Żołądek to nie SAN FRANCISCO

Sylwia - headlineZamilkłam trochę ostatnio. – Bo czasem lepiej zamilknąć po prostu…bo to co się  w moim życiu dzieje wymaga mocnego podkreślania siarczystymi bluzgami. Teraz interesuję się głównie jedzeniem i spaniem. Nie było u mnie zbyt wiele biegania ostatnio. Szurania też nie;). Dzieci dają do pieca (może to nie moje ???;)), praca, obowiązki i….a jakże – choroby! Moje córy kaszlą  na dwa głosy. Mnie też w gardle drapie. Ale kilka razy przeszurałam 7 -8 km, a raz nawet 10!:) Za to na spaghetti z czosnkiem i oliwą i pietruszką i parmezanem nie trzeba mnie namawiać. I założę się , że nawet Pudzian by tyle nie wessał. Jak mawia mój mąż –  „jak mały koń”.

No i jeszcze czekolada…Tu się chociaż tłumacze, ze jak ja zjem to dzieci nie będą miały próchnicy;). Obciach.

A w niedziele Czwarta Dycha do Maratonu. Czyżbym miała przeżyć kolejny biegowy horrorek?

Szczerze to mi się trochę należy kara.

Z dobrych rzeczy – moje nowe obuwie zwane pieszczotliwe „Najkami Pomykajkami” sprawuje się świetnie. I chociaż wielu ludzi waliło się w głowę słysząc moją teorię, ze niby buty z amortyzacją zlikwidują mój ból kolan, to miałam racje. Ból ustał. Tylko co z tego ???  Nawet jakbym biegła w siedmiomilowych butach to słabo się biega gdy w żołądku „musztarda z kisielem i śliwki z likierem. Żołądek to nie SAN FRANCISCO!!!!!!!!!!!!!”

Koniec popierdywania w stołek! W niedziele turlam sznurówki na 10 km, a w maju Półmaraton w Białymstoku! A dziś – kolacja, deser i spać;).

Author: szuracz

Share This Post On

1 Comment

  1. no a ja sie tu moge podpisac 😀 Mam to samo, robie to samo! do zobaczenia za kilka godzin :)))

    Post a Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: