W lesie jest fajnie!

Po raz kolejny na przykładzie II Daleszyckiego Crossu o Puchar Nadleśniczego widać, że aby impreza biegowa była ciekawa, emocjonująca, gromadząca bardzo dużo osób, posiadająca wspaniałą atmosferę itp. nie potrzeba fajerwerków, wsparcia polityków, patronatów, vipów, wielkich słów, tysiąca nagród, i całej tej coraz częściej pojawiającej się bufonady.

Sobotni bieg odbył się w Daleszycach, a dokładnie 8 km za Daleszycami jadąc od strony Kielc. To też kolejny dowód, że można zrobić imprezę na pierwszy rzut oka (na mapę) totalnie nigdzie. Bieg rozpoczął się o 9.30, siedmiokilometrowa trasa w całości prowadząca leśnymi ścieżkami była świetnie oznaczona:) Bo zeszłorocznych delikatnych problemach (dzięki temu byłem bardzo wysoko w klasyfikacji, bo nie pomyliłem trasy:) organizatorzy do oznaczenia trasy podeszli aż za bardzo profesjonalnie. Wielkie strzały na ściółce, kartki, taśmy, zasieki, rower, pochowani leśnicy za drzewami oraz specjalnie na tę okazję przywiezione wilki miały odstraszyć biegaczy od schodzenia z trasy jaką przewidział organizator. Udało się, nikt się nie zgubił. Po siedmiu kilometrach wszyscy dotarli na metę, a tam na oprócz medali (oczywiście z drewna) czekał pyszny żurek (albo zalewajka – nigdy nie odróżniam:) oraz praktycznie nie limitowana ilość kiełbasy, którą każdy mógł sobie upiec na wielkim ognisku.

12045407_893948407327622_7558003308436913849_o

Limit uczestników (150 osób) szybko został wyczerpany, co też pokazuje jak duże zainteresowanie jest takimi imprezami charakteryzującymi się przede wszystkim świetną atmosferą. Ogromna ilość znajomych, a ilość śmiechu, radochy, żartów nie do opisania. Jacy pozytywnie zakręceni ludzie tam byli niech zobrazuje jeden przykład: Jakieś 500 metrów przed metą spotkałem Marcina, który dawno swój bieg już ukończył (zajął 3.miejsce) i biegł w przeciwnym kierunku. Marcin jak to Marcin do normalnych nie należy (w pozytywnym tego rozumieniu), darł się jak opętany dopingując wolniejszych szuraczy i skakał w wielkiej kałuży(błocie) niczym świnka Peppa. O mniej więcej tak: 🙂

aeeb66b3b985f5c5c78ba0464057fb05

Nie mogło zabraknąć też tego co stało się już praktycznie zwyczajem na biegach w naszym regionie z udziałem sieBiegowych wariatów. Aga Szarlociara wypiekła po raz kolejny pyszną szarlotkę, która zniknęła w trzy minuty:)11041167_1167023199990969_8999386834092579899_n

Mój czas? Słaby, znowu nie wygrałem:) czuję jeszcze w mięśniach (szczególnie w udach) zeszłotygodniowy półmaraton w Krynicy. Ale nie o czas tu zupełnie chodziło. Podsumowując jednym słowem imprezę – SUPER.
Duże gratulacje i podziękowania za zaproszenia dla Nadleśnictwa, a szczególnie dla Pawła Kosina. Za rok też będziemy! 🙂

PS. szuranie.pl nie było patronem tego biegu, tekst napisany z czystej przyjemności:)

Author: szuracz

Share This Post On

3 komentarze

  1. Miło widzieć, że jest tyle pozytywnie zakręconych biegaczy:) Kiedy planuje Pan kolejny start ?

    Post a Reply
    • po pierwsze nie „pan” 🙂
      co do planów, to nie mam planów wielkich. Na pewno Kielecka Dycha, a później Półmaraton Krakowski jak zdrowie i chęci pozwolą. Na zakończenie roku pewnie tradycyjnie już Bieg Sylwestrowy w Krakowie, a w 2016 to jeszcze sieZobaczy

      Post a Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: