O Kieleckiej Dyszce raz ostatni.

bieg-65Minął już ponad tydzień, a więc chyba dorosłem do napisania kilku zdań o II Kieleckiej Dysze. Informacji na tej stronie o samym biegu było „milion” dlatego szczegółami o których już pisałem za bardzo zamęczać nie będę. W zeszłym roku Kielecka Dycha była moim pierwszym masowym biegiem w życiu (tym dorosłym życiu), w tym roku miałem przyjemność uczestniczyć w KD trochę inaczej. Przed imprezą zbieraliśmy się kilka razy lub dyskutowaliśmy na specjalnej facebookowej grupie, za każdym razem w gronie ludzi, którzy chcą coś zrobić aby w naszym pięknym mieście coś fajnego się działo w temacie biegania. Spotkania były różne, zazwyczaj padało na nich mnóstwo propozycji, pomysłów – od tych bardziej szalonych…do takich jak najbardziej do zrealizowania. Jedno było wiadomo, w zeszłym roku było fajnie, a głównym elementem „ciągnącym” tą imprezę była atmosfera. Chcieliśmy zrobić wszystko, aby tak było i tym razem.

Jaki jest największy problem organizatorów różnych imprez? Oczywiście kasa. Tak było i tym razem niestety. Do samego końca zastanawialiśmy się czy zapewnić biegaczom (dorosłym) indywidualny pomiar czasu, korzystając z zewnętrznej firmy (na podstawie tzw. „elektronicznych czipów”) czy zorganizować Bieg Przedszkolaka z prawdziwymi medalami. Wiadomo, że decyzja jest łatwa jeśli chodzi o wybór pomiędzy dzieciakami, a dorosłymi. Tutaj jednak wchodził w grę temat pogody, obawialiśmy się, że jeśli będzie brzydko, będzie padało – to dzieciaków braknie na starcie. A medale trzeba zamówić, i w takim wypadku zrezygnować z pomiaru czasu dla dorosłych. Zaryzykowaliśmy i chyba bardzo dobrze. Zamówione zostało 100 medali, przygotowaliśmy połowę licząc, że pewnie więcej niż 50 dzieciaków się nie zgłosi… A jak się stało? 30 minut przed biegiem „grupa ratunkowa” w składzie Aga Kozłowska oraz moja małżonka i dzieciaki przygotowywały kolejną porcję medali dla przedszkolaków. Ostatecznie byliśmy gotowi na 100 dzieciaków, przyszło…97!:) Czyli sukces:) Bieg Przedszkolaka chyba wyszedł fajnie, mamy już pewne przemyślenia jak i co zrobić aby ta chwila dla najmłodszych trwała troszkę dłużej (i nie mam na myśli absolutnie wydłużenia dystansu).

bieg-64

a o to moje zwyciężczynie! 🙂

Dzieciaki pobiegły, w między czasie biuro zawodów przyjmowało kolejne zgłoszenia, kolejne osoby odbierały pakiety startowe – tutaj też udało się bez kolejek w czym ogromna zasługa kieleckiego Mosiru, niezastąpionej Basi i wolontariuszy, którzy fajnie to wszystko ogarnęli. Prawie 500 osób odebrało pakiety startowe chyba bez większych problemów – brawo! Rozgrzewkę przed biegiem głównym poprowadziła Pani Iwona Wenta, skorzystało z niej sporo biegaczy. Na pewno grubo ponad setka. Szybko, miło i sympatycznie – wszystko przy akompaniamencie elektronicznych dźwięków płynących od DJ DUDKA. Oprawa muzyczna Kieleckiej Dychy to także mocno wysoki poziom. Tomek Dudek – mój serdeczny przyjaciel „od kopy lat” także totalnie bez żadnych problemów zdecydował się pomóc. Mimo mocno napiętego kalendarza, gdzieś udało się wcisnąć kilka godzin na świeżym powietrzu w towarzystwie uśmiechniętych osób. Muzycznie i głosowo Kielecka Dycha to był najwyższy krajowy poziom! Dzięki Doods!

Sam bieg – jak to bieg, najszybsi polecieli przodem, kończyli swoje zawody wtedy gdy ja byłem gdzieś w połowie:) Ale zgodnie z hasłem – na luzie i bez napinki, tak właśnie potraktowałem ten bieg. Możne nie do końca bez napinki, bo jednak zdenerwowanie u mnie było spore. Tętno wariowało, po 200 metrach na bieżni, miałem takie samo jak na finiszu mojego pierwszego półmaratonu:) Stres był! Cały bieg pokonałem z kamerką GoPro. Niby małe gówienko, a jednak mocno przeszkadzało w zwykłym szuraniu. Ręka cierpła, a chcąc wykonać jakieś inne ujęcia, z góry z dołu – było poprostu mega nie wygodnie. Na piątym kilometrze – w okolicach wodopoju:) czekał Mariusz, zwany Marianem, z żoną Martą, zwaną Borsukiem:) to także moi bardzo dobrzy przyjaciele. Mariusz to zapalony narciarz, próbuje go powolutku przekonywać do biegania, w pojedynkę średnio mi to wychodzi – ale po powrocie z Kieleckiej Dyszki, zaaferowani tym co widzieli przebiegli wspólnie z Martą kilka kilometrów. BRAWO! Mariusz i Marta także super zareagowali na moją prośbę o zrobienie „kilku” zdjęć (wyszło prawie 1000). Mimo podobno udanej dzień wcześniej imprezy rodzinnej:), stawili się w gotowości w umówionym wcześniej miejscu i czasie. Co więcej – przygotowali transparent.PA200545

Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą! – taki napis wisiał przy „wodopoju”, a później już na mecie. Cieszył się sporą popularnością. Ilość zdjęć wykonanych na jego tle o tym właśnie świadczy, a galerię fotografii autorstwa wspomnianego Mariusza można zobaczyć TUTAJ

IMG_5106

Na zdjęciu u góry trzy Dudki:) Po lewej Eugeniusz, po prawej Paweł (zwany Sushim), nad nimi Tomek (DJ – też Dudek) – zbieżność nazwisk nie przypadkowa:). Wszyscy oczywiście przy wspomnianym wyżej transparencie, ale też nie przypadkowo. Dla mnie osobiście jednym z największych zwycięzców KD10 jest właśnie Pan Gienek (po lewej). Ojciec Pawła i wujek Tomka, w życiu swoim pewnie nie jedno już przeżył, ale chyba jeszcze nie dawno nie spodziewał się, że wyprzedzi swojego syna w biegu na 10.700 metrów. Start w imprezie poprzedził naprawdę mocnymi przygotowaniami, podszedł do nich bardzo profesjonalnie, obserwowałem to wszystko z podziwem na Endomondo. Zdjęcie z jego finishu jakoś dziwnie powoduje u mnie „mokre oczy” bo pokazuje, że ciężką pracą, czasami wyrzeczeniami można osiągnąć swój cel. Cel, który jeszcze nie tak dawno był marzeniem nie mieszczącym się w głowie.

wujek_gienek

Prawdziwych zwycięzców było oczywiście więcej, ba – każdy był zwycięzcą, kto dobiegł lub doszedł do mety. Każdy też mógł być zwycięzcą podwójnym, bo nagród do rozlosowania była cała masa. Taki też był plan, aby kosztem dużych, drogich nagród za miejsca I-III (które i tak pewnie, często wędrują później na allegro) zrobić dużo nagród dla „zwykłych” biegaczy. I tak też się stało, kilkanaście/kilkadziesiąt (nawet nie wiem ile konkretnie) nagród powędrowało w ręce zwycięzców. Nawet piszący te słowa, i prowadzący losowanie zarazem wylosował jedną z nich:) (naprawdę nie ustawiałem losowania!:). Główną nagrodą był fajny, profesjonalny aparat fotograficzny od Wyższej Szkoły Handlowej w Kielcach! Pozostałe prezenty w większości od sklepu hike.pl, od Centrum Zdrowia ProMedica, mnóstwo nagród od Sejmiku Województwa Świętokrzyskiego, a także wyjątkowe nagrody od Świętokrzyskiego Związku Badmintona i trenera Bogdana Wenty. Dużo zabawy przy losowaniu i nie schodzące z twarzy uśmiechy kolejnych nagrodzonych dowiodły, że dużo nagród to też dobry pomysł. Kolejna pomocna osoba była zameldowana także na mecie – Kuba Kulpa, także totalnie bezinteresownie wykonał kawał dobrej roboty, a jego wspaniałe zdjęcie można oglądać TUTAJ. Kuba – dzięki ogromne za pomoc!

Mnóstwo ludzi wykonało ogromną robotę, aby 20 października zapisał się pozytywnie w Waszej pamięci. Wszyscy oni pracowali totalnie charytatywnie, cel był jeden: zrobić super imprezę biegową w Kielcach. Czy to się udało? To już Wy musicie ocenić. Dla mnie najlepszym podsumowaniem całej imprezy były właśnie słowa naszego DJa i spikera w jednym – Tomka Dudka. Doodie nigdy wcześniej nie był na takiej imprezie, a po zakończeniu jej powiedział tak „Było zajebiście, wiesz – czułem się tak jakoś dziwnie, nie swojo – wszyscy dookoła byli uśmiechnięci i zadowoleni. Nikt na nic nie narzekał i wszyscy byli chętni do pomocy. Jak nie u nas”. Tak właśnie było! I za to Wam – uczestnikom dziękuje!

Ciężko wymienić jest wszystkich, na pewno kogoś pominę (za co ogromnie przepraszam) jednak chciałbym podziękować wszystkim, którzy choć odrobinę przyłożyli się do tego aby II Kielecka Dycha wyglądała tak jak wyglądała.

Przede wszystkim ogromną robotę wykonał MOSiR z dyrektorem Wojciechem Dębskim oraz cały sztabem ludzi zawsze chętnych do pomocy! Pani Jadzia, Basia, Darek Misiorowski, chłopaki z marketingu – SUPER ROBOTA! Kielecki Klub Lekkoatletyczny – także swoją nie małą cegiełkę przyłożył do całości!

-Damian Orzechowski (www.naszmaraton.pl)- facet na którego zawsze można liczyć, w każdym temacie!

– Maciek Garbacz – pomoc graficzna, projekt plakatów i przede wszystkim medali!

– wszyscy nasi sponsorzy! Bez Was nie było by tej imprezy! – Tao Fitness Club, Hurtownia Sportowa KielSport, Hike.pl, DWA Reklamy, Awans Med, Real, Wodociągi Kieleckie, Craft, Centrum Zdrowia – Promedica, Wyższa Szkoła Handlowa, Centrum Kształcenia Awans,  2DO, Gomar Pińczów,

– nasi partnerzy medialni: Echo Dnia, Polskie Radio Kielce, CKSPORT.PL, Radio Zet Gold,  Telewizja Świętokrzyska

– Sławek Obara, który mimo totalnego braku czasu pomagał nam w tematach informatycznych

– Magda Biesaga, dobre rady i fajna pomoc „handlowa” – już teraz polecamy się na przyszłość:)

– Aga Kozłowska, wielka czujność na starcie/mecie. Ogarnięcie medali, wszystko klasa!

– wspomniani wyżej Mariusz Zapała (www.nakrawedziach.pl), Jakub Kulpa (www.czylifoto.pl) za fantastyczne zdjęcia

– Michał Siejak – za dobrą robotę i dobry materiał wideo

– Tomek Dudek (Dudek Music Media) za super oprawę muzyczną i spikerską imprezy.

– wolontariusze! – SUPER ROBOTA!

– „milion” pozostałych ludzi z Biegam Bo Muszę! – oznaczanie trasy, sprzątanie trasy, banery, meta, jedzenie – wszystko wymagało ogromu roboty! Wyszło chyba nie najgorzej!

A na końcu – co wcale nie znaczy, że podziękowania się należą najmniej. FANFARYYYY – TADAAA!!! Bartek Kozłowski !!! – Wódz! Człowiek orkiestra! Wkurzał się niemiłosiernie na miliony rzeczy, ale ostatecznie wszystko załatwił, zrobił – a to czego nie potrafił, tak umiejętnie rozdysponował, że i tak koniec końców wszystko było zrobione! Bartek od początku do końca zawiadywał całością i robił to tak, że wszystkim się chciało! Ostatniej nocy aby nie tracić czasu na podróżowanie nawet spał w pobliskiej hali sportowej na materacu! Kielecka Dycha to Bartek Kozłowski! Bez wątpienia!

Na pewno kogoś pominąłem, o kimś akurat nie pomyślałem – ale Wam też w imieniu zadowolonych uczestników dziękujemy!

Jeśli macie jakieś przemyślenia co poprawić?, co ulepszyć?, piszcie w komentarzach lub wysyłajcie maile (kontakt@szuranie.pl). Jeśli ktoś z Was chciałby pomóc w kolejnych imprezach biegowych, ma coś ciekawego do zaproponowania także czekamy na Was! Działajmy razem i machajmy do siebie:)

A tak było na podsumowującym wszystko biegowym ognisku:)

740410_446768252107109_1075724882_o

 Jeśli nie byliście na II Kieleckiej Dysze – to wszystko wyglądało o tak:

Author: szuracz

Share This Post On

5 komentarzy

  1. Czy te kieleckie dychy to prolog przed przyszłorocznym maratonem kieleckim? Pytam, bo piszesz, że w tamtym roku „dychy” też się odbywały, ale maratonu w Kielcach chyba nie było

    Post a Reply
  2. z tego co mi wiadomo – a wiadomo nie mało, to nie ma w planach na 2014 maratonu w Kielcach. Coś tam przebąkiwane jest o połówce, ale póki co ciiiii….:)

    Post a Reply
    • Wielka szkoda. Parę razy byłem w Kielcach. To piękne miasto i chętnie bym pobiegł.

      Post a Reply
  3. Byłam, biegłam i dobiegłam na metę II Kieleckiej Dychy! Było rewelacyjnie! To był mój debiut biegowy (tak na poważnie), spotkałam masę świetnych osób, wszędzie uśmiechy, muzyka, dobra zabawa! Atmosfera genialna!
    Czekam na trzecią edycję. I Bieg Mikołajkowy w sobotę 7 grudnia. I na półmaraton. I Kielecki Maraton! Wezmę udział w każdym biegu 🙂
    No i bardzo chętnie pomogę przy organizacji czy czymkolwiek innym!
    A i pewnie kilka pomysłów znajdę.
    Kurcze, niech się dzieje w Kielcach! 🙂

    Post a Reply

Trackbacks/Pingbacks

  1. Zaczynamy zamieszanie! | szuranie.pl - […] Biegać”). Będą Dudki, wraz z tatą o którym pisałem przy okazji II Kieleckiej Dychy (o tutaj), że to był…

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: