[Paweł] Półmaraton, pierwszy i ostatni?

ja

Stało się!! Za mną mój pierwszy półmaraton.
Padło na Radom, pierwsza edycja no i niedaleko. Prowodyrem był oczywiście szuracz/autor bloga – Paweł. Szybka decyzja, bo tak najlepiej i już jestem na liście startowej. I Półmaraton Radomskiego Czerwca `76 czyli inaczej I Półmaraton Szuraczowego Pawła `86.

Znalazłem i zmodyfikowałem pod siebie pewien plan treningowy, który nie do końca z różnych względów udało się zrealizować. Cel był taki, by trochę podciągnąć się kondycyjnie. W ostatnich dniach pobiegałem też z Pawłem – tym nowym 😉 Powiem szczerze harpagan i mistrz wytyczania ciekawych tras. Bieganie, gadanie i nawet nie czułem jak leciały kilometry. Udało się go zwerbować do szuraniowej ekipy. Szybko zapisał się też na radomską połówkę.

Ze względu na słoneczną pogodę która utrzymywała się parę dni przed startem, trochę obawialiśmy się, upału. Czy będzie grzało? Pogoda czasem nie pozwalała spokojnie przebiec dychy, a co dopiero ponad 21 kilometrów. No ale zawsze można ten dystans przespacerować 😉 podziwiając słoneczny Radom.

7 rano, podjeżdżamy z Kamilą, która towarzyszyła nam jako dobry duch i fotograf , po Pawła tamtego-nowego. Ten wymęczony po pracy wsiada do samochodu wraz z miską i kończy śniadanie. Wyjeżdżamy z Kielc. Cała drogę zamiast tego czego sie obawialiśmy czyli słońca, deszcz. No pada okropnie. Momentami, aż ciężko było jechać. Teraz obawy były inne. Czy nie zaleje trasy i czy będzie dało się wystartować? Meldujemy się wraz z deszczem w Radomiu. Dojeżdżamy na jeden ze wcześniej wskazanych na stronie półmaratonu parking. Pusto raptem 3 samochody. Leje dalej, czekamy w samochodzie. Lekko ustaje, wyciągamy parasole i idziemy po pakiety startowe. Kolejka niewielka idzie nam sprawnie i dowiadujemy się ze start zostaje opóźniony o minimum godzinę. Niestety podtopiło ulice na trasie. Zwiedzamy stadion.

stadion

Tak stadion prezentował się podczas deszczu.

W miedzy czasie dojeżdża Paweł ten pierwszy ;). Wyszykowani, pełni optymizmu czekamy, rozmawiamy, jest fajnie. Przed startem fotka pamiątkowa z drużyną Biegam Bo Muszę i Drużyną Bartka. Warto wspomnieć, że tego dnia pierwszy swój bieg zaliczył właśnie Bartek dla którego biegliśmy w Kielcach piątkę. Wystartował w biegu przedszkolaków.

Pawły w liczbie trzech już na starcie. Odśpiewany Hymn i ruszyliśmy. Na początek z górki. Trzeba było znaleźć swoje miejsce i swój rytm. Miałem startować zaraz za balonikami 2:15. Jednak poszedłem do przodu razem z Pawłami, których zgubiłem po paru kilometrach. Nie chciałem szaleć. Zaraz na początku wywala mi odtwarzać z muzyką. Próbuje to jakoś ogarnąć, nic nie wychodzi. Przełączam się na jakaś pierwsza z brzegu stację radiową i szuram dalej. Biegło się fajnie lecz nie bez kłopotów. Do 8 kilometra miałem lekkie problemy żołądkowe, które ciut mi przeszkadzały. Na trasie zespoły, sceny, dzieciaki, gra muzyka. Wszyscy bardzo nas dopingowali. Przybijanie piątek z przechodniami. Bardzo fajna atmosfera. Jednak znalazły się czarne owce. Niektórzy przechodnie i użytkownicy dróg nie byli zadowoleni z naszego biegu. Niektórzy z uporem maniaka przebiegali przez pasy tuż przed zawodnikami lub ładowali się dosłownie pod prąd. Na szczęście były to sporadyczne przypadki. Biegnę, zapomniałem o żołądku. W końcu wszystko tak jak należy, może nie szybko ale swoim tempem posuwam się do przodu. Tak mijały kolejne kilometry. Co jakiś czas łyczek wody, a to z bidonu, a to z kubeczka z punktu żywieniowego, które rozstawione były dość gęsto. Jako, że znajdowałem się w drugiej połówce biegaczy wszystko na spokojnie i bez tłoku. Ładnie pięknie i nic nie przeczuwałem co będzie na kolejnych kilometrach. Coraz ciężej ale biegłem dalej. Nie wiem nawet kiedy minęiły mnie baloniki na 2:00. Coraz bardziej zmęczony zbliżam się do 16 kilometra i wtedy zaczął powoli dopadać mnie kryzys. Jest siedemnastka na znaku i liczenie, ile to jeszcze zostało. Z wielkim utęsknieniem czekam na kolejne tabliczki z oznaczeniami kilometrów. Coraz dłużej musze na nie czekać. Jest kolejna. Spoglądam, a tam 19. Gdzieś mi umknął jeden kilometr ale to dobrze. Jestem bliżej. Spoglądam na zegarek. Chłopaki pewnie już dobiegają. Ja dalej szuram, już coraz słabszy. Jak by tego było mało orientuje się, że plastry na sutkach już dawno poodpadały. Na koszulce pojawiło się zaczerwienienie od krwi. Myślę sobie, że chyba trzeba odpuścić, dobiegnę teraz i nie będę się już porywał na takie dystanse. Po co mi to, mogę przecież biegać spokojnie, a nie jakieś tam półmaratony. Może odpuścić już, teraz? No ale przecież nie po to tu jestem, chce dobiec.! Zwolniłem, odetchnąłem, powalczę jeszcze. No to szuram dalej, już widać stadion, jeszcze pętla w parku. Dam rade!! Wbiegam na bieżnię i finisz. Oczywiście było by za prosto. Zaczynają na ostatnich metrach łapać mnie skurcze. Teraz to nie ma mowy, nie odpuszczę. Widzę swoich Paweł, dobiega do mnie by na ostatniej prostej jeszcze mnie zdopingować. Z wielkim grymasem na twarzy, blady przekraczam linię mety. Nawet na zegar nie spojrzałem.

meta

Tak przekraczałem metę.

Jeeeest dobiegłem!!! Odbieram medal, siadam na murawie oddycham głęboko. Jestem bardzo zmęczony, stopy bolą. Zastanawiam się nad tym o czym myślałem pod koniec, na trasie. Nie będę już startował w takich biegach?? Nie na takim dystansie?? Cofam wszystko!!! Podobało mi się!!! Mimo bólu, mimo krwi pobiegłbym jeszcze raz i będę biegał dalej. To jest jak narkotyk! Walczyłem ze sobą i na tym etapie wygrałem. Kolejny krok do maratonu zrobiony. Czas jaki osiągnąłem – 2:16:31.

odpoczynek

Odpoczynek.

Organizator stanął na wysokości zadania. Brak problemu z parkowaniem. Super organizacja na trasie. I Półmaraton Radomskiego Czerwca `76 można uznać za udany, nawet bardzo. Jak tylko los pozwoli to za rok zjawię się tutaj znowu.
Dziś pisząc to już zapomniałem o bólu stóp, bąblach i o zmęczeniu. Wieczorem trening bo przecież maratonu nikt za mnie nie przebiegnie 🙂 Trzeba szurać! Na szczęście cały czas z wielką przyjemnością!

Author: Paweł Kielce

Share This Post On

1 Comment

  1. Ja też od ok 15 kilometra powtarzałem sobie że więcej nie biegam ;). Ale już w poniedziałek rano przeszły mi te głupie myśli :D.

    Post a Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: