[PIOTR] Udany powrót po kontuzji

new_imageMija już ponad miesiąc od kiedy ponownie zacząłem biegac po dwumiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją o której pisałem wcześniej. Pora by w kilku słowach opisać co czuje taki wygłodzony łowca kilometrów.

 Cieszę się jak dziecko które dostało lizaka 😉 Fakt, pierwszy trening po „powrocie” to jakby delektowanie się tym lizakiem przez papierek. 10 km w 1godz i 9 minut nie napawało optymizmem. Tętno sięgające prawie 185, dodatkowo te kilogramy które zamiast gubić, „przytuliłem” do siebie podczas „postu biegowego”.


Stwierdziłem, że ten powrót będzie cięższy niż sobie wyobrażałem. Wiedziałem, że teraz jeszcze bardziej niż wcześniej muszę zadbać o rozciąganie i ćwiczenia wzmacniające moje, nie młode już kolana. Okłady z lodu, maść, opaska, a od czasu do czasu wizyta u fizjoterapeuty dawały nadzieję, że może jednak sprzęt biegowy nie oddam za browarka w dobre ręce, tylko posłuży mi dłużej.

Kolejny trening 10 dni później. Dystans taki sam, jednak czas już o 4 minuty lepszy. Micha mi się cieszyła, mimo tego że kolano zaczęło boleć znowu. Ale nie ma jak dobre słowo od kolegi Pawła (autora tego bloga), cytuję: „… w tym wieku to jak coś nie boli to znaczy że nie żyjemy. Musi boleć!”.

Pawle, dziękuję 😉

Znaczy, że żyję! !!!!! 😉 Niech mnie boli to kolano ile chce. Byle by tylko działało podczas biegania, a po biegu bym mógł sięgnąć po pilota czy browarka.

Nie poddawałem się. Ćwiczenia, trening, ból, znowu ćwiczenia itd.

Po kolejnym treningu zauważyłem że do około trzeciego kilometra kolano bolało, a potem ból ustępował. Poprawiałem swoje czasy, zwiększałem dystanse. Głód biegania nadal nie ustępował 😉

szuranie_wokol_stadionu_miejskiego

szurałem też przy Stadionie we Wrocławiu

Następny trening to już dycha poniżej godziny. Co prawda tylko 5 sekund, ale dla mnie to było coś wielkiego. Kontrolowałem tętno, oddech,starałem się biec równo. Wieczorem nawet nie zauważyłem, że ból kolana był minimalny, uff zadowolony z treningu padłem.

Następnego dnia dopadł mnie nazwany przez Pawła tzw. BPM i jako jeden z pierwszych zapisałem się na swój pierwszy w życiu półmaraton, 22 czerwca. O 20.00 zmierzę się właśnie z dystansem 21 km i 95 metrów. To, oprócz testu swojego organizmu, będzie też taki prezent który sobie sam zrobię na swoje 40. urodziny, które kilka dni później będę obchodził :-).

W końcu kto nie ryzykuje nie pije szampana, a ja mam zamiar symbolicznie się go wówczas napić. Z czasem zwiększam swoje dystanse, bo jestem zdania, że dla 5km nie warto się przebierać, więc staram się by było to trochę więcej.

Udało mi się poprawić swoją życiówkę na 10km, ale odczułem to bardzo potem, ale jak zwykle warto było. Dodatkowo pierwszy raz w życiu przebiegłem dystans półmaratonu 😉 Chciałem się sprawdzić, a czas niewiele ponad 2 godziny daje nadzieję na złamanie tych 2 godzin w czerwcowym biegu 😉

dystans_polmaratonu_zaliczony

dystans półmaratonu przeszurany testowo

Dbam o swoje kolana i mięśnie i jak na razie jest dobrze, a mam nadzieję, że będzie lepiej. Poza tym nie ma już tego śniegu i lodu przez który właśnie pauzowałem.   Zatem biegam, szuram, zwał jak zwał. Najważniejsze że dalej sprawia mi to radość. Chyba nawet większą niż wcześniej.

A na koniec to zaszalałem i zmieniłem image 😉

new_image

i już na mnie nie trąbią…:)

Jak się ma długie włosy które podczas biegania w leginsach spina się w kitkę to trzeba uważać na trąbiących facetów. Dlatego obciąłem te pióra i mogę teraz zakładać czapkę z daszkiem podczas biegania i nie wyglądam jak czeski piłkarz 😉

Author: szuracz

Share This Post On

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: