Leniwe szuranie nad zalew…

jaNa tapczanie siedzi leń,
Nie chce biegać w żaden dzień.
„O, wypraszam to sobie!
Jak to? Ja nic nie robię?
A kto by biegał w taką pogodę?
A kto by biegał o tej porze?
A kto biega w taki mróz?



Mam jeszcze wymieniać, czy starczy już?

Jeśli Brzechwa miał by opisać moje ostatnie tygodnie szurania to chyba właśnie tak by to wyglądało. Ogarnął mnie leń. Fakt, że trochę pracy więcej, ale to nie powinno mnie odrywać od szurania. Przecież chociażby 3 razy w tygodniu powinienem znaleźć te 30 minut na krótki dystans osiedlowy. Nie ma wytłumaczenia innego oprócz tego, że nie chciało mi się ruszyć. Wypadłem z transu i koniec.

Po ponad tygodniowej przerwie zebrałem się w sobie i założyłem swoje cichobiegi. W czwartek ostatni dzień lutego podwyższyłem lekko kilometry na ten miesiąc przebiegając dodatkowe 7.26.

Sobota 2 marca, słoneczna pogoda nie można było tego nie wykorzystać. Postanowiłem wyruszyć nad kielecki zalew. Szybkie sprawdzenie trasy na internecie żeby zaliczyć jak najmniej sygnalizacji świetlnej. Z osiedla wyruszyłem obok rezerwatu przyrody Ślichowice w kierunku kładki nad torami. Niestety nie był to dobry wybór gdyż ścieżki w tamtych rejonach były bardzo rozmoknięte. Już na początku grzązłem w błocie. Po pokonaniu torów dalej szurałem już ulicami i chodnikami aż do samego zalewu. Początkowo ulicami Długą i Częstochowską, następnie Sowią, Wróbla i Helenówek w kierunku ulicy Łódzkiej. Można było trochę inaczej żeby nie kluczyć między domami, ale nie było źle. Łódzką pokonując uliczne światła przeszurałem już do zalewu.

Zalew

zalew

Choć całą zimę nie miałem problemów z szuraniem nie spodziewałem się, że aż tak fajnie będzie poczuć suchy chodnik pod stopami. Chyba jednak czekałem na to żeby śnieg zelżał.

Do zalewu poszło swobodnie. Orientacyjna rundka dookoła, a tam okazało się, że nie tylko ja pomyślałem dziś o szuraniu. To cieszy! Teren ciężki, mokro, aż buty się topiły . Miejscami lód po jakim chyba jeszcze nie przyszło mi szurać. Musiałem bardzo zwalniać i uważać. Jak się okazało są osoby, które lubią takie warunki. Mianowicie wędkarze, konsekwentnie na samym środku zalewu zarzucali przynętę w przeręblach,w nadziei na obfite połowy.

Rybak

Obiegnięcie wraz z dotarciem do celu zajęło mi 38 minut a dystans to równe 6 km. Cały czas towarzyszyło mi słońce i pozytywna już chyba wiosenna energia.
Aby nie babrać się już w błocie, jak na początku, wróciłem trochę inną trasą. Poszurałem 1 Maja, a potem ulicą Chorzą i dalej wzdłuż torów kolejowych. Minąłem domki działkowe i już byłem na Dalni, a stąd rzut beretem do domu. Cały sobotni wypad zajął mi 1g:09m:53s. Pokonałem 10.89 km. Minusem okazały się światła, które skutecznie przerywały i opuzniały bieg. Cieszy to, że na każdym kilometrze utrzymywałem średnie tempo 6:25 min/km.

Słońce

Ahh jeszcze jedno fajnie usłyszeć było pozytywne komentarze od dwóch starszych pań napotkanych po drodze, którym jak to stwierdziły zostało już tylko spacerowanie ale robią to regularnie. Dobrze, że młodzież chce się ruszać, a nie siedzi tylko przed tymi komputerami. 😉
Skrobiąc ten wpis zerknąłem na szuranie w endomondo, konkretnie rywalizacja marcowa. Uczestnicy:152. Moje miejsce  to 92. Duże zainteresowanie i ogromna radość, że tylu ludzi przyciąga szuranie. Jeszcze w Lutym brało udział 64 osoby. Duuuży postęp 🙂

Tutaj link do całej mojej sobotniej trasy: http://www.endomondo.com/workouts/163358203/2762595

A tak wyglądały moje buty po powrocie do domu:

Buty

Do następnego szurania!!!

 

Author: Paweł Kielce

Share This Post On

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: