O nie bieganiu i sklerozie cholernej…

Klasyczna "słitfocia z ręki" :)

Dzisiaj krótko, choć jak to w weekend szuranie miało być długie. Długie nie było z bardzo prostej przyczyny. Z powodu mojej sklerozy:) W tygodniu biegam w pracy, czyli startuje i ląduje z klubu. Zaadoptowałem na swoje potrzeby część szatni gości i tam też trzymam „graty i ciuchy” do szurania. W piątek zabierałem wszystko do domu. Nooo nie wszystko właśnie…


Zapomniałem opróżnić jednego kaloryfera, na którym suszyły się moje ciuchy tzw. termiczne. Normalnie przy takiej pogodzie korzystam z termicznego bezrękawnika i dodatkowo koszulki, też termicznej, z długim rękawem. Wszystko przykrywam ultra cienką koszulką techniczną od Kalenji i na wierzch dopiero leciutką kangurkę. Tak wytrzymuje do temperatury około -10. A dobrze też się czuje przy +3. Jest leciutko, a zarazem na tyle dużo warstw, że ciepło, a w razie przegrzania (co zdarza się zdecydowanie częściej) wszystko idzie na zewnątrz, a ja jestem suchy.

Zorientowałem się w braku sprzętu już w momencie połowicznego przebrania. Szybka decyzja… albo rezygnuje z biegania (jednak bardzo szkoda mi było odpuścić niedzielę, szczególnie, że zaplanowałem sobie fajną pętlę do Piekoszowa, w sumie około 18 km), albo…. No własnie. Pożyczyłem od teścia zwykły bawełniany Tshirt, przykryłem to kangurką (bardzo cienką) i na wierzch ortalion (bardzo średni do biegania). Mimo tylko trzech warstw, czułem się, jak Pi lub Sigma. Zdecydowanie mało komfortowo, jednak obawiałem się, że zdejmując kangurkę, lub ortalion będzie mi za zimno (temperatura -3). Poleciałem tak.

Od początku było jasne, że będzie źle. Dobiegłem do 4 km i niestety postanowiłem zawrócić. Koszulka bawełniana (I warstwa) zrobiła się mega mokra (duuużo wypacam podczas szurania), i zimna. W plecy było mi zwyczajnie zimno. Bardzo zimno. Czułem na tyle duży dyskomfort, że odpuściłem dalszą wyprawę. W tempie mega wolnym wróciłem na metę robiąc w sumie niecałe 7 km.

Teraz wiem, czym i po co są te termiczne ciuchy. Naprawdę to działa. Nie ma absolutnie żadnego porównania do korzystania z bawełny. Dwa światy! Szkoda, że zmarnowałem niedzielę, ale może przysłuży mi się dłuższy odpoczynek po czwartkowych krosowych 17km, które jeszcze chyba czuję w nogach. Wtorek też odpuszczam z powodów rodzinnych. Czwartek już normalnie szuram.

W niedzielę było ładnie, o tak:

IMG_0393

zakaz – zakazem. Śmieci wokół cała masa…

IMG_0392

piekielnie śliska droga do szurania

 

Author: szuracz

Share This Post On

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: