiego, nastawiałem się na wielkie przeżycia i…niestety się zawiodłem. Mega masowa impreza, bez klimatu.…

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: