Do lasu biegiem marsz

vegeOstatnio mam szczęście do uczestniczenia w biegach organizowanych po raz pierwszy. Do debiutów podchodzę z dystansem, w końcu organizacji najlepiej się uczyć na błędach, o ile nie są one zbyt bolesne dla uczestników. Wszystko zależy od oczekiwań. Inaczej podchodzę do biegu masowego mającego aspiracje do bycia jednym z bardziej rozpoznawalnych w kraju, a inaczej do małych, wręcz kameralnych, lokalnych eventów. W tym drugim przypadku częściej uczestniczę w nich dla zabawy i dla idei uczestnictwa, niż z powodu kręcenia czasów.


„Wolność jest w naturze” to bieg, o którym zapewne bym się nie dowiedział, gdyby nie moja partnerka, pracująca w instytucji blisko związanej z tematem ochrony środowiska. Zaproponowała nam udział, szczególnie, że wybierała się tam większa grupa jej znajomych. Zdecydowaliśmy się pobiec raczej z chęci spędzenia kawałka soboty w miłym towarzystwie na łonie przyrody, niż z chęci współzawodnictwa.

Idea samego biegu była prosta – wypromować ścieżki dla biegaczy tworzone przez Lasy Państwowe. Z okazji 25-lecia odzyskania przez Polską wolności, lasy wytyczyły 25 takich ścieżek. I mam cichą nadzieję, że na 25 się nie skończy. Najbliższa Warszawy ścieżka znajduje się w miejscowości Zimne Doły, gdzieś za Piasecznem. Bez GPSa i mapy raczej ciężko dojechać, ale na pewno warto przynajmniej raz spróbować, żeby wyrobić sobie zdanie.

do lasu

Na miejsce dojechaliśmy przed rozpoczęciem pikniku rodzinnego i w pierwszej chwili zaskoczyła nas infrastruktura. Jak na kameralny bieg, to zorganizowania i zaopatrzenia nie powstydziła by się nie jedna warszawska parkowa impreza biegowa. Odebraliśmy nasze pakiety startowe w workach z logo biegu, z koszulką techniczną, talonem na posiłek regeneracyjny i dopiero wtedy do nas dotarło, że przecież zapisy były bezpłatne. Szczerze mówiąc trochę mnie to zdziwiło, bo w końcu Lasy Państwowe to spółka Skarbu Państwa i wolałbym, żeby nie wydawała pieniędzy na duperele. No ale skoro wypracowuje zysk przez zarządzanie zasobami leśnymi, a pomimo ich eksploatacji obszar lasów w Polsce rośnie, to wyjątkowo mogę im to wybaczyć.

W programie były zaplanowane 3 biegi. Bieg dla dzieci oraz dla dorosłych na dystansach 3km i 10km. Zapisaliśmy się na dychę, bo wydawała nam się najbardziej ciekawa. Z naszymi możliwościami 3km to taki dziwny bieg – dopiero zaczynasz biec, a już się kończy. Zresztą na trójkę zapisało się dużo debiutantów i amatorów, a na dziesiątce było po prostu luźniej.

Piknik trwał, przybywało biegaczy i rodzin, rozkręcała się kuchnia polowa i stoiska piknikowe WOŚP i Lasów Państwowych. Zaczęła się rozgrzewka, która przyciągnęła większą część biegaczy. O dziwo, im mniej osób biegnie tym lepiej się razem integrują i bawią. Szczególnie było to słychać podczas poleceń wydawanych przez prowadzącą rozgrzewkę Emilię Ankiewicz – wicemistrzynię Polski na 400 metrów przez płotki i głośnych komentarzy ćwiczących „A teraz ręce na biodra!” „Czyje?” „Swoje?”

Przyszedł czas na nasz bieg. Stanęliśmy w strefie startowej i dopiero wtedy okazało się jak nas mało. Ktoś rzucił komentarz „ale fajnie, nareszcie się zmieszczę w pierwszej setce w jakimś biegu!”. Start poszedł sprawnie. Leśne trakty są przyjemne – szerokie, piaszczyste, z nierównościami – dla kogoś, kto przysypia robiąc wybiegania na asfalcie jest to bardzo przyjemne przeżycie. Czuć, że się biegnie.

Nie obyło się bez wpadki z trasą. Do tej pory nie wiem, czy to była wina organizatora, czy biegaczy. W pewnym momencie, około 4 kilometra droga skręcała w prawo w wąską leśną ścieżkę. Zakręt był oznaczony taśmą zawieszoną między drzewami, która jednoznacznie pokazywała, że trzeba tam wbiec. Jednak zarośnięta i wąska ścieżka raczej nie wzbudzała zaufania, szczególnie po biegnięciu od początku szeroką leśną drogą. Za taśmą znajdowało się oznaczenie ścieżki biegowej pokazujące skręt w lewo, w kolejny szeroki leśny trakt. Najwyraźniej był on na tyle sugestywny, że ktoś przeskoczył taśmę, zignorował prawy zakręt i… wbiegł na trasę dla biegu na 3 km. A reszta biegaczy – cóż, podstawowa zasada biegania w biegach masowych brzmi – „jak nie wiesz gdzie biec, to biegnij za plecami tych, którzy biegną przed tobą”. Tym sposobem wszyscy przeskoczyliśmy taśmę… no i się zdziwiliśmy nie mniej niż organizator, kiedy wbiegaliśmy na metę po przebiegnięciu niecałych 7km. Wpadki można by było uniknąć, gdyby ktoś z obsługi tam stał i pilnował biegaczy, ale cóż – wnioski na przyszłość miejmy nadzieję będą wyciągnięte.

Za metą czekała na nas woda, jabłka „od polskiego rolnika” i sadzonki drzewek – do wyboru do koloru. No i oczywiście medal – bardzo oryginalny, bo drewniany – w końcu nazwa organizatora zobowiązuje. To, co mnie naprawdę zaskoczyło to posiłek regeneracyjny. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że organizator stanie na wysokości zadania. Przyzwyczaiłem się już do tego, że im mniejszy bieg, tym bardziej organizatorzy nie wiedzą co to ten „wegetarianizm”. Tymczasem czekał na mnie makaron z pesto, ze świeżą rukolą, oliwkami, pomidorkami koktajlowymi i świeżo wyławianą z solanki mozarellą. Żyć nie umierać!

Z biegu wróciliśmy zadowoleni. Wpadka z trasą nie zepsuła nam humorów. Byliśmy najedzeni, wybiegani i objuczeni rzeczami od organizatora. W końcu nie z każdego biegu wraca się z kilogramem jabłek i kilkunastoma sadzonkami brzózek. Co do samej ścieżki, to obiecaliśmy sobie, ze kiedyś tu wrócimy. Las jest bardzo przyjemnym miejscem do biegania, szczególnie że jest tam oznakowana ścieżka, parking, miejsce grillowe i wiaty. Wrócimy, żeby zobaczyć jak wygląda ścieżka bez tych wszystkich ludzi i całego zamieszania biegowo – piknikowego. Może to być miła odmiana od podwarszawskiego Lasu Kabackiego, w którym w weekend zwykle jest taki tłok jak na Nowym Świecie.

Bieg był pierwszą imprezą otwierającą ścieżkę. Poza nią w Polsce są kolejne 24 ścieżki gotowe do oddania, a Lasy Państwowe przy każdej okazji prawdopodobnie zorganizują podobne imprezy. Niestety nie potrafię powiedzieć gdzie takie ścieżki się znajdują i liczę na to, że odpowiednie informacje znajda się wkrótce w serwisie www lasów. Jeśli znajdziecie jakąś ścieżkę blisko siebie to polecam ją wypróbować – zarówno podczas otwierającego ją biegu jak i jako kolejna trasę do weekendowych wybiegań.

Author: szuracz

Share This Post On

1 Comment

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: