[Mateusz] „Czułem się jak Kenijczycy” czyli mój debiut w Radomiu.
Cze25

[Mateusz] „Czułem się jak Kenijczycy” czyli mój debiut w Radomiu.

„Boże, ile ja się namęczyłem, ale zrobiłem to!” – napisałem na gorąco na Facebooku po ukończeniu Półmaratonu Radomskiego Czerwca’76, dla mnie pierwszego w życiu. Jak to zwykle bywa, pierwszy jest tym najpiękniejszym, takim który pamięta się do końca życia, a przynajmniej do zakończenia „kariery” szuracza.  Mam jednak wrażenie, że Radom nie tylko dlatego od tej pory będzie mi się kojarzył bardzo przyjemnie! Jak to się zaczęło? Na początku kulturalnie jest się przedstawić. Nazywam się Mateusz. Jestem „szuraczem”.  Jeszcze do niedawna dość nieregularnym. Wiecie jak to jest: praca, obowiązki, nie raz po prostu nie chciało się wychodzić na dwór pobiegać. Jak zwykle w takich sytuacjach potrzeba po prostu znaleźć cel, do którego się dąży. Na mnie to zawsze działa. Chciałem nieco więcej biegać. Baaa! Bardzo mi się to podobało! Około dwa miesiące temu dobrze Wam znany Paweł (tak, ten niepozorny autor tej strony ;)) rzucił temat półmaratonu w Radomiu. Dla mnie, czyli osoby, która do tamtej pory najwięcej na raz przebiegła 11 kilometrów w jesiennej Kieleckiej Dyszce, było to nie lada wyzwanie… W końcu to aż 10 kilometrów więcej! Paweł jednak namawiał i namawiał, do tego zmobilizował mnie też mój serdeczny kolega Tomek.  – No to co Tomek? Zapisujemy się? – No Mati… Ja niestety już nie mogę… – Uuu… – Bo boję się, że mnie zdyskwalifikują, gdy się zapiszę dwa razy 🙂 No to nie pozostało mi nic innego jak się zgłosić. Świadom byłem ile czeka mnie pracy, dlatego wątpliwości czy zrobiłem dobrze miałem bardzo dużo. Czy zdołam trzy razy w tygodniu zorganizować sobie czas na bieganie? Czy wytrzyma to mój organizm? No nic… Trzeba było spróbować, w końcu tego celu właśnie potrzebowałem! To miało u mnie wzbudzić dużą motywację. Wpłaciłem pieniążki, to teraz głupio się wycofać 😉 „Regularność kluczem do sukcesu” Mówili mi to wszyscy bardziej doświadczeni biegacze czy „szuracze”. I mieli rację! Gdy zacząłem regularne treningi, szybko dostrzegałem moje postępy. Po kilku tygodniach odcinki 10 kilometrowe nie sprawiały mi większych problemów. Natomiast dłuższe wybiegania robione w dość niskim tempie coraz bardziej dodawały mi pewności siebie. Kulminacyjnym momentem przygotowań było „zrobienie” 19,5 kilometra na 3 tygodnie przed półmaratonem. Dosyć przypadkowo, bo w planie miałem przebiec 17 kilometrów, ale… wcześniej nie zaplanowałem sobie trasy… Biegłem na żywioł, a potem trzeba było jakoś wrócić do domu 🙂 Z jednej strony byłem już pewien, że 22 czerwca w Radomiu powinienem dać radę, z drugiej jednak strony na własnej skórze przekonałem się, że dystans półmaratonu to nie przelewki… Jeszcze tego samego dnia wieczorem błyskawicznie zaatakowało mnie przeziębienie, które trzymało mnie przez ponad tydzień. Widocznie organizm nie był jeszcze przygotowany do aż takiego wysiłku. U mnie choroba znaczy przede wszystkim jedno… ogromny katar…...

Read More
%d bloggers like this: