You can’t always get what you want….

debno002To zdanie z nieśmiertelnej piosenki Stons’ów siedziało mi w głowie podczas drogi powrotnej z Dębna. Nie zawsze się ma to co się chce. Tak właśnie mogę podsumować mój trzeci maraton w życiu. Mimo że to nie był mój debiut, przeżyłem podczas niego kilka pierwszych razów. Pierwszy raz byłem nawet nieźle przygotowany fizycznie. W końcu nie odkładałem treningów, nie ważne czy -20 (kilka takich dni było) czy wiatr, czy śnieg. Pierwszy raz wyznaczyłem sobie ambitny cel – złamać 4h.

Pierwszy raz od samego początku biegu czułem, że nie coś jest nie tak.

Pierwszy raz stanąłem podczas biegu.

Pierwszy raz wpadłem na metę z grymasem bólu i rozczarowaniem większym niż radość.

W ten sposób Maraton Dębno stał się dla mnie lekcją, bolesną i ciężką, ale mam wrażenie, że odrobiłem ją dobrze. Przede wszystkim – zdałem, czyli Maraton ukończony, nawet życiówkę wybiegałem. Z tym że poprzedni czas poprawiłem o 4 min a nie o 20 jak miałem zamiar.

 I to jest pierwsza lekcja. Dobrze być upartym, ale jeżeli się przedobrzy to można dużo stracić. Do 28km biegłem w tempie na 3:59 – 4:01 czyli wszystko zgodnie z planem. Z tym, że już na 5 km coś czułem w nogach, jakieś ciężkie się wydawały. Do tego trasa która okazała się moim zdaniem bardzo trudna – z podbiegami i wiatrem dawała w kość. Ogólnie przy pierwszym długim kółku czułem że drugie będzie bardzo trudne. Nie wiem jak to możliwe ale cały czas miałem wrażenie że biegnie się pod górkę. I do tego wiatr który spowodował skurcze. Już w Krakowie tak miałem, że jak biegłem pod wiatr nogi zaczynały boleć. W Dębnie na 21km nogi już czułem zbliżające się skurcze. Może gdybym wtedy odpuścił trochę tępo nie stało by się…

debno001

…to co było od 31km. Bóle skurczowe były na tyle silne, że musiałem się zatrzymać. Pierwszy raz podczas maratonów, musiałem stanąć a później powoli iść. Niestety mogłem sobie wmówić że trzeba biec nieważne co, ale kiedy złapały by mnie skurcze na dobre na 31km, to na mecie byłbym po 5h.

I to jest lekcja druga. Dużo pomogłyby mi długie spodnie. Taka prozaiczna sprawa. Nie pomyślałem, nie przewidziałem, że mogą się przydać. Trzeba myśleć o wszystkim.

Kolejne kilometry to była udręka. Wiatr nie był jakoś przesadnie silny, ale dla mnie zabójczy. Do tego cały czas pod górę. Lekcja nr 3. Lepiej czuje się w mieście niż poza. Nie sądziłem, że tak będzie, ale odcinki miejskie dodawały mi siły.  Myślę że to kwestia kibiców. Tutaj chciałbym też napisać coś o organizacji. Bardzo mi się podobało w Dębnie podejście kibiców. Widać, że żyją maratonem. Bardzo dobra praca wolontariuszy. Noclegi, posiłki regeneracyjne.  Ogólnie organizacja dla mnie na plus. Na minus, ale to nie wina organizatorów, kilkoro biegaczy bardzo roszczeniowych – widziałem jak facet wydzierał się na wolontariuszkę bo nie wiedział gdzie ma iść na posiłek regeneracyjny, krzycząc, że jest pierwszy raz. Dla Pana informacja – adres gdzie się trzeba udać jest na kuponie który miał Pan w ręce. Biegacze jednak w większości zaprawieni w bojach i widać było, że nie ma przypadkowych osób.

Wracając do mojego biegu. Lekcja nr 4 i dla mnie najważniejsza – nie mogę wmówić sobie ambitnego celu jeżeli warunki mi do tego nie pozwalają. Całe moje rozczarowanie było do przewidzenia. Jak napisałem wcześniej, byłem nieźle przygotowany fizycznie i to prawda. W pierwszych trzech miesiącach 2014 przebiegłem więcej niż w całym 2013. Moim problem był jednak cały miesiąc marzec. W tym czasie po pierwsze  – zachorowałem i nie mogłem się doleczyć (na dzień 14.04 dalej mnie kaszel trzyma:). W czwartek przed biegiem wstałem rano i nie mogłem nic powiedzieć. Gardło bolało mnie okrutnie, niestety jak spróbowałem oddychać przez usta, było jeszcze gorzej. Duża dawka różnego rodzaju leków dała poczucie że może jakoś to będzie. Drugim czynnikiem wpływający na moją formę była praca. W marcu mamy początek sezonu, pracowałem bardzo dużo a do tego zdarzały się delegacje. Wracałem do domu padnięty. Ale to nie koniec, ponieważ nie wracałem do siebie do domu. W nim trwał akurat…remont. Nie ułatwiał on ani regeneracji, ani treningów. Czyli przez cały miesiąc ani dobrze nie potrenowałem, ani nie odpocząłem.

Maraton Dębno, zarówno przygotowanie jak i sam bieg, był dla mnie srogą lekcją. Z perspektywy czasu wydaje mi się jednak że tego właśnie potrzebowałem.

debno003

“You can’t always Get what  you want

But if you try sometimes well you might find
You get what you need”

PS. Trochę prywaty, dzięki dla żonki i taty za to że chciało im się przejechać ten 1.000km tylko po to żeby zobaczyć jak docieram do mety:)

Author: szuracz

Share This Post On

Trackbacks/Pingbacks

  1. Koronny przykład - chcieć to móc - szuranie.pl - […] Tekst o Dębnie tutaj – http://www.szuranie.pl/you-cant-always-get-what-you-want/ […]

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: