Misja Lublin – czas start!

Bez tytułuStało się – zapisałem się na pierwszy maraton lubelski i już nie ma odwrotu. Opłata startowa uiszczona, numerek na liście przyklepany, teraz trzeba tylko się przygotować do przebiegnięcia jakże sympatycznego dystansu 42 km 192 m.

Trzeba się tylko przygotować…


535187_260274334064851_868741177_n…problem w tym, że aura nie pomaga. Wybierając maraton lubelski na pierwszy start w tym roku (oprócz Lublina chcę też, po raz drugi, wziąć udział w maratonie warszawskim) kierowałem się między innymi czynnikiem pogodowym – czerwcowy termin biegu = minimum 2,5 miesiąca przygotowań w przyjemnych, wiosennych warunkach. Naiwnie myślałem, że zima od połowy marca odpuści i będę mógł sobie swobodnie szurać po suchym asfalcie w towarzystwie słońca.

Naiwny ja.

Za oknem zima w pełni, a do maratonu zostały już tylko dwa miesiące, które trzeba solidnie przepracować. Czyli zanim to białe świństwo stopnieje, to do startu zostanie pewnie coś około 45 dni.  Mało .

Ale trzeba walczyć. Chociaż jest ciężko, bo kiedy wyglądam za okno i myślę sobie o tym, że mam wyjść i taplać się w zimowej breji przez godzinę, to odechciewa mi się wszystkiego. Niestety wiem też, że jeżeli teraz odpuszczę, to ósmego czerwca moje lenistwo odbije się z podwójną mocą. Tak to działa.

Jak już jestem przy treningu, to muszę napisać, że tym razem mam zamiar wyciągnąć wnioski i nie popełnić drugi raz tego samego błędu. Otóż przed swoim debiutem w maratonie całkowicie olałem trening siłowy. Owszem kondycyjnie byłem przygotowany całkiem nieźle, ale co z tego, skoro pozostałe mięśnie odmawiały posłuszeństwa. W okolicach 30 kilometra zrozumiałem, że bieganie na takich dystansach, wymaga kompleksowego treningu całego ciała, a nie tylko nóg.

Dlatego teraz grzecznie, w domowym zaciszu, robię pompki, brzuszki, podciągam się na drążku i staram się wzmocnić mięśnie odcinka lędźwiowego kręgosłupa. Szczególnie te ostatnie są szczególnie ważne, bo kiedy nogi wchodzą w wchodzą w… wiadome miejsce, a na dodatek bolą Cię plecy, to nie myślisz o bieganiu, tylko o rzuceniu tego wszystkiego w diabły i zejściu z trasy. A perspektywa następnych, dajmy na to dwunastu kilometrów, wydaje Ci się czymś niemożliwym do pokonania.

No i rzecz chyba najważniejsza – rozciąganie. Uniknięcie skurczy wydaje się praktycznie niemożliwe, ale trzeba zrobić wszystko by je maksymalnie ograniczyć. I chyba to jedyna część treningu, którą wiem, że zdążę sumiennie wykonać do 08.06.2013. Wystarczy poświęcić 15-20 min dziennie i po miesiącu powinienem być już solidnie rozciągnięty. Oczywiście to nie znaczy, że zakres ruchów będę miał tak duży jak mongolska gimnastyczka, ale powinienem osiągnąć poziom, który w zupełności wystarczy by nie łapać się za łydkę co 500 metrów pod koniec biegu.

Szczerze mówiąc nie wiem, czy dam radę przygotować się do startu w Lublinie, tak jakbym chciał. Dwa miesiące, to bardzo mało czasu, a maraton to nie przelewki. Jedno jest pewne, tanio skóry nie mam zamiaru sprzedawać i podejmuję rękawicę rzuconą mi przez zimę i dystans 42km 192m.

A jak już przy maratonach jesteśmy, to na dniach wrzucę tutaj swoje przemyślenia, które spisałem po swoim zeszłorocznym starcie w maratonie warszawskim.

218144_341738849251732_605082089_n

taką koszulkę muszę mieć! Ba… będę ją miał!

***

A teraz dwa słowa a propos mojego ostatniego treningu.

Oj było ciężko. Liczba przekleństw, które rzuciłem pod nosem przez 45 minut biegu znacznie przekroczyła akceptowaną społecznie normę. Zmarznięty śnieg, ciapa na chodniku, skarpetki przemoczone już po pięciu minutach i kilka podbramkowych sytuacji kiedy prawie skręciłem sobie kostkę.

To ja się pytam jak miałem nie przeklinać?

Ale nie chciałem cały czas narzekać, bo to tylko pogorszyłoby moje – i tak już słabe – samopoczucie. Więc pomyślałem sobie „Trudno. Znajdź jakieś pozytywy”. I znalazłem – nie wiało.

No i jeszcze jedna miła niespodzianka spotkała mnie na koniec mojej heroicznej walki z zimowym treningiem w kwietniu (sic!). Otóż po przesłuchaniu genialnej płyty Slayera „Seasons in the Abyss” odpaliłem odtwarzanie losowe i już po chwili do moich uszu dobiegły dźwięki utworu Tego Typa Mesa – Żywioły, a tam takie zdanie:

Nasze dni tym są, walką my kontra żywioł(…)

Jakbyś zgadł Mes. Dla biegaczy teraz jest czas walki z żywiołem zimy.

Author: szuracz

Share This Post On

4 komentarze

  1. Zapraszamy do Lublina ale uwaga tu będzie pełno podbiegów niczym belwederska w Półmaratonie Warszawskim

    Post a Reply
    • Dzięki za podpowiedź. Biegowe ścieżki w Lublinie znam, więc wiem, że tam górek, góreczek jest mnóstwo. Pozdrawiam.

      Post a Reply
  2. Trzymam kciuki! Sama zapisałam się na maraton (pierwszy w życiu), ale z trochę większym zapasem czasu, bo dopiero we wrześniu. Nie mogę się doczekać, żeby następnego dnia poczuć się tak: http://napieramy.pl/przezyj-to-sam/
    Trzymam kciuki! 🙂

    Post a Reply
  3. Widzimy się w LUblinie:)!

    Post a Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: