Ole! Espana

hiszpania_szuranie001Koniec stycznia i początek lutego, czas gdy w naszym pięknym kraju raju wiało delikatnie mówiąc chłodem, leciało z nosa i marzły ręce podczas wynoszenia „świątecznej” choinki spędziłem w zgoła innym miejscu. Służbowo udałem się na statek, do Hiszpanii. Jak było? Ciepło! Na południe tego kraju lecieliśmy via Berlin, jak to w samolotach bywa, nie uniknęliśmy opóźnienia, na przesiadkę mieliśmy 10 minut. My zdążyliśmy, niestety nie zdążyły nasze bagaże. Pierwszy dzień w związku z tym w jednych ciuchach i nie były to ciuchy niestety biegowe. Buty też nie.

Na szczęście wszystko dotarło następnego dnia, można było normalnie pracować, a przy okazji – najczęściej kosztem obiadu lub innych posiłków – trochę poszurać po okolicy. Niestety trzeba było wybierać jedzenie, albo biegania – roboty było tak dużo, że nie wyrabialiśmy się z wieloma rzeczami, a dzięki fatalnie działającemu internetowi, nasz dziań pracy kończył się o pierwszej lub drugiej w nocy. Zaczynał już o 8.00. I nie było mowy o żadnym spóźnieniu! No ale, skoro obóz to obóz:) Zdjęcia, treningi, zdjęcia, sparingi, filmy i relacje tak upływał dzień za dniem, a i moje plany zmieniły się już pierwszego dnia. Przed wyjazdem myślałem, że codziennie przed śniadaniem będzie można poszurać po okolicy, przeglądając googlowe mapy, rysowałem w głowie fajne trasy. Pierwszego dnia jednak mocne zaskoczenie. Godzina 8.15 a tu….nadal ciemno!, a śniadanie o 8.00. Czyli z biegania przed śniadaniem nici, no bo co to za frajda biegać w tak ładnym miejscu po ciemku. Trzeba było kombinować inaczej i stąd właśnie szuranie kosztem jedzenia.

Mieszkaliśmy w San Roque, a dokładnie w Golf Resort. To jedno z najlepszych podobno pól golfowych na świecie. Tłuką w małe piłki tam kijami sami najlepsi z Tigerem Woodsem na czele. Według mapy, do morza nie jest daleko. Około 4-5 km. Według mapy są też ścieżki… Jak się okazało tylko według mapy. Po drugiej stronie autostrady było strasznie. STRRRRASZNIE!

hiszpania_szuranie020To pozostałości po obiektach militarnych, strażnice, dziwne otwarte tereny w środku lasu. Miałem wrażenie, że natknę się za moment na „dziwnych” ludzi, którzy robią tam „dziwne” interesy. A podobno różnych grup zajmujących się takimi właśnie delikatnie mówiąc mało legalnymi interesami nie brakuje.

hiszpania_szuranie019Droga robiła się coraz węższa, momentami biegło się w gęstym „buszu”, momentami była prawie pustynia z przelatującymi przez drogę kręcącymi się zwojami krzaków, takimi jak na filmach:) Ogólnie miło wcale nie było i nie takich okoliczności przyrody oczekiwałem obserwując to wszystko na googlowych mapach. Na końcu każdej ze ścieżek – a próbowałem chyba trzy razy dotrzeć nad morze zawsze było tak jak na zdjęciu poniżej…

hiszpania_szuranie017Po trzech nieudanych próbach, wynalazłem „ostatnią ścieżkę ratunku”. Uderzyłem na prawo tym razem, zaopatrzony w małą przenośną kamerkę – a’la gopro – udałem się w misję poszukiwania morza. Nad autostradą przebiegłem ulicą, dalej opuszczone (bo przecież jest zima, i dla „tambylców” 17 stopni to zimno) miasteczko turystyczne. Wszędzie dookoła pola golfowe i palmy. Ładnie i już nie tak strasznie jak wcześniej. Morze widać z daleka, miałem nadzieję, że uda się dotrzeć. Ścieżka prowadziła bardzo w dół i nagle tabliczka, że „military area”. Zawróciłem tym razem, ostatecznie dotarłem na pole golfowe z fajnym widokiem na Gibraltar. Każde szuranie kończyłem moczeniem moich kończyn dolnych w mega zimnym basenie przy domu. Podobno miało pomagać:)

hiszpania_szuranie002

Więcej w „materiale” wideo poniżej, proszę się nie śmiać:)

Czyli ostatecznie nad samo morze dotrzeć mi się nie udało, ale i tak było świetnie, choć cieplutko. W tym dniu na termometrach było około 17 stopni choć bardzo mocno wiał wiatr, co trochę przeszkadzało. Dla porównania w naszym pięknym kraju raju, coś około -10…

hiszpania_szuranie003

Południe Hiszpanii jest cudownym miejscem, miejscem w którym można zakochać się bez większego problemu. Miałem okazję być tam w „zimie” czyli wtedy, gdy nie ma tam ogromnych tłumów, ba często nie było tam nikogo, albo prawie nikogo. Jedną z nielicznych osób, które spotkałem podczas „któregoś tam” szurania był Szwed, fotograf, który idzie ze Sztokholmu do…Sydney. Ze Szwecji do Australii! Niesamowity facet, wszystko z czego korzysta ma w swojej małej walizce. Zamieniłem z nim dwa słowa, klepnęliśmy piątkę i każdy z nas poleciał w swoją stronę.

hiszpania_szuranie022

Spotkanie to dało mi bardzo mocnego kopa i sporo pozytywnych myśli na cały dzień. Zaglądam od czasu do czasu na jego stronę www.the-walk.se – polecam.

Podsumowując szuranie w Hiszpanii dwoma słowami… – było pięknie! Jeszcze piękniej by było, gdyby pojechać tam na wypoczynek i przy okazji biegać, a nie do pracy i biegać w wolnych (których praktycznie nie było) chwilach.

Hiszpańskie szuranie było oczywiście dla Bartka, a jednego dnia przyłączyli się do tego także Koroniarze! O!

hiszpania_szuranie024

Moje wrażenia o tyle bardziej stają się pozytywne, gdyż pierwszy raz byłem w „ciepłym” kraju (nie licząc Bułgarii :), pierwszy raz widziałem palmy (nie licząc tej w Warszawie). Było elegancko, poniżej jak to wyglądało moim okiem, kilka fajnych kadrów złapanych podczas hiszpańskiego szurania.

hiszpania_szuranie001

hiszpania_szuranie026

hiszpania_szuranie025

hiszpania_szuranie027

hiszpania_szuranie002

hiszpania_szuranie003

hiszpania_szuranie004

 

hiszpania_szuranie005

 

hiszpania_szuranie011

 

hiszpania_szuranie014

Author: szuracz

Share This Post On

1 Comment

Trackbacks/Pingbacks

  1. Szuranie w Turcji - szuranie.pl - […] wyjeżdżam do troszkę cieplejszego kraju na około dwa tygodnie. W zeszłym roku pracowałem w Hiszpanii, w tym przyszła pora…

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: