Życiówka…:)

Sylwia - headlineJeszcze do niedawna twardo trzymałam się przekonania, że telefon to jest do dzwonienia. Wszelkie smartfony i inne diabelskie urządzenia wzbudzały mą pogardę. Ale odkąd zaczęłam szurać moje myślenie dziwnie szybko uległo modyfikacji. Zaczęłam nabierać chęci by móc skontrolować swoje postępy (bądź ich brak;)) jednym z tych czarodziejskich programów dla trenujących, które mierzą czas, dystans, ilość spalonych kalorii itp. itd. Wszyscy dookoła polecają je twierdząc, że to fajnie człowieka motywuje. Stało się!…


Nabyłam drogą kupna na Allegrze;) mojego pierwszego smartfona. W cenie okazyjnej bo używanego;). Oczywiście nie obeszło się bez komplikacji – czekałam na priorytet ponad tydzień i już podejrzewałam, że będę się musiała do tego sprzedawcy „przebiec” w celu naprostowania jego kręgosłupa moralnego.

Ale nie! Nadszedł!

Małżonek zamontował odpowiedni program (gdyż ja jestem impotentem technicznym). I oto pewnego wieczoru uznałam, ze jakoś dziwnie mnie nic nie boli i idę biegać. Przywdziałam mój czarno-czerwony uniform Królowej Szurania;) i uzbrojona w GADŻET  z GPS-em postanowiłam sieknąć „życiówkę” na 5 km.

Z domu wychodziłam 3 razy.

Bo za każdym razem jak człowiek z Endomondo (nie wiedzieć czemu mam wrażenie, ze ten co odlicza i mówi „GO” jest czarnoskórym przystojniakiem), mówił GO wyłączało się radio. Zdążyłam się spocić i zirytować. Ale w końcu się udało. No i zadziałał system MOTYWACJI!!! Cisnęłam jak zła. To było TURBO szuranie!!!

Kolkę miałam wprawdzie już pod Lidlem, do którego mam naprawdę blisko;). Ale nie przestałam. Podnosiłam do góry ręce i brałam duży wdech. Kolka odeszła. Biegło mi się CUDOWNIE! Lekko, pewnie, zdecydowanie! I naprawdę szybko. Żadnego bólu, zadyszki. I co ciekawe – im dłużej biegłam tym fajniej się czułam. Tylko dwukrotne rozplątanie sznurówek nieco mnie – jak mawia mój kolega – „zbiło z pandałygi;)”.

A na koniec odstawiłam FINISZ!

Kolega mi tłumaczył, ze jak chce poprawić wyniki w bieganiu to muszę robić takie przyspieszenia biegu – interwały, podczas których mam biec jakby patrzyło na mnie sześciu czarnoskórych biegaczy;). Czyli najlepiej jak potrafie, najpiękniej technicznie.

No i jak nie wyrwę!!!Ostatnie trzysta metrów przebiegłam niemal sprintem. Aż policjanci w wozie zamarli na mój widok (może myśleli, że coś skroiłam i się oddalam). Wpadam do domu dumna i blada. Zrywam z ramienia etui z moim najnowszym telefonem, wręczam małżonkowi ostatkiem sił prosząc , by zatrzymał sprzęt i odczytał wyniki pomiarów. Bo to, że życiówkę zrobiłam to było pewne;).

I oto dane z mojego niesamowitego treningu  :

dystans: 0,45 km???

czas: 0:24:59???

50 kcal????

średnie tempo 55:29 min/1 kilometr?????????????????????????????????????

Wszystko mi opadło do ziemi… To cholerstwo straciło zasięg , albo się wyłączyło. Nie wiem…

Ładna mi życiówka…;)

W morde…

Author: szuracz

Share This Post On

6 komentarzy

  1. Ale gps nie włącza się w domu tylko na powietrzu 🙂 szybciej zasięg łapie 🙂 może poprostu po 4 km złapało zasięg 🙂 trudno następnym razem się poprawi 🙂

    Post a Reply
    • On go łajdak
      złapał i jakies 200 metrów od domu i po tych 400 metrach się wyłączył. Bo sprawdzilismy ten odcinek;).

      Post a Reply
  2. Ja korzystam z Runastica, włączam go schodząc po schodach z 4tego pietra, kiedy wychodzę z klatki i złapie GPSa podaje mi komunikat że się podłączył.
    zastanawiam się w jaki sposób Endomodo Cie motywował jak piszesz ??? sama świadomość że jest ? 🙂
    dobrze jest ustawić sobie komunikaty głosowe wtedy na bieżąco wiesz jak szybko biegniesz, ile przebiegłaś itp

    allle na końcu artykułu serdecznie się uśmiałam 😀

    Post a Reply
  3. chyba sam fakt, że jest motywuje. Tak przynajmniej jest u mnie, późniejsza analiza, sprawdzanie, porównywanie, rywalizacje – to mega motywuje!

    Post a Reply
  4. Późniejsza analiza jest ok, ale komunikaty bieżące mobilizują do natychmiastowego korygowania 🙂 polecam przetestować

    Post a Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: