MAM TO ZA SOBĄ. Trzy godziny, trzy kwadranse i całe 2 sekundy

11121757_976633849015349_1907945738_nMyśl chytra, zwieńczona chwyceniem biegowej motyki i ruszeniem na maratońskie słońce, pojawiła się we wrześniu . Nieśmiało, podlana drakońskimi wizjami, ociężale zbierała się do kiełkowania. Posiała, nie było odwrotu
Ostatni październikowy start w Kieleckim Dychaczu, był początkiem biegania na konto królewskiego wymysłu.

Racjonalna ocena szans, baby, rocznika, który skład płynu Lugola wlewał w 8letni przełyk ….nie poszaleje, liczy na łamanie 4h, może po cichu na drobne gruchotanie.

Plan! Potrzebny plan, taki wredny i dokładnie wyszczególniony dowód potencjalnych grzechów i zaniechań. Bicz mentalny na bumelantów i operdzielaczy, ubrany w cyfry i liczby, cholerne odległości kaemem mierzone.
Realizowała sumiennie, budowała wytrzymałość tlenową, samotnie, pod górę, z wiatrem, leśnym strzałem, w pogodnej i niepogodnej aurze, mało śnieżnej  zimie, w zadziwieniu osiedlowych autochtonów  „Pai Kasiu, znowu Pai leci?” Leci płynnie do lutego, kiedy to zemsta tkanek miękkich dziurawi plan, na kształt wzorowego, serowego otworu  Tempowe bieganie, narastające prędkości rzadko pod hasłem – zrealizowane. Marzanne utopi, wiedzieć będzie więcej. Kraków łaskawy, tam zimę żegna przez godzinę i 44minuty, z zapasem na podtopienie.  Źle nie jest, ale pewność na kształt malejącej w słońcu kry.

Tydzień. Jest 7 dni na wypalającym wszystkie rezerwy białkowe, zdenerwowaniu. Koduje biegowe prawdo-mantry, mądrych, mądrzejszych, przybijających piątki z doświadczeniem. Debiutantka – dyletantka…. momentami przypominająca obsadę „Nędzników”. Jak wyłączyć ten piekielny program: absurdalnego przerażenia? Dobry duch mówi, utwierdza, przelicza pokonane kilometry zapewniając, da radę, zestawiając dwa zupełnie niekompatybilne  słowa „BEZ PROBLEMU” Problemu!?!? Toż to synteza obecnego stanu biegowego!

Śpimy……… nieeeee, nie śpimy, nie namówimy Morfeusza na współpracę. Tsunami myśli, wizje rozejmu nadziei z porażką. Tak to już jest, przy deficycie wiary w siebie, pytanie o sukces przybiera katastroficzne znamiona retoryczności ….. Takie marzenie: skasować zawartość czaszki. Sen przyjęła oszczędnie w dawce 3h. Po tym wszystkim na pewno czeka ją obowiązkowe szkolenie z medytacji i  terapia ciszą!!!

Podróż w otoczeniu biegowych Oszołomów, ludzi genetycznie obciążonych szaleństwem, to znakomity  zastrzyk z mentalnego botoksu.  Dobrze że są, razem chyba „umiera” się łatwiej. Im bliżej Galicji, tym dezorientacja na poziomie zapomnienia o własnym nazwisku.

Rynek, tych od botoksu coraz więcej. Audiencja u Orzechowskiego (widok Tego człowieka odwiecznie rozwesela potwarz). Wita serdecznie, pobijając rekord w skoku dosiężnym ….. myśli, że gdyby na grzbiet odzieży z MOCĄ nie założyła, to pewnie właśnie gotowałaby niedzielny rosół w domowej manufakturze kotletów i ciast.

Strefy, hiperobszar biegających. Karambol myśli trochę się przerzedza, wszyscy uśmiechnięci, surferzy  na falach entuzjazmu. Strzał, nie ma odwrotu! Trudno nawet największym, sam na sam z bramkarzem, zdarza się trafić w słupek !

Zaczyna spokojnie, założyła  pas wstrzemięźliwości, żeby pokuta po 30 km nie smakowała goryczą rozgryzionego biseptolu. Pije i je wzorowo, nie omija ani jednego punktów wytężonej pracy wolontariuszy. Bez magicznych urządzeń łączących  z księżycem i kosmosem, utrzymuje tempo. Funkcja pulsometr zaniechana, efekt strachu przed ujrzeniem wartości, ewidentnie wskazujących na pukanie do drzwi Piotrowych. Stoper zmusza do matematyki……. bywa nieobliczalna

11134206_976634749015259_288825517_n

Spotyka Marcina Świerca, tytanowego ultrasa, mija tysiące uśmiechów, łowi z tłumu Bartkowiczów, walczy w pizgającym złem (nienawiść do wiatru: high level !!!) Biegowych kompanów przeprasza, mało kontaktowa, tak ma. W niektórych kręgach mogłaby dostać na wieczność towarzyskiego bana, w bardziej nerwowych dożywotni foch…  wie, że rozumieją. Spija z ust kibiców, moc wsparcia – Kasia od osobistego Wieczorka, szalony Leśnik od bobra, maratończykołamacz –  Dulu.

Endorfinowy haj i wrażenie ze może zmienić świat w lunapark, zło w krainę czekolady, zmęczenie w pluszową tapicerkę. Kolejny łyk wody, chwyt czegoś co fakturą przypominać ma egzotyczny owoc, szerzej znany pod nazwą banan, tutaj jednak występujący już w formie broni biologicznej
Gdzie ta ściana? Wyczekuje, nasłuchuje, po 38 km ma pewność, tynk nie odleci. Jak w przepowiedni, wróżbie dobrego ducha….BEZ PROBLEMU!

Meta, zona szczęścia, zogniskowane tysiące spojrzeń. Ostatni klocek, do konstruowania masowych emocji, dopasowany!!! Wrażenie, że przekracza linię z prędkością narzuconą przez właściciela pitbulla. Tłum, karmiczny flow, za magiczną linią od dawna czekają już Ci na których z podziwem patrzy i szczerze wątpi, że pochodzą z tej samej puli genetycznej (Danielu, Wojowniku Goliacie, Orzechu, „Chra-Żuku” to między innymi o Was).
Mało biegowa ta sprawozdawczość, bardziej spowiedź spod emocjonalnego respiratora….. ale tak właśnie było………. i jest, jest dobrze, jest Ql !!!

Kaśka.

fot: Dulu, Szczepan Jurkowski

11158092_976634339015300_1780308262_n

Author: szuracz

Share This Post On

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: