[Piotr] I Nocny (Nielegalny) Wrocławski Półmaraton
Cze23

[Piotr] I Nocny (Nielegalny) Wrocławski Półmaraton

Hm, mieszkam już we Wrocławiu prawie 24 lata. Nie jestem rodowitym Wrocławianinem, ale właśnie Wrocławianinem się czuję. Identyfikuję się z tym miastem już od dawna. Niestety, pierwszy raz w życiu jest mi wstyd. 22 czerwca miał być dla mnie wyjątkowym dniem w tym mieście. Wyjątkowym dniem w moim biegowo-szuranym życiu. Jak pisałem wcześniej, kilka miesięcy temu zapisałem się na swój pierwszy zorganizowany bieg. Pierwszy raz chciałem stanąć ramię w ramie z innymi uczestnikami biegu na dystansie 21.097 km. Mimo, że wcześniej już kilka razy samodzielnie i w towarzystwie znajomych pokonałem już dystans półmaratonu to właśnie ten dzień, ten bieg był dla mnie kompletnym debiutem. Pracowicie wybiegany maj (250 km), kilka rekordów po drodze, dawały nadzieję na dobry wynik właśnie w półmaratonie. W czerwcu częstotliwość treningów zmniejszyłem bo taką miałem potrzebę by dać odpocząć nogom i by w pełni sił wystartować właśnie 22 go czerwca. Wszystko zapowiadało się znakomicie. Wpłata startowego bez żadnych problemów, w ciągu kolejnych kilku dni nadanie numeru startowego i potwierdzenie z Biura Zawodów.  Zostało czekanie. Treningi, opracowywanie strategi. Z wytęsknieniem czekałem na ten dzień. Chętnych do udziału w biegu było tak wielu, że organizatorzy zwiększyli listę startujących z 3000 na 4000 tysiące.  Czwartek przed startem masaż u fizjoterapeuty, odświeżenie mięśni. W piątek odbiór pakietu startowego potem kulinarna uczta makaronowa, przygotowanie sprzętu na bieg, do wyrka wcześniej i końcowe odliczanie. Spać jakoś nie mogłem, bo nie będę ukrywał że okropnie się denerwowałem. Wstałem niewyspany ale szczęśliwy. Śniadanie oparte na białym pieczywie i dżemie. Na obiad delikatne warzywka. Potem izotonik, jakiś batonik. Coraz bliżej do startu. O 18:00 wraz z moją rodziną (najwytrwalsi kibice) i Arturem (kolegą z którym razem czasami biegamy) wyruszyliśmy na parking przy stadionie olimpijskim. Już podczas drogi na parking czułem, że to będzie coś wyjątkowego. Po kilkunastu minutach dotarliśmy na stadion. Mnóstwo samochodów, jedni już zaczęli rozgrzewkę, inni odbierali pakiety startowe, kolejni szukali miejsca parkingowego. Po kilkunastu minutach dołączył do nas kolega Piotr, z nim oraz z Arturem mieliśmy biec. Krótki rekonesans wokół miejsca startu, wymiana spostrzeżeń, uścisków i czas się przebrać. Myślałem że mój Suunto Ambit się zaciął bo podczas przebierania moje tętno sięgało poziomu 130 bpm, ale to własnie stres przed startem był tego powodem. 🙂 Potem delikatna rozgrzewka, rozciąganie. Tłumy nadciągały. Pomyślałem, będzie zajefajnie !!!  🙂 Ponieważ plany zakładały łamanie mojej życiówki w połówce (1:51:58) razem z chłopakami ustawiliśmy się w strefie 1:20 – 1:55. Endomondo odpalone, sznurówki zawiązane i odliczamy… 20:00 – wszyscy czekamy na odliczanie startera i wystrzał, a tu prowadzący imprezę ogłasza, że w mieście coś się wydarzyło i organizatorzy muszą przesunąć start na 20:30. Cóż, poleciały delikatne gwizdy:( Pomyślałem, siła wyższa. Może jakaś rura w mieście pękła, albo na trasie zdarzył się wypadek. Różnie bywa. Czekamy zatem umilając sobie czas rozmowami. 20:28 – gotowy do startu. Czekam. Prowadzący ogłasza że niestety, problem nie został rozwiązany i czas startu przesunięty na 21:00. Gwizdy...

Read More
[PIOTR] Udany powrót po kontuzji
Maj05

[PIOTR] Udany powrót po kontuzji

Mija już ponad miesiąc od kiedy ponownie zacząłem biegac po dwumiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją o której pisałem wcześniej. Pora by w kilku słowach opisać co czuje taki wygłodzony łowca kilometrów.  Cieszę się jak dziecko które dostało lizaka 😉 Fakt, pierwszy trening po „powrocie” to jakby delektowanie się tym lizakiem przez papierek. 10 km w 1godz i 9 minut nie napawało optymizmem. Tętno sięgające prawie 185, dodatkowo te kilogramy które zamiast gubić, „przytuliłem” do siebie podczas „postu biegowego”. Stwierdziłem, że ten powrót będzie cięższy niż sobie wyobrażałem. Wiedziałem, że teraz jeszcze bardziej niż wcześniej muszę zadbać o rozciąganie i ćwiczenia wzmacniające moje, nie młode już kolana. Okłady z lodu, maść, opaska, a od czasu do czasu wizyta u fizjoterapeuty dawały nadzieję, że może jednak sprzęt biegowy nie oddam za browarka w dobre ręce, tylko posłuży mi dłużej. Kolejny trening 10 dni później. Dystans taki sam, jednak czas już o 4 minuty lepszy. Micha mi się cieszyła, mimo tego że kolano zaczęło boleć znowu. Ale nie ma jak dobre słowo od kolegi Pawła (autora tego bloga), cytuję: „… w tym wieku to jak coś nie boli to znaczy że nie żyjemy. Musi boleć!”. Pawle, dziękuję 😉 Znaczy, że żyję! !!!!! 😉 Niech mnie boli to kolano ile chce. Byle by tylko działało podczas biegania, a po biegu bym mógł sięgnąć po pilota czy browarka. Nie poddawałem się. Ćwiczenia, trening, ból, znowu ćwiczenia itd. Po kolejnym treningu zauważyłem że do około trzeciego kilometra kolano bolało, a potem ból ustępował. Poprawiałem swoje czasy, zwiększałem dystanse. Głód biegania nadal nie ustępował 😉 Następny trening to już dycha poniżej godziny. Co prawda tylko 5 sekund, ale dla mnie to było coś wielkiego. Kontrolowałem tętno, oddech,starałem się biec równo. Wieczorem nawet nie zauważyłem, że ból kolana był minimalny, uff zadowolony z treningu padłem. Następnego dnia dopadł mnie nazwany przez Pawła tzw. BPM i jako jeden z pierwszych zapisałem się na swój pierwszy w życiu półmaraton, 22 czerwca. O 20.00 zmierzę się właśnie z dystansem 21 km i 95 metrów. To, oprócz testu swojego organizmu, będzie też taki prezent który sobie sam zrobię na swoje 40. urodziny, które kilka dni później będę obchodził :-). W końcu kto nie ryzykuje nie pije szampana, a ja mam zamiar symbolicznie się go wówczas napić. Z czasem zwiększam swoje dystanse, bo jestem zdania, że dla 5km nie warto się przebierać, więc staram się by było to trochę więcej. Udało mi się poprawić swoją życiówkę na 10km, ale odczułem to bardzo potem, ale jak zwykle warto było. Dodatkowo pierwszy raz w życiu przebiegłem dystans półmaratonu 😉 Chciałem się sprawdzić, a czas niewiele ponad 2 godziny daje nadzieję na złamanie tych 2 godzin w czerwcowym biegu...

Read More
30 dni jak wieczność…
Mar05

30 dni jak wieczność…

Czy wieczność można określić w 30 dniach ? Śmiało mogę powiedzieć że jak najbardziej TAK !!!! Mija właśnie 30 dni od momentu mojej kontuzji. Ciężkie 30 dni bez biegania. Koszmar. Biegam (szuram) dopiero kilka miesięcy a uzależniłem się od tego jak niemowlak od smoczka. Kontuzja zabrała mi możliwość biegania, a ja “krzyczę” że chce, że mi tego brakuje i nic. Z racji tego że z reguły jestem punktualnym człowiekiem, nie spóźniam się na komunikację MPK więc nawet nie mam okazji by sobie “podbiec” do odjeżdżającego autobusu czy tramwaju. Dolegliwości żołądkowe też jakoś mnie omijają (mimo wszystko na szczęście) i z biegunką nawet sobie nie mogę pobiec do toalety. Nawet nie próbowałem biegać, mimo że potrafiłem ubrać swoje biegowe buty i posiedzieć w nich przed tv. Pragnienie ponownego biegania jest ogromne ale jakis głos wewnętrzny mi podpowiada: “Chłopie, poczekaj. To wszystko dla twojego dobra, po to byś później mógł lepiej biegać” No to CZEKAM. To czekanie kiedyś zaowocuje powrotem do biegania i mam nadzieję że będzie to ponownie przyjemnym zjawiskiem. Już niebawem nie będę spoglądał z zazdrością zza okna autobusu na innych biegających po Wrocławiu. Moje “dziewczyny” (laski) na szczęście mnie już zostawiły. I dobrze, bo jakoś nie kręcił mnie taki trójkącik. Orteza też sobie leży na półce w szafie, schowana głęboko (mam nadzieję że już nigdy się nie przyda). Kolano boli coraz mniej, a rehabilitacja którą kilka dni temu zacząłem daje nadzieję, że tak jak na plakatach reklamowych Śląska Wrocław: “Mistrz Polski zaprasza – wiosna będzie nasza” ta nadchodząca wiosna będzie również i moja !!! Moja w bieganiu oczywiście !!! Póki co zapowiada się jeszcze kilka wizyt u Pani rehabilitantki, choć ja bym tą Panią tak nie nazywał bo dla mnie ta Pani jest jak światełko w tunelu !! E tam światełko. Jak jakiś “mega mocny jupiter stadionowy” !!!! Po ostatniej wizycie czuję jakbym się ponownie narodził bo moje kolano po prostu zaczęło działać. Nie do końca tak jak powinno ale po 30 dniach wreszcie mogę je zgiąć bardziej nie czujac bólu. Masaż, do tego krioterapia, zalecenia ćwiczeń rozciagających i pierwszy raz wysiadłem z tramwaju normalnie bez zaciskania zębów a mój krok do pracy był zupełnie inny 🙂 Owszem, zęby zaciskałem z bólu i łza poleciała podczas zabiegów, ale jeśli to ma przyśpieszyć mój powrót do biegania to mogę te zęby zetrzeć i ryczeć jak dziecko byle WRÓCIĆ !!! 🙂 Sprzęt przygotowany. Buty lśnią jak przed I-szą Komunią Świętą, koszulki poskładanie na półce, bateria w pulsometrze wymieniona na nową. Endomondo już od dawna to moja strona startowa w komputerze i tablecie. Rano, w drodze do pracy, podczas przerwy na kawę, w autobusie, w łóżku przed snem –  po prostu bardzo często odwiedzam tę stronę spoglądając na kolejne zaliczone kilometry innych, znajomych biegaczy. Z zazdrością, podziwem i mimo wszystko z uśmiechem na twarzy analizuje wyczyny...

Read More
Wielki pech Piotrka, a ja na bieżni…
Sty31

Wielki pech Piotrka, a ja na bieżni…

Niestety początek tego wpisu nie będzie należał do wesołych. Trzy dni temu witałem oficjalnie, ciesząc się ogromnie, Piotrka z Wrocławia. Miło było mi niezmiernie, że do ekipy (jednoosobowej póki co) dołącza ciekawy człowiek z drugiego końca Polski. Jednak życie pisze różne scenariusze, czasami niestety nie są one zbyt pozytywne, a główny ich bohater też czasami obrywa. Tak stało się tym razem. Piotrek pisze: Niestety, czeka mnie długa przerwa w bieganiu. Skręcone kolano, zerwane więzadło poboczne. Punkcja, zastrzyki przeciwzakrzepowe w brzuch. Orteza i kule ortopedyczne. Zakaz biegania przez 8-10 tygodni. Myślałem że będę pisał o kolejnych wyszuranych kilometrach a tu niestety porażka na całego. Coż, powrót pewnie dopiero na wiosnę i wszystko od nowa. Ciężko będzie. Okazało się niestety, że tym razem powiedzenie „sport to zdrowie” delikatnie mówiąc się nie sprawdziło. Jak to się stało? Piotrek pisze dalej: Stało się to podczas poniedziałkowego, wieczornego biegania. Chodniki generalnie już były czyste od śniegu. Chciałem zrobić taka male pętlę (12 km). Jak już prawie kończyłem (11 km), przeskoczyłem kałuże ale za nią było trochę resztek lodu. Lewa noga tak mi odjechała i coś lekko chrupnęło w kolanie. Dobiegłem do końca ale czułem ból w kolanie. W nocy ból i pieczenie po wewnętrznej stronie. Okłady z lodu lekko ból zmniejszyły. Do pracy jakoś dotarłem ale noga puchła mi z godziny na godzinę i o 14 tej pojechałem do szpitala na SOR. Tam zrobili mi rtg, usg i punkcje. Rozpoznanie: skręcenie i naderwanie w obrębie (strzałkowego) (piszczelowego) więzadła pobocznego kolana.Orteza i kule ortopedyczne przez minimum 3 tygodnie. Zakaz biegania przez 8-10 tygodni. Za 3 tygodnie kontrolna wizyta u ortopedy. Do tego biorę zastrzyki w brzuch (clexane) zapobiegające zakrzepom oraz leki przeciwbólowe. I tak na dzień dzisiejszy kończy się (ale tylko na „chwile”) moja przygoda z szuraniem. W każdym razie nie poddaje się i na wiosnę wracam do gry 😉 Trzymaj się Piotrek dzielnie. Szybkiego powrotu do zdrowia! I pamiętaj, że Szuranie.pl czeka na Ciebie! A oto Piotr i jego dwie nowe laski…:) Tyle smutnych informacji, jeśli chodzi o normalny raport biegowy dorzucam od siebie zrobione tylko 5 km. Ponieważ chodniki są okropnie jeszcze zaśnieżone, mokre i często nie równo oblodzone, w lesie leży ciapa po kostki wybrałem bieżnie elektryczną w klubowej siłowni. Umordowałem się nieziemsko, duszno, twardo i nudno przeokropnie. Podziwiam szczerze ludzi, którzy potrafią na takim czymś biegać dłużej. Ja wytrzymałem 30 minut. Dramat!!! Ale robi się ładniej, mam nadzieję, że już w sobotę będzie się dało normalnie szurać po dworze!     Podziel się:FacebookTwitterGoogleE-mailPrintDodaj do ulubionych:Lubię...

Read More
Dzieńdobry – tu Piotr!
Sty28

Dzieńdobry – tu Piotr!

Szuracze! Miło mi poinformować, że do ekipy szuranie.pl dołączył nowy człowiek. Piotr z Wrocławia również, za pośrednictwem najbardziej szurającej strony świata będzie dzielił się z Wami swoimi zmaganiami z pokonywaniem kolejnych kilometrów! Poniżej jego pierwszy wpis. Czekamy na kolejne, które będą dostępne także w górnym menu w kategorii Wasze blogi. Zapraszamy też kolejnych blogaczy – szuraczy! Pozdrawiam Paweł. Witajcie, Jestem Piotrek, w tym roku strzeli mi czterdziecha, kilka miesięcy temu postanowiłem, że najwyższa pora aby poprawić swoją kondycję. Wciągnąłem się w bieganie, hmm może szuranie rzeczywiście brzmi lepiej:) Kilkanaście lat pracy z klawiaturą komputera to żadna aktywność, więc zabrałem się za szuranie właśnie. Kiedyś, „w młodych latach” ruch był na porządku dziennym. Jak u większości zresztą. A tu niestety latka lecą, a my nie młodniejemy:) Zacząłem równo z początkiem roku szkolnego (wrzesień 2012), wcześniej oczywiście zaopatrzyłem się w odpowiedni sprzęt (buty, ciuchy, zegarek z pulsometrem). Początek oczywiście masakra! 1400 metrów po bieżni szkolnego boiska z tętnem prawie 200. Miałem ciemne plamy przed oczami:) Mimo, że wcześniej szalałem w okresach zimowych na snowboardzie, a latem wędrowałem po tatrach, to kondycji w bieganiu nie miałem niestety kompletnie. Do tego waga… 92 kilogramy przy 176 cm wzrostu nie była ułatwieniem. Postanowiłem jednak się nie poddać i…udało się. Co prawda cały październik pauzowałem bo nadwyrężyłem troszkę więzadła poboczne, ale wróciłem:) Z kilometra na kilometr poprawiam czasy i biegam dalej:) Biegam, szuram dla poprawienia swojej kondycji i naprawdę daje mi to ogromna frajdę. Wybrałem świetną trasę we Wrocławiu, nad Odrą i tak się wszystko zaczęło. Zacząłem stawiać sobie kolejne cele, a marzeniem było przebiec 10 km w czasie jednego treningu do końca roku. Udało się to nawet wcześniej! Udało się coś jeszcze, zaraziłem do biegania dwóch kolegów i jak tylko czas pozwala biegamy razem oczywiście z aplikacją Endomondo w tle:) Aktualnie moje dystanse wyglądają różnie, od 6 do nawet 18 km. Udało nam się nawet raz zaliczyć 20km! Zmęczenie po tej dwudziestce było ogromne, energetycznie zjechałem. Śniadanie zjadłem zdecydowanie za słabe, dochodziłem do siebie ponad godzinę w domu. W czasie biegu już od 17 km czułem drętwienie w palcach rąk, ból w kolanach też mocno dawał się we znaki. Później jeszcze straciłem paznokieć (okazało się, że za mocno naciągniętą miałem skarpetkę), ale mimo wszystko warto było tak dać sobie w tyłek. Dużo mnie ten bieg nauczył! Satysfakcja pozostała ogromna do dzisiaj, mimo czasu 2:03:34. Teraz za cel postawiłem sobie złamanie dwóch godzin 🙂 Tak jak napisał Paweł „BPM” czyli Brak Poprawnego Myślenia bardzo się przydaje:). Człowiek stawia sobie coś za cel i później to realizuje mimo przeciwności losu i własnej kondycji:) Po sylwestrze spędzonym w NOT-cie (nocne oglądanie telewizji) rzuciłem moim kolegom wyzwanie: 2013...

Read More
%d bloggers like this: