Półmaraton Chmielakowy

10441375_1531011220463100_8152876421988904271_nDawno nie pisałam. To dlatego, że pracuję, śpiewam tańczę, recytuję, wymyślam, robię 17-ste podejście do kariery i wychowuję dzieci, oraz łapię piłkę w locie. Ale biegam!

Najpierw opiszę krótko mój „występ” w Półmaratonie Chmielakowym w Krasnymstawie.


Pojechaliśmy moim wspaniałym wozem sypialnianym –  kamperem. Został profesjonalnie oznakowany karteczką „Sklep Biegacza” wypisaną pieczołowicie ledwo czynnym markerem. W podróż udaliśmy się w doborowym składzie. Byli to biegacze Grupy Biegowej Sklepu Biegacza. Należę do tej grupy od niedawna. Zaczęło się tak, ze kupiłam od nich buty – a, że obsługa na medal była to polubiłam ich na fejsie.  Wyszli z fajną inicjatywą treningów raz w tygodniu. Poszłam na castnig. Podałam wymiary, przeszłam się w stroju kąpielowym po sklepie i zostałam przyjęta;). Żartuję!

W każdym razie moje bieganie nabrało jakieś „namiastki” systematyczności:).

No to jedziemy do Krasnegostawu kamperem. Ja – królowa szosy siedzę za sterem i  czuję całą sobą, że jestem WODZEM WIOSKI!  Czuję to aż do postoju na stacji benzynowej, gdzie okazuje się , że nie wiem, gdzie jest wlew paliwa… Mąż powiedział, że powinnam go otworzyć owalnym kluczem. A w camperze oytworków nie brakuje. Próbujemy w jednym miejscu – nie da się, próbujemy w drugim – okazuje się, że to wlew wody. Czas zaczyna się kurczyć, a my jak ostatnie patafiany nie wiemy gdzie nalać paliwa. Dzwonię do chłopa (a jest ciągle wczesny ranek;)). On informuje mnie, że jeśli nalałam paliwa do zbiornika z wodą to się ze mną rozwiedzie;). Z ulgą nalewam paliwa do zbiornika wody i uśmiechem wkraczam w przyszłość.

 Hahahahhahahahahahahahahah!

Okazuje się , że wlew jest Z PRZODU!

10514560_1531011827129706_1109279220408428893_n

Zatankowani dojeżdżamy na miejsce, odbieramy pakiety. Jest dowcipnie. Pożyczam super okulary na bieg – wyglądam naprawdę zawodowo. Okulary robią furrorę i potem moje zdjęcia zdobią wile różnych stron związanych z Półmaratonem Chmielakowym. Robię sobie lanserskie zdjęcie przed busem z napisem – KONIEC BIEGU. Panowie są pod wrażeniem;).

20140823_084728

10515204_789678207719575_5334471079198947179_o

fot. Biegowa Przygoda

Postaram się opisać ten bieg w punktach. A to dlatego, ze wywarł on na mnie naprawdę znaczące wrażenie.

  1. 0- 6 km – biegnę razem z Dorotką. Dorotka trenuje na potęgę, ma plan treningowy i generalnie „wie co robi”. Jest super. Dorota ma na ręce tego GREMLINA;). Nadzoruje czas, mówi nawet żebyśmy zwolniły. Wymianiamy się spostrzeżeniami. Jest mi naprawdę dobrze, wręcz podejrzanie dobrze. To, że przez dwa tygodnie biegałam raz w tygodniu;) powoduje, że naprawdę mam wrażenie, że jest PERFEKCYJNIE do półmaratonu przygotowana. Już widzę jak łamię 2 godziny, a tłum wiwatuje.
  2. 6-15 km… – zaczyna się brutalny powrót do rzeczywistości. Najpierw myślę , że Dorota przyspiesza…. – Nie, nie, to echo grało… To ja zaczynam zwalniać, a strefa komfortu odchodzi w niebyt. Od szóstego kilometra biegnę sama. Na 10-tym (miajam go w czasie 1:00:00) zaczynam rozumieć, że czeka mnie ciężka przeprawa. Bieganie w lesie mnie dobija. Na dwunastym kilometrze przypominam sobie, ze ja już kiedyś przeżyłam trudne chwile na tym półmaratonie. Słucham płyty Kultu PROSTO.
  3. 15 km – kiedy mijam namalowaną za ulicy krechę oznaczającą 15 km biegu moje lewe biodro wydaje z siebie krzyk rozpaczy i fajerwerki bólu. Przez chwilę mam łzy w oczach. Ale obiecałam sobie, że za cholerę nie będę chodzić na zawodach i truchtam. Byle „biec”. Nawet wolniej niż idą ludzie o kulach, ale jednak biec. Słońce praży mi w ramiona, ja zastanawiam się – na cholerę mi to wszystko? Ten ból? Ten medal? To bieganie? Ten pot?

A w słuchawkach pojawia się piosenka, która tak jakby podsumowuje zajebistość sytuacji. Jest to utwór „Nie chcę grać w reprezentacji”.

„Potoczyło się to wszystko chorym torem,

Rozrywkę się myli z honorem”.

 To o mnie.

Ludzi stoją przed domami i wystawiają butelki z wodą mineralną. Próbując jedną złapać „w biegu” prawie przyliczam kanara, zalewając sobie przy tym buty. Pytam pewnej pani: MA PANI MOŻE IBUPROOOOOOM? Ale nie miała.

Ten fragment biegu był dla mnie naprawdę dużą nauczką.

  1. 20 km – odzuskuję siły;). Świadomość, że już zaraz meta i hektolitry browara powodują, że wydłużam krok, a światło nadziei świeci się w mojej pokręconej czaszce. Sapię, prycham, stękam…Na poboczy stoi pani z dzieckiem. Patrzą się na nas jak na zwierzęta w zoo i jedzą lody. Zero dopingu, uśmiechu, zrozumienia. Ich wyraz twarzy mówi: „No i co po co się tak głupki katują? Mam ochotę wyrwać im te lody świderki i rozmaślić na twarzoczaszce. Dziś, teraz wiem, że nie każdy ma obowiązek klaskania na widok MNIE – spoconej i ledwo żywej. Ale wtedy uderza mnie to tak bardzo, że mam ochotę im ryknąć ” A MOŻE DOPING, KURWA?”. Ale tego nie robię. Bo już słyszę metę.

10609733_1531011197129769_4686150171490814816_n

I JESTEM SZCZĘŚLIWA! BIEGNĘ, PĘDZĘ! KOLEDZY , KOLEŻANKI DRĄ SIĘ :SYYYYYYLWIA!

Wpadam na metę z czasem 2:17 i świadomością, że Półmaraton Chmielakowy ponownie mnie rozwalił. Dla mnie to najtrudniejszy bieg, w którym brałam udział. Nawet maraton mnie tak nie wykończył. Polecam każdemu;).

Ale na mecie okazuje się, że nasza koleżanka – Magda Kłoda (specjalnie napiszę z imienia i nazwiska – bo o tej osóbce będzie głośno, oj głośno) zajęła trzecie miejsce  w kategorii Open kobiet. I uwaga – Magda biega od trzech miesięcy i jest mamą trzech córek. Biologiczne córki – nie omieszkałam spytać;). Jest malutka, chudziutka, skromna, miła, i szybka jak Szybki Lopez;). Co ciekawe – wcześniej – nie trenowała i nie brała udziału w zawodach. To był jej debiut i wszyscy byliśmy cholernie dumni. Ja dumę wyraziłam głośno –  wrzeszcząc Maaaagdaaaa!!!!!!!,  kiedy Magda stała na podium.

156059_1531011410463081_1677420363978703319_n

Pamiętam, że jakiś biegacz coś z boku mruknął, że niby dlaczego się tak drę. No to mu powiedziałam:

– Bo moja koleżanka na podium stoi to się drę!!! A co mam – fajki jarać? Proszę mnie nie blokować, bo to są moje sportowe emocje!

I zamilkł;). Potem chodziliśmy po straganach, ja prawie mdlałam. Łeb mnie bolał jak cholera, zapomnieli w knajpie o moim i kolegi zamówieniu na szaszłyk. Ale było cudownie:). Pozdrawiam całą ekipę camperową i Grupę Biegową Sklepu Biegacza.

Author: szuracz

Share This Post On

2 komentarze

  1. Fajnie piszesz,czyta się z zaciekawieniem

    Post a Reply
  2. Casting to świetny pomysł 😛 Super tekst, tradycyjnie.

    Post a Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: