Koronny przykład – chcieć to móc
Paź22

Koronny przykład – chcieć to móc

Na początku chciałbym podziękować żonie, że dzielnie wytrwała jazdy na zawody i ciągłe gadanie o bieganiu. To i jej korona:) Nigdy w życiu nie byłem „wysportowany”. Żeby było jasne, sport uwielbiam. Nigdy jednak nie byłem w nim dobry. Pamiętacie jak na WF-ie wybierało się drużyny i zawsze zostawał ostatni, troszkę przygruby chłopaczek? To byłem ja. Po prostu nie nadaję cię do piłki, koszykówki, lekkiej atletyki… W ostatnią niedzielę ukończyłem piąty w życiu maraton zdobywając Koronę Maratonów Polskich. Do tej pory udawało mi się realizować cele życiowe czy zawodowe. W niedzielę, pierwszy raz w życiu osiągnąłem cel sportowy. Oczywiście nie wszystko wyszło idealnie, planowałem w tym sezonie złamać 4h co się nie udało. Ten brak rozwoju psuje radość…ale tylko trochęJ Zacznijmy jednak od początku. 12. Cracovia Maraton – 28.04.2014 Debiut. Pobudka jeszcze w nocy, o 5 rano dojeżdżamy pod stadion, odbieram pakiet startowy i czuję że nie wiem co ja tu robię. Spotykam Bartka i Agnieszkę (znałem już Kozłowskich z BBLu) i pomyślałem, że w razie czego może pomogą na trasie. Krótka rozgrzewka, później decyzja – lecę z pacemarkerem na 4:30. Swój debiut pamiętam jako ciąg zaskoczeń. Pierwsze kilometry to mała euforia – biegnę, lecę z innymi. Półmaraton – czuję się świetnie. 30 kilometr – czekam na ścianę. 35 – gdzie ta ściana? 38 kilometr – a tutaj jest. 40 km – a ja dalej biegnę, meta – dobiegam nie zatrzymując się w czasie biegu nawet raz. Na koniec czytam smsa z czasie i kolejne zaskoczenie – czas dokładnie taki jak sobie założyłem – 4:30:13. Kilka osób było bardzo zaskoczonych, że mi się udało (niektórzy nawet z roweru spadli :). Często słyszałem, że nie powinienem próbować, to nie dla mnie. Na mecie miałem ochotę wykrzyczeć – a jednak dałem rade. Przed startem planowałem jednorazowy wyskok, na mecie – muszę to przeżyć jeszcze raz. Powrót do domu i od razu zapisanie się na kolejny maraton – Warszawa.  35. Maraton Warszawski – 29.09.2013 Drugi maraton miał udowodnić, że ukończenie pierwszego nie było przypadkiem. Stres był nie mniejszy, tym bardziej, że ilość kilometrów przebiegniętych przed była…żałośnie mała. Naprawdę, w sumie w ostatnich dwóch miesiącach przed maratonem przebiegłem jakieś 120 km. Do Warszawy jechałem z nastawieniem – jak się uda to super, jak nie to tylko moja wina. Szczerze nie wierzyłem, że dobiegnę na metę. Jestem jednak uparty i zrezygnować nie umiałem. Na starcie ustawiłem się na 4:20. Pogoda była idealna. Atmosfera super. Bieg ruszył, a ja z kilometra na kilometr czuję się coraz lepiej. Trasa w Warszawie jest idealna – płaska i ciekawa. Na półmetku nie mogłem uwierzyć jak dobrze mi idzie. Na 30km zrozumiałem, że może się udać, a chwilę później stwierdziłem...

Read More
Czy maraton powyżej 4h się liczy?
Lip29

Czy maraton powyżej 4h się liczy?

Ciekawa dyskusja. Czy maraton powinien być zarezerwowany dla najlepszych? Moim zdaniem TAK. Co to oznacza? Z pragmatycznego punktu widzienia start amatora w zawodach rangi mistrzoskiej jest bez sensu. To tak gdyby do Ligi Mistrzów dostał się zespół złożony z bankowców, piekarzy itd. Mecze bez znaczenia, bez stawki. Nikt, kto codziennie pracuje nie ma szans wygrać. Zawodowcy, których jedynym celem w ciągu dnia jest poprawa swoich rezultatów zostawią w tyle nawet najbardziej ambitnego amatora. Jeżeli mówimy, że wysokie limity czasowe są dewaluacją maratonu i obniżają jego rangę, oznacza to, że każdy kto skończy maraton w czasie dłuższym niż 2h 30min już się do tego przyczynia. Bo jaka jest różnica dla zawodowca jeżeli facet za nim przybiegnie półtorej, dwie czy dwie i pół godziny później? I tak już zdąży zjeść, wziąć prysznic i  przymieżyć się do samochodu. Pewnie nawet nie patrzy na tych co kończą na 3.30. Kto ustalił, że akurat 4 godziny to ta granica przyzwoitości? 3.59 to jest gość, a 4.01 to biedny pozer ryzykujący zdrowiem? Jeżeli chcemy aby maraton był tylko dla najszybszych to limit 4h będzie ich obrażał. 3h już prędziej ale najepiej 2h 30min. Później dobiegają tylko amatorzy… Pięknym aspektem pracy tam gdzie pracuje są zagraniczne delegacje. W maju byłem służbowo na targach w Bilbao. Miasto rozbiegane i to dosłownie. Targi odbywały się w centrum miasta, blisko bulwaru nad rzeką. Stoisko mieliśmy blisko szklanej ściany. W momentach gdzie nie było ruchu można było zaobserwować setki biegaczy o każdej poże dnia. Niesamowite. Kiedy wieczorem wybiegałem czułem się jak na zawodach. Wszędzie otaczali mnie biegacze. W Bilbao mam kolegę. Mówi on, że bieganie jest tak bardzo popularne, że mało kto nie bierze udziału w przynajmniej półmaratonie. Lepsi biorą się za triatlon. W Bilbao byłem 3 dni. W tym czasie nie widziałem NAWET JEDNEJ osoby która miła problemy z wagą. Właśnie wróciłem z Hiszpanii, innego zdecydowanie mniej rozbieganego miejsca i tak dobrze już nie jest. Jeżel rozmawiamy o rozwoju biegania w Polsce to trzeba zdefiniować możliwości. Idziemy w stronę jakości czy masowości? Zależy nam na jak najlepszych wynikach czy dużej ilości biegaczy? Moim zdaniem niższe limity startowe miałyby kolosalny wpływ na popularyzację biegania w Polsce. W jednym momencie zrezygnowalibyśmy z najsilniejszej motywacji do biegania – zawodów. Kto raz ruszył na trasę w zawodwach, będzie chciał zrobić jeszcze raz. To uczucie kiedy dobiega się do mety daje takiego kopa, że kilka m-cy później dalej biega się na tej endorfinie. Że bardziej komercyjne? Organizatorzy więcej zarobią na wpisowych? Co w tym złego? Mój rekord w maratonie to 4.16 osiągnięty w Dębnie w tym roku. Wracałem z maratonu zdruzgotany, liczyłem że złamię 4h. Kryzys + skurcze = dodatkowe 18min do czasu… Powróćmy...

Read More
You can’t always get what you want….
Kwi16

You can’t always get what you want….

To zdanie z nieśmiertelnej piosenki Stons’ów siedziało mi w głowie podczas drogi powrotnej z Dębna. Nie zawsze się ma to co się chce. Tak właśnie mogę podsumować mój trzeci maraton w życiu. Mimo że to nie był mój debiut, przeżyłem podczas niego kilka pierwszych razów. Pierwszy raz byłem nawet nieźle przygotowany fizycznie. W końcu nie odkładałem treningów, nie ważne czy -20 (kilka takich dni było) czy wiatr, czy śnieg. Pierwszy raz wyznaczyłem sobie ambitny cel – złamać 4h. Pierwszy raz od samego początku biegu czułem, że nie coś jest nie tak. Pierwszy raz stanąłem podczas biegu. Pierwszy raz wpadłem na metę z grymasem bólu i rozczarowaniem większym niż radość. W ten sposób Maraton Dębno stał się dla mnie lekcją, bolesną i ciężką, ale mam wrażenie, że odrobiłem ją dobrze. Przede wszystkim – zdałem, czyli Maraton ukończony, nawet życiówkę wybiegałem. Z tym że poprzedni czas poprawiłem o 4 min a nie o 20 jak miałem zamiar.  I to jest pierwsza lekcja. Dobrze być upartym, ale jeżeli się przedobrzy to można dużo stracić. Do 28km biegłem w tempie na 3:59 – 4:01 czyli wszystko zgodnie z planem. Z tym, że już na 5 km coś czułem w nogach, jakieś ciężkie się wydawały. Do tego trasa która okazała się moim zdaniem bardzo trudna – z podbiegami i wiatrem dawała w kość. Ogólnie przy pierwszym długim kółku czułem że drugie będzie bardzo trudne. Nie wiem jak to możliwe ale cały czas miałem wrażenie że biegnie się pod górkę. I do tego wiatr który spowodował skurcze. Już w Krakowie tak miałem, że jak biegłem pod wiatr nogi zaczynały boleć. W Dębnie na 21km nogi już czułem zbliżające się skurcze. Może gdybym wtedy odpuścił trochę tępo nie stało by się… …to co było od 31km. Bóle skurczowe były na tyle silne, że musiałem się zatrzymać. Pierwszy raz podczas maratonów, musiałem stanąć a później powoli iść. Niestety mogłem sobie wmówić że trzeba biec nieważne co, ale kiedy złapały by mnie skurcze na dobre na 31km, to na mecie byłbym po 5h. I to jest lekcja druga. Dużo pomogłyby mi długie spodnie. Taka prozaiczna sprawa. Nie pomyślałem, nie przewidziałem, że mogą się przydać. Trzeba myśleć o wszystkim. Kolejne kilometry to była udręka. Wiatr nie był jakoś przesadnie silny, ale dla mnie zabójczy. Do tego cały czas pod górę. Lekcja nr 3. Lepiej czuje się w mieście niż poza. Nie sądziłem, że tak będzie, ale odcinki miejskie dodawały mi siły.  Myślę że to kwestia kibiców. Tutaj chciałbym też napisać coś o organizacji. Bardzo mi się podobało w Dębnie podejście kibiców. Widać, że żyją maratonem. Bardzo dobra praca wolontariuszy. Noclegi, posiłki regeneracyjne.  Ogólnie organizacja dla mnie na plus. Na minus, ale...

Read More
[Piotrek] Leń biegnie maraton
Lut28

[Piotrek] Leń biegnie maraton

Gdyby mi się chciało tak jak mi się nie chce… To idealne stwierdzenie kiedy spojrzę na moją dotychczasową „karierę” biegacza amatora. Jestem LENIEM. Nie w pracy, nie w życiu, w bieganiu. Macie tak? Czytając blogi wielu biegaczy mam wrażenie że nie, ale coś mi podpowiada, że nie jestem osamotniony. Mimo to w 2013 ukończyłem swoje dwa pierwsze maratony – w Krakowie i Warszawie. Ktoś powie, że nie możliwe żeby ktoś kto ma problemy z systematycznymi treningami przebiega maraton i nie umiera. Też tak myślałem do…grudnia. Znajomi biegacze na facebook wrzucali swoje statystyki biegowe za 2013 rok z Endomondo: 2500km, 1500 km. Z ciekawości spojrzałem na swoje i się załamałem, 311km! W tym dwa maratony. Oczywiście będzie trochę więcej, nie zawsze używałem Endomondo, w lutym sporo biegałem na bieżni, ale mimo wszystko nie przekroczyłem 400km. Dramat! Przed oczami stanęły mi wszystkie przełożone treningi, bo za zimno, bo za ciepło, pada, mgła i przede wszystkim przez pana NIECHCEMISIĘ. Kurde, umiałem przerwać 10km trening bo przecież 5km też dobre. Mimo to udało mi się. Przebiegłem dwa maratony, co prawda w bardzo słabym czasie, ale nie zatrzymując się nawet na chwilę. W sporcie tak bardzo uzależnionym od wytrenowania udało mi się pokonać 42.195 km na upartej głowie i kilku sztuczkach. I nimi chciałbym się z Wami podzielić. Jak pokonać albo chociaż oszukać Pana NIECHCEMISIĘ. Podzielę je na kilka etapów i postaram się systematycznie 😉 publikować. 1. Czy warto biec w zawodach nieprzygotowany? NIE. W żadnym wypadku. Jest to bolesne i niebezpieczne.  2. Co jeżeli ktoś jest upartym osłem i dalej chce biec? Proponuję się przebadać (przede wszystkim serce) i przygotować się na bolesne dni. Maraton jest nieprzyjemny dla wytrenowanego biegacza, co dopiero dla lenia. Każdy ból który mu towarzyszy, będziecie odczuwać zdecydowanie mocniej.  3. Trenuj jak najmądrzej Jeżeli masz ten problem co ja, to nie biegasz zbyt systematycznie. Wiem też jak trudne jest to do pokonania. Dlatego każdy trening który uda się zrobić musi być jak najbardziej jakościowy. Na to szczęście w Kielcach nie brakuje podbiegów które trzeba wykorzystać. Na płaskich trasach będzie bardzo użyteczne. Zaplanuj treningi na http://motivato.pl/ i dostosuj tempo, dystans do podpowiedzi. Czytaj portale biegowe i ucz się biegania również w teorii. Uważam, że w zawodach pomogła mi w dużym stopniu znajomość zasad zachowania przed jak i w trakcie biegu.  4. Oszukuj Oczywiście nie podczas zawodów:) Pan NIECHCEMISIĘ jest przebiegły i odpowiednim momencie podpowie najbardziej racjonalne dowody, że trening trzeba przełożyć/skrócić. Trzeba go oszukać. Dla przykładu, często biegam wokoło osiedli Na Stoku i Świętokrzyskie w Kielcach. Jedno kółko to 4.3 km + podbieg do domu czyli w sumie dwa koła to 10km. Niestety w najbardziej nieodpowiednim momencie (ok. 5 km) Pan NIECHCEMISIĘ podpowiada: „Człowieku, nieźle idzie, jest forma. Nie przeszarżuj. Lepiej dobiegaj już do domu, bo jest za zimno/ciepło/wietrznie.”...

Read More
%d bloggers like this: