Grypo wynocha! Bieganie w śniegu.

Drażniło mnie bardzo to, że choróbsko które mnie dopadło nie pozwalało czuć się na tyle dobrze, aby wyjść i poszurać choć odrobinę. Nie mam pojęcia, co to za dziadostwo, ale trzyma mnie już prawie drugi tydzień. Raz mocniej, raz słabiej, w piątek tak, że ledwo trzymałem się na nogach, w sobotę już było lepiej, w niedziele na tyle dobrze (bez gorączki), że padła szybka decyzja. Wychodzę.


Miałem 1,5 godziny wolnego przed początkiem licytacji koszulek na jednej ze scen Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Przebrałem się w domu. Termo i zwykłe biegowe spodnie (po raz pierwszy tak podwójnie, ale na termometrze -6), góra normalnie termo bez rękawa, na to termo z rękawem, krótka koszulka leciutka i kangurka z kołnierzem. Czapka oczywiście i po raz pierwszy postanowiłem zasłonić twarz (usta, noc) czymś. Oczywiście jak jest potrzeba to nie można znaleźć fajnych RMFowych kominów, które były by idealne – no ale gdzieś się zapodziały w domu – trudno. Wygrzebałem jakąś niby bandamkę w trupie czachy:) Byłem zazwyczaj przeciwnikiem zasłaniania twarzy, bo wydawało mi się, że mokra chustka przy ustach i nosie, dodatkowo zamarzająca – jest okropna, i czucie czegoś takiego na twarzy jest mocno nie fajne. Ale tak jak pisałem wcześniej, chorobowo słabo i bałem się o to, że zimne powietrze spowoduje, że będzie gorzej.

IMG_0245

Początek był ciężki, brakowało mi powietrza, nie wiem czy przez chustkę, czy przez to, że organizm jednak dwutygodniowym przeziębieniem był po prostu osłabiony. Oddychało się ciężko było duszno. Przetrzymałem jednak pierwszy kilometr i później już przestałem zwracać na chustę uwagę. Oddychało się fajnie. Na tyle fajnie, że w gardle nic nie drapało, a zimne powietrze w żaden sposób nie przeszkadzało oddychać ustami bądź nosem. Po zakończeniu biegania już w pomieszczeniu, chustkę zdjąłem i wtedy dopiero zauważyłem jaki miała wpływ na ciepło wdychanego powietrza. Mimo, że w środku to powietrze wydawało mi się mega zimne, na tyle, że aż trudno się je wdychało. Koniec końców – sprawa się udała, i już wiem, że jak bardzo mrozi – to chusta musi być. Samo szuranie, krótkie i bez problemowe. Pięknie ośnieżone kieleckie ścieżki, las na Stadionie, ludzie na biegówkach, kilku biegaczy, przy stoku mnóstwo narciarzy, śnieg w nieubitych miejscach sporo ponad kostki. Pogoda I DE AL NA ! W sumie prawie 7 km, w tempie niskim, ale nie o tempo mi chodziło tylko wybieganie swojego i powrót do właściwego rytmu oraz wygonienie wreszcie tego nieszczęsnego przeziębienia. Dzisiaj cały czas czuje, że jeszcze jakieś dziadostwo w środku siedzi.

IMG_0243

IMG_0244

Author: szuracz

Share This Post On

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: