Początek miesiąca na sucho

Nowy miesiąc i nowe wyzwania. To po pierwsze, a po drugie i ważniejsze początek lutego oznacza, że już niecałe dwa miesiące do mojej godziny ZERO. Czyli do końca Misji Połówka. Ostatni weekend biegowo można zaliczyć do udanych, choć nie były to jakieś rewelacyjne wybiegania. No, chyba, że liczyć jeden godzinny rekord…


Sobota – krótko, w towarzystwie. Poszuraliśmy z zamierzonym zamysłem drogą tzw. utwardzoną. Albowiem/ponieważ pogoda delikatnie mówiąc nie napawała. Do czegokolwiek. Padający deszcz, temperatura około +1. Na polach masakra błotna, w lesie błotno/śnieżna. Wybraliśmy asfalt, drogą wzdłuż obwodnicy Kielc do…żółtego znaku i do mety. Wyszło 6.55 km moga spokojnego biegu. Zadowolenie było duże, bo bezpośrednio po szuraniu na dłuuugą saunę i basen, a później powędrowałem pooglądać wysoki światowy (podobno – nie znam się) poziom gry w siatkówkę. Czyli mecz Effector – Skra Bełchatów. Nasi przegrali:(.

Wracając do samego niedzielnego szurania, mimo, że tamtą drogą jeździłem milion razy, to jednak dużo więcej się widzi, poszurowując sobie z wolna asfalt butem lewym i prawym na przemian. Urzekła mnie cudowna hurtownia…

IMG_0332

hurtowania…kogo? czego?

Nie mam pojęcia zielonego co w środku w ilościach hurtowych jest przetrzymywane. Patrząc po wielkości samej hurtowni, hurtowo trzymać by tam można np. zapałki, wykałaczki czy inne malutkie kuleczki do łożysk, kulkowych skąd inąd.

Niedziela (3.02.2013). Trasa podobna, jednak idąca trochę dalej. Doszurałem aż do Szczukowic, pętla za torami i do mety. Biegło się znakomicie, choć oczywiście już po fakcie – jak zwykle zresztą dochodzę do wniosków, że można było jeszcze troszkę pocisnąć szybciej. Mimo tego, pierwsze 5 km w czasie 27:45. Rekord mój to nie jest, ale i tam jak na mnie MEGA szybko. 10 km w czasie 58:47, też to nie rekord – ale drugi wynik w mojej krótkiej historii. Najlepiej było w Biegu Mikołajkowym (tutaj o nim piszę). Rekord, według Endomondowych oznaczeń padł w biegu godzinnym. Tutaj zrobiłem 10 km i 220 metrów. W między czasie jeden kilometr pobiegłem poniżej 5 minut! Cieszy wynik, tym bardziej, że absolutnie nie nastawiałem się na jakiekolwiek bicie rekordów. Miał to być i był raczej, w miarę spokojny „bezciśnieniowy” bieg niedzielny. Skąd zatem te wyniki? Myślę, że być może stąd, że ostatni miesiąc – ponad – szurałem w trudnych warunkach, śnieg po kostki, mróz itd. A teraz – asfalcik, równiutko, pogoda w miarę w porządku. Nic tylko szurać! W sumie wyszło: 10.59 km w 1:02:50. Przy czym czas końcowy może być zawsze delikatnie przekłamany, bo szuram ostatnio korzystając z trzech (!) aplikacji (zbieram materiał do napisania recenzji). I zanim wszystko powyłączam, trochę mija:)Po szuraniu oczywiście (jak to w weekend) długa sauna i basen.

Z zaobserwowanych około szuraniowo tematów cieszą postępy przy obwodnicy i martwi wielki smród i syf zrobiony przez okolicznych tubylców wszędzie gdzie tylko można. Topniejący śnieg odsłonił dziesiątki dzikich wysypisk śmieci. Ludzie, którzy to robią to jednak śmiecie!!!

IMG_0334

tu będzie kiedyś zjazd z obwodnicy…? Chyba:)

IMG_0331

IMG_0333

druga „nić” już prawie gotowa

 

Author: szuracz

Share This Post On

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: