Trening.

wojciech wojciechowskiNazywam się Wojciech Wojciechowski.

Ni stąd ni zowąd rozpoznałem u siebie potrzebę podzielenia się z innymi biegaczami pewną refleksją. Rzecz dotyczy treningu amatora jakim właśnie jestem a do tego amatora o naprawdę skromnym dorobku i krótkiej historii biegowej.

Te dwa zdania kieruję głównie do ludzi, których znam i którzy mnie znają więc pozwalam sobie operować ich imionami co z pewnością mi wybaczą.

Kilka dni temu jeden z kolegów, biegacz amator, tak jak ja, zamieścił w portalu społecznościowym raport ze swojego treningu. Jedno zdanie podsumowania, którym opatrzył ten trening dało mi asumpt do przemyśleń sensu treningu jako takiego. W tym zdaniu zawarł dwie informacje: że, to ostatni trening długodystansowy przed występem w maratonie i że tego dnia towarzyszyła mu wspaniała pogoda do biegania.

Jestem przeciętnym biegaczem notującym przeciętne wyniki. Moje rekordy życiowe ustanowiłem w tym miesiącu. Biegam połówkę w około 1h27’ i maraton w 3h10’. Ale gdy spojrzę na to z perspektywy poprawy wyników no to jest już coś. Niecały rok temu przebiegłem maraton w czasie około 3h45’ i półmaraton w czasie 1h42’. I dlatego pozwalam sobie zaprezentować swój pogląd na sprawy treningu.

Opinie na temat jakości, ilości i długości treningów kolekcjonuję bardzo pieczołowicie. Wsłuchuję się w rady wspaniałych biegaczy, których udało mi się poznać i układa mi się pewien obraz całości jako naprawdę słuszny. Te informacyjne puzzle pozbierałem bazując na opiniach Marka Skrzyniarza, Marcina Rakoczego, Maćka Czekaja. Wyniki osiągane przez kolegów są tak imponujące, że nie wyobrażam sobie iż mógłbym ich doświadczenia zbagatelizować. A ten wspomniany obraz całości zamyka się w kilku pojęciach z czego najważniejsze to: interwały, długie wybiegania, siła biegowa.

Wracam do kolegi, którego komentarz do treningu wzbudził we mnie chęć do przemyśleń.

Długie wybiegania. Dla mnie to nieodzowny element treningu. Nieodzowny na tyle, że nie wyobrażam sobie tygodnia treningowego bez biegu długiego, około 30 km. Plan treningowy wg Greifa, o który wielu kolegów biegaczy opiera swój okres przygotowawczy tym właśnie mnie ujął, kładzie w równym stopniu nacisk na przystosowanie organizmu do długotrwałego wysiłku jak i na budowanie umiejętności szybszego biegania poprzez zawarte tam interwały. Dla mnie długie wybiegania to znakomita okazja do poznania swojego organizmu, zidentyfikowania jego reakcji na różne obciążenia którym jest poddawany w trakcie treningu. Podczas takiego treningu można wreszcie testować taktykę bazując na ocenie wydolności organizmu po przebiegnięciu odpowiedniej ilości dystansu. Maraton to bieg taktyczny. Podczas tych 42 kilometrów przeżywać możemy sto różnych scenariuszy, ich okiełznanie jest możliwe tylko wtedy, gdy znamy siebie. My nawet nie jesteśmy w stanie bez odpowiedniego treningu długodystansowego wyobrazić sobie czym jest 25 km, 30 km, 35 km. Czy jak czujemy się dobrze na 25 km to znaczy, że „trzymamy” to tempo, którym podążamy czy je zwiększamy, a może powinniśmy zwolnić? Ja na te pytania stale szukam odpowiedzi podczas biegu maratońskiego, ale wiem, że poprzez treningi długodystansowe jestem z każdym występem bliższy prawdy. Zachęcam do treningu zawierającego „długie wybiegania”. To bezcenne pokłady wiedzy o swoim organizmie i jego możliwościach.

Warunki atmosferyczne i inne podczas treningu. Dla mnie trening to chwila dla mnie i tylko dla mnie. Nie liczą się żadne wyniki, nie ma tu miejsca na chwalenie się osiągnięciami podczas ich wykonywania. Notuję parametry treningu, odnoszę je do poprzednich i koryguję w następnych to co wyraźnie stanowi odchyłkę od założeń. Mam jednak świadomość warunków w jakich te treningi się odbywają. Gdy biegnę pod silny wiatr to o tym wiem i stosuję odpowiedni współczynnik korygujący aby móc z takiego treningu wyciągnąć prawidłowe wnioski. Mało tego, chcę tego wiatru w twarz. Wiem, że gdzieś w głębi serca i tak chcę osiągnąć założone parametry, które są właściwe dla warunków idealnych. I to powoduje, że poprzez walkę ze sobą aby te parametry osiągnąć z dodatkiem walki z niekorzystnymi warunkami, mój trening robi się jeszcze bardziej wartościowy. Nie szukajmy wymarzonych warunków do biegania podczas treningu. Zostawmy modlitwę o takie warunki na lepsze okazje, np. oficjalny bieg maratoński, a trening niech się odbywa w huraganie, burzy, śnieżycy itd. Im ciężej na treningu tym większy „bonus” podczas startu.

Dzięki nieustającym dyskusjom z Karoliną Pietyrą i Przemkiem Chruścielem, stale wzbogacam swoją wiedzę o metodach treningowych, o przeznaczeniu danego rodzaju treningu także moja układanka wciąż jest uzupełniana o nowe kawałki. Dzięki za to.

Przepraszam za styl, składnię itd. prozaikiem jestem jeszcze gorszym niż biegaczem.

Wojciech.

Author: szuracz

Share This Post On

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: