Chory, chorszy…półmaraton.

ja4Trochę więcej niż tydzień pozostał do końca mojej „Misji Połówka” czyli przygotowań do startu w Półmaratonie Warszawskim. 24 marca godzina ZERO. Start. Misja Połówka niestety rozwalona została całkowicie wszelkimi gównami, wirusami i innymi bakteriami latającymi w powietrzu. W momencie kiedy powinienem osiągać maksymalną formę jestem w delikatnej dupce…

Przeziębienie ciągnące się za mną od dwóch tygodni skutecznie oddala ode mnie marzenia o zrealizowaniu celów przedstawionych na początku Misji Połówka. Jakoś nie widzę siebie biegnącego po 5.30 przez 21 km… Dochodzę jednak do wniosku, że nie czas będzie w tym wszystkim najważniejszy, a zabawa i „wspólne tworzenie historii”. W biegu ma wystartować 13.000 osób! KOSMOS. Dlatego, pieprzyć cele:), ma być fun i dobra zabawa! I tak mam nadzieję, że będzie. Póki co, dzisiaj wreszcie oddałem się w ręce klubowych fachowców od przygotowania fizycznego i zdrowotnego. Zaczynam trzy dniową kurację antybiotykową, w poniedziałek nawadnianie przy pomocy kroplówki i podobno mam być zdrowy jak dąb. Oby! 

IMG_0562

Choróbsko skutecznie zniszczyło mi plan przygotowań, dwa tygodnie grypy i przebiegnięte tylko niewiele ponad 20 km… W pół miesiąca! Wyszedłem dwa razy jak wróciła wiosna, dzień po dniu. Raz z moim kolegą Bamboshem przeżyłem świetne wieczorne bieganie. Tutaj muszę zdjąć czapkę i ukłonić się w pas, bo Piotr zwany Bamboshem jest jedną z tych osób, które jako ostatnie podejrzewałbym o to, że zacznie szurać. A tym czasem, facet waży 67 kilo i zapieprza jak mały samochodzik. Wali kilosy, aż miło! Super. Liczę, że kiedyś jeszcze zabierze balast w mojej postaci na wieczorne wybieganie:) Oprócz dwóch wspomnianych wyjść, nie mogłem sobie odmówić także poszurania po plaży przy okazji wizyty w Gdańsku. Przy okazji uzbierałem sporo muszelek dla moich dziewczyn. To chyba mnie załatwiło na amen. Dobieg do plaży to około 2 km, zdążyłem się delikatnie rozgrzać, na plaży skłony:) po muszelki, kilkanaście minut bez ruchu, zaczęło być zimno. I wtedy dopadło mnie choróbsko – tak myślę. A wiaaaaało okrutnie. Było kilka minut po 7.00 rano, na termometrze -6. Ale pięknie! Nie biegałem nigdy po plaży w samotności. Super! 

IMG_0559

Odliczam dni do końca choroby i Misji Połówka…

Author: szuracz

Share This Post On

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: