Dajemy się oszukiwać?

Tekst, który przeczytacie za moment „chodził” za mną już od jakiegoś czasu, ale ostatnia informacja o wykryciu dopingu u biegacza z Ukrainy który zajął trzecie miejsce w PKO Poznań Maraton przechyliła szalę na stronę „napisać”. Podejrzewam, że to co przeczytacie poniżej wielu z Was się nie spodoba, być może będziecie nawet oburzeni. Trudno.

Zastanawiam się od jakiegoś czasu jaki sens mają występy zawodników ogólnie mówiąc „zza granicy” na biegach w naszym kraju. I nie piszę tutaj o zawodnikach gdzieś tam spoza pierwszej dziesiątki czy dwudziestki, lub takich z uznanymi nazwiskami czy takich zwykłych szuraczy. Na myśli mam tabuny biegaczy wożonych przez menadżerów z miasta do miasta tylko i wyłącznie w jednym celu.

Zastanawiam się co takiego ciekawego widzą organizatorzy biegów w startach takich zawodników na biegach organizowanych przez nich.

Zastanawiam się dlaczego nadal zdarzają się sytuacje w których organizatorzy opłacają starty zawodnikom zza granicy nie rzadko płacąc im nawet tzw. startowe.

Zastanawiam się jak muszą czuć się zawodnicy z małej miejscowości w województwie świętokrzyskim gdzie na największy bieg (10 km) w roku przejeżdża dwóch Kenijczyków i czterech Ukraińców i tylko dzięki temu, że mieszkańcem tego miasta jest znakomity biegacz to przedziela ich delikatnie zajmując ostatecznie szóste miejsce wyprzedzając następnego Polaka o minutę. Na tym samym biegu biegnie też kilka kobiet zza wschodniej granicy zgarniając wszystkie nagrody jakie przewidział organizator. Nagrody stosunkowo marne (700 zł za miejsce pierwsze), ale widać nie na tyle marne, aby nie opłacało się menadżerom wieźć tu zawodników.

Zastanawiam się jak się czują organizatorzy blisko dwudziestu zawodów w Polsce w których biegł wspomniany wyżej koksujący się Ukrainiec, który w tych biegach zarobił blisko 42.000 zł (CZTERDZIEŚCI DWA TYSIĄCE ZŁOTYCH – tylko w 2015 roku, dane za stroną: www.arrs.net )

Zastanawiam się jak się czują organizatorzy półmaratonu w Poznaniu, którzy wprowadzając zapis o obowiązkowej kontroli antydopingowej w 2015 roku spowodowali, że w tym roku pierwszym obcokrajowcem na mecie był Włoch na miejscu 52. podczas gdy rok wcześniej pierwsze cztery miejsca zajęli biegacze z Kenii z czasami o ponad 5 minut lepszymi niż tegoroczny zwycięzca. Polak! A nagrody nadal wysokie, kilka tysięcy złotych za miejsce pierwsze. Przypadek?

Zastanawiam się dlaczego tak jest, że na każdym większym maratonie w Polsce wygrywają Kenijczycy, a w Poznaniu nie… Dla przykładu w Dębnie pierwszy Polak na 14. miejscu, w OWM pomijając Henryka Szosta (9. miejsce) to następny biegacz z POL przy nazwisku był też na 14. miejscu. W Maratonie Warszawskim pierwszy Polak na 9. We Wrocławiu na 6. W Poznaniu wygrywają Polacy, czy tylko dlatego, że organizator nie tylko wpisuje do regulaminu punt dotyczący kontroli antydopingowej ale i rzeczywiście ją przeprowadza? Eeee pewnie nie, to też pewnie tylko przypadek.

Zastanawiam się dlaczego organizatorzy biegów, których z roku na rok przybywa, dają się robić w konia, często w biały dzień. Rynek organizacji biegów ulicznych w Polsce to pewnie kilkadziesiąt milionów złotych, jakiś tam procent z tego tortu przeznaczany jest na nagrody. Zastanawiam się dlaczego rozdajemy te często ciężko zarobione złotówki albo koksującym się oszustom albo biegaczom często nie pamiętającym w jakim są mieście (przy okazji robiącym czwarty półmaraton w czasie nieosiągalnym dla naszych zawodników w jednym miesiącu) albo ich menadżerom.

Zastanawiam się dlaczego organizatorom małych, często nawet kameralnych, biegów zależy na tym aby na starcie stanęli zawodnicy z Kenii? Czy podnosi to prestiż biegu? Czy wzmacnia konkurencję to wśród zawodników? Czy powoduje, że lokalni biegacze będą w przyszłości lepsi? Czy powoduje to, że dzieciaki przyglądające się temu często największemu wydarzeniu sportowemu w gminie zechcą częściej się ruszać i z większą chęcią zamieniać spędzanie czasu przy konsoli na rzecz aktywności fizycznej?

Zastanawiam się dlaczego wszyscy o tym o czym napisałem powyżej mówią, a nikt (no może prawie nikt) z tym nic nie robi?

Chciałbym też być dobrze zrozumiany, nie mam nic do innych narodowości, Ci którzy mnie znają prywatnie wiedzą, że jestem mocno tolerancyjny, może aż za bardzo. Drażni mnie tylko to, że nie dbamy o to o co powinniśmy. Drażni mnie, że napychamy portfele obcym zawodnikom i menadżerom zarazem dajemy się traktować przez nich jak dojne krowy. Drażni mnie, że nie promujemy lokalnych biegaczy, nie dajmy im odczuć radosnych chwil ze zwycięstwa kosztem kogoś na kim totalnie nie powinno nam zależeć. Drażni mnie, że organizatorzy wyżej stawiają dobry wynik zwycięzcy na mecie niż miejsce na którym na nią wbiegnie nasz rodak. Zrozumiałbym to wszystko gdyby przyjeżdżała do nas światowa, chociaż europejska czołówka, ale tak nie jest. Można prześledzić na kilku stronach jakie i gdzie wyniki osiągają zawodnicy wygrywający nasze biegi. Wspomniany wyżej Ukrainiec w Polsce zazwyczaj był w czołówce (miejsca 1-5), startował też w kilku biegach za granicą, miejsca? 10., 32., 66. i 13.

Co z tym zrobić? Pomysłów pewnie jest mnóstwo, często są one bardzo proste, ale brakuje chyba odwagi aby je wprowadzić, lub ktoś ma w tym interes aby tego nie robić, choć to tylko domysły jednak wydaje się, że bardzo rozsądne i możliwe.

Najprościej oczywiście nie robić dużych nagród finansowych, ale też pojawia się pytanie – dużych czyli jakich? No właśnie, we wspomnianym wyżej biegu w niewielkiej miejscowości w woj. świętokrzyskim nagrody były rzędu 700 zł za miejsce pierwsze. To dużo? Efekt to 6 obcokrajowców w pierwszej siódemce na mecie. Z drugiej strony dlaczego nie robić nagród?

Od jakiegoś czasu mam ogromną przyjemność coś tam działać w Świętokrzyskim Stowarzyszeniu Biegaczy sieBIEGA, dwie nasze największe imprezy które organizujemy to „Piątka dla Bartka”, która jest imprezą w 100% charytatywna, bez nagród finansowych oraz sieBIEGA Półmaraton Kielecki. W pierwszej edycji półmaratonu, w maju tego roku, wystartowało kilkuset zawodników, nie było wśród nich Kenijczyków ani biegaczy zza wschodniej granicy. Nagroda za pierwsze miejsce to 500 zł. Dwa miesiące przed startem dostałem od dwóch menadżerów pytania o wysokość nagród, o nic innego. Dostałem też kilka „wniosków” o ufundowanie wpisowego, zwrot kosztów podróży, noclegu i wypłacenie startowego dla kilku zawodników. Jeden z nich argumentował to faktem iż w 2007 roku ukończył maraton w czasie około 2:40… i według niego jest to powód aby wspomniane rzeczy otrzymać. Co więcej po mojej odmowie stwierdził, że jest zdziwiony mocno oraz, że praktycznie się to nie zdarza na „takich biegach jak wasz”. No trudno, u nas się zdarza i będzie się zdarzać dalej. Lista startowa zapełniła się w maju już trzy tygodnie przed startem, nie dopisywaliśmy totalnie nikogo. Znajomego, wujka, brata – nikogo. W dniu biegu, na godzinę przed startem ogromną awanturę zrobił mi jeden z menadżerów, który przywiózł dwoje zawodników z Ukrainy na bieg. Zaskoczony ogromnie, że „takich zawodników” nie chcę na starcie. Starałem się tłumaczyć grzecznie, że lista zamknięta, był czas na rejestrację i dziękujemy. Słów niecenzuralnych nasłuchałem się bardzo dużo, ale coż nie każdy z kulturą musi być zapoznany. Szkoda mi było tylko tych biegaczy przyglądających się wszystkiemu z boku, którym pewnie obrotny pan menadżer naobiecywał cudów, a jednak nic z tego nie wyszło. Jestem przekonany, że na 90% biegów zawodnicy zostali by zapisani w ostatniej chwili (mimo wyczerpanego limitu). Bieg wygrał Łukasz Woźniak, zawodnik mieszkający pod Kielcami, którego mnóstwo biegających ludzi zna, przynajmniej „z widzenia”, może na codzień podglądać jak trenuje, co więcej może trenować razem z nim bo prowadzi w Strawczynie grupę BBL.

11187789_661090760691485_1958731053493836104_o

zwycięzca I sieBIEGA Półmaratonu Kieleckiego – Łukasz Woźniak fot. Run4Fun – www.biegamwmiescie.pl

To jak cieszył się na mecie i później na podium jest dla nas jako organizatorów największą nagrodą, jestem przekonany, że cieszył się nie dlatego, że wygrał 500 zł i jakąś sportową torbę, ale dlatego, że wygrał u siebie, w Kielcach, a wszyscy którzy obserwują ciężką codzienną pracę Łukasza ją docenili, a Ci najmłodsi być może nawet pomyśleli, że „chcą być jak on”. Czy pomyśleli by tak gdyby wygrał zawodnik z Kenii? Nie sądzę.

8 maja 2016 roku odbędzie się II sieBIEGA Półmaraton Kielecki frekwencja zapowiada się rekordowo (po tygodniu zapisów na liście jest już 600 osób, więcej o tym biegu oraz zapisy TUTAJ), po długich dyskusjach wśród członków stowarzyszenia postanowiliśmy wprowadzić zapis w regulaminie,  że nagrody finansowe w kategorii głównej mężczyzn i kobiet (pierwsze trzy miejsca) przyznawane są tylko zawodnikom posiadającym polskie obywatelstwo. Oczywiście, jeśli na mecie jako pierwszy pojawi się np. zawodnik z Kenii to stanie on na najwyższym stopniu podium. Dostanie okazały puchar i kwiaty oraz jakąś drobną nagrodę rzeczową (pewnie torbę lub plecak) ale finansowo wspierać i nagradzać będziemy biegaczy z Polski. Kontrowersyjne? Dla mnie nie. W wielu biegach są ustalane dodatkowe nagrody dla mieszkańców danego miasta, traktujemy zatem nasze nagrody finansowe jako takie właśnie nagrody dodatkowe. Jakoś jestem dziwnie przekonany, że na starcie nie pojawią się ani Kenijczycy ani zawodnicy zza wschodniej granicy.

Jestem bardzo ciekawy Waszej reakcji, czekam na komentarze z Waszym zdaniem na ten temat.

Zapraszam też do śledzenia Szurania na Facebooku, jesteśmy TUTAJ –> https://www.facebook.com/szuranie/

Author: szuracz

Share This Post On

61 komentarzy

  1. Mam podobne przemyślenia. Też jestem organizatorem imprez sportowych. Bardzo małych, lokalnych z frekwencją tylko nieznacznie przekraczającą 100 osób. U nas nie ma żadnych nagród za zajmowane miejsca. Wszelkie dobra, często bardzo drogie przedmioty (rowery, RTV, sprzęt sportowy) losujemy wśród wszystkich uczestników. Uznaliśmy, że naszym celem jest organizowanie imprez dla takich jak my. Biegaczy amatorów. Nie mamy ciśnienia na spektakularne wyniki. Rajcuje nas duża frekwencja , przyjacielska atmosfera i „lajki na FB” (czyt. Dobre opinie).

    Miałem podobne telefony od Managerów/ zawodników wręcz z pretensjami, że nie ma żadnych nagród finansowych i rzeczowych za podium, że to bardzo nie profesjonalne. Cóż, podobnie jak Ty wolę by z podium cieszył się „lokalny bohater” niż jakiś no name, który odcina tylko kupony i w żaden sposób nie przyczynia się do promocji biegu.

    Z drugiej strony myślę, że nagrody finansowe są czymś ważnym dla zawodników i na pewno w miarę możliwości organizacyjnych, chciałbym je kiedyś wprowadzić. Trzeba tylko znaleźć ten złoty środek by nie przyciągać zarobkowiczów.

    Taka jest nasza filozofia. To, że organizatorzy biegów często mają inne podejście i cieszą się z udziału w ich biegach Kenijczyków w żaden sposób mi nie przeszkadza. Taki mają pomysł. Być może to działa na wyobraźnię niebiegających i marketingowo dobrze się sprzedaje. Może prestiż biegu w powszechnej opinii jest wtedy większy?

    Post a Reply
  2. nagrody tylko dla obywateli polski? najgorsze rozwiązanie jakie słyszałem, w takim razie Polacy również nie powinni otrzymywać nagród za granicą! dlaczego nie czerpać wzorców które się sprawdziły? np. w USA są nagrody w dwóch kategoriach, pierwsza dla zwycięzców a druga kategoria właśnie dla obywateli USA, ponadto wszelkie uliczne biego to są biegi amatorskie i nie powinno być żadnych nagród, problem rozwiązałby się sam, biegaliby tylko Ci którzy to lubią a nie dla nagrody, zawodowcy niech biegają na olimpiadach, mistrzostwach świata i Europy – proste jak DRUT

    Post a Reply
    • Żółwik, pojebało cię, chłopie???

      Post a Reply
      • Dlaczego od razu pojebało? Tego typu pogląd to esencja biegania amatorskiego. Dominował przez jakieś 100 lat w różnych krajach typu Wielka Brytania, USA (bo zaraz ktoś przywali, że komunizm to promował).

        Post a Reply
    • Zółwik ma rację. Można to inaczej rozwiązywać, niż poprzez pokładanie się pod zarzuty (uzasadnione) o dyskryminację ze względu na narodowość. Niestety – skończyć się to może nawet odszkodowaniem. Piszę o jako prawnik i biegacz. Samą ideę popieram, ale autor wpisu przesadził 🙂

      Post a Reply
      • Jasne, być może nie jest to najrozsądniejsze rozwiązanie, ale w mojej ocenie jedyne słuszne. A co do Twojego zdania na temat dyskryminacji ze względu na narodowość, oczywiście pewnie masz rację, prawnikiem nie jestem. Przy okazji zapytam czy dyskryminacją ze względu na płeć nie jest organizacja biegów tylko dla kobiet? Są takie biegi, jest ich dużo. Co prawo mówi na ten temat? Żebym był dobrze zrozumiany, absolutnie nic do nich nie mam, wręcz przeciwnie:) ale taki przykład mi się nasunął…

        Post a Reply
      • A za co odszkodowanie?
        Przecież napisane, nagrody w kategorii open to puchar i kwiaty.Nagroda dla najlepszego Polaka to dajmy na to 5 stówek.
        Nie podoba się regulamin – nie startuj.

        Post a Reply
    • Nagrody tylko dla Polakow – nie podoba mi sie to – Startuje troche w USA i bardzo rzadko sa tu nagrody finansowe (pisze o takich lokalnych biegach) zawsze sa jakies puchary (czasami bardzo duze – takie amerykanski). Kilka razy mialem okazje stanac na podium, coc wyniki nie byly spektakularne (maraton 2:50 polowka 1:21) ale radosc i dumna rodzina bezcenne 🙂 Biegi sa typowo amatorskie zdaza sie i to nie rzadko, ze bieg z frekfencja powyzej 500 osob jest nawet bez medali – Liczy sie radosc biegania bycia razem fajnie jak cos sie wylosuje po biegu. Fakt czesto jest duzo gadzetow, duzo sponsorow i kazdy ma torbe pelna swiatelek dlugopisow czapeczek i tp, a w zestawach jedynie numer i dry bag do depozytu.
      Nagrody albo dla wszystkich albo dla nikogo – co jak trafi sie taki gosc jak ja i wygra bieg – mysle ze jest to niesprawiedliwe i tyle.

      Post a Reply
    • Aby uniknąć zarzutów dyskryminacji, jeden z organizatorów biegu w małopolsce wprowadził klasyfikację Open i Unii Europejskiej. W Open dal 150-100-50, a w Unii 350-300-250-200-150. I ma spokój 🙂 A miał groźby od managerów.

      Post a Reply
  3. Ileż w tym wszystkim populizmu, Czepiamy się czegoś co dotyczy maksymalnie ok 10% biegaczy. Dla mnie nie ma znaczenia czy wygra Polak czy ktoś innej narodowości. WAZNE żeby grać FAIR. Doping w sporcie, nawet tym amatorskim powinien zacząć być bardziej ścigany przez organizatorów. Co do organizatorów biegów jest inna kwestia warta podniesienia GALOPUJĄCYCH CEN za UDZIAŁ w jakimś biegu (tzn, wpisowe) . Ta kwestia dotyczy 90 % biegaczy nad tym warto się pochylić. Tu warto się zatrzymać i to opisać. Bo jak tą kwestie odpuścimy to za głupią DYSZKĘ przyjdzie nam płacić 100 zł.

    Post a Reply
    • kwestia cen biegów jest indywidualną sprawą każdego z organizatorów i jest to czy nam się podoba czy nie biznes i ceny reguluje rynek. Jeśli organizator stwierdzi, że cena 200 zł za pakiet jest ok to tak zrobi, a decyzja zawsze należy do biegacza, to on decyduje. Na szczęście bieganie w biegach masowych nie jest obowiązkiem ustawowym i nikt nie jest do tego przymuszany. Biegniesz tam gdzie chcesz i gdzie Cię stać. Ja też jeżdże starym autem bo nie stać mnie na lepsze, czy to wina salonów samochodowych? No chyba nie.
      A patrząc na to z drugiej strony, wiesz ile kosztuje „plan organizacji ruchu” w takim mieście jak Kielce przygotowany pod organizację półmaratonu? A do tego sama organizacja ruchu? Mniej więcej tyle, że przy frekwencji 750 osób wpisowe musiało by kosztować prawie 160 zł.

      Post a Reply
    • Nie wiem czy wiesz jakie są koszty związane z zapewnieniem przez organizatora testów antydopingowych? Niestety jest to mozliwe tylko i wyłącznie przy bardzo dużych i zyskownych biegach i na to nie ma co liczyć.

      Post a Reply
    • Chyba większość nie zrozumiała esencji artykułu. Jeżeli są nagrody to OK – nie ma tez OK, ale w jaki inny sposób wyeliminować dopingarzy. Niestety testy są bardzo drogie i przy małej imprezie będą nieopłacalne. A w ten sposób załatwiamy ten problem „tylnymi drzwiami”.

      Post a Reply
  4. Też jestem zdania, że takie nagrody „tylko dla Polaków” to średnio trafiony pomysł. Ok, jest to jakieś wyjście, ale to trochę jak używanie tasaka tam, gdzie można było użyć skalpela. Przede wszystkim na sporą odległość pachnie to fochem na zagranicznych uczestników (bo w sumie to tym właśnie jest).
    To o czym napisał Żółwik to jedno z rozwiązań – aczkolwiek wiem, że ma swoje wady. Sam miesiąc temu stanąłem przed problemem zakupu nagród dla uczestników, a chodziło tylko o rzeczy wartości kilkadziesiąt zł / sztuka. Gdybyśmy mieli jako organizatorzy jeszcze robić dodatkowe rozróżnienie, zwyczajnie nie bylibyśmy w stanie dać nic. Na bogatszych imprezach pewnie było by lepiej, ale dalej może to być kwestia podziału puli na większą ilość nagród, a to również nie wszystkim pasuje.
    Dla mnie rozwiązania (tematu zarobkowiczów, bo doping to osobna historia, która tutaj została trochę wplątana) są dwa:
    – nie robić nagród pieniężnych/wartościowych nagród rzeczowych dla zwycięzców. Lokalny bohater w imprezie i tak wystartuje, bo to bieg pod jego domem. A jak pokona go inny wymiatacz, który z jakiegoś powodu przejechał pół Polski/świata dla tego startu… takie życie i nie ma się co doszukiwać w tym czegoś złego.
    – robić osobne klasyfikacje dla mieszkańców polski/województwa/miasta (zależnie od rangi imprezy). Bez nagród, ale dla samej „chwały zwycięzcy”. Lokalny bohater dalej ma okazję się pokazać, a jak zawojuje też przyjezdnych, to załapie się na nagrody w generalce.

    Temat złożony, trudno porównywać „bieg na 10km w małej miejscowości” z największymi polskimi maratonami, dlatego wyciąganie wniosków na takim poziomie ogólności jest już chyba wyczerpane…

    Post a Reply
  5. Jeśli imprezę na to stać, nagroda pieniężna dla najlepszych 3 m/k Polaków, rzeczowa i uhonorowanie na podium dla 1-6 open lub w ogóle bez nagród pieniężnych, za to wsparcie lokalnego klubu.

    Post a Reply
  6. To co napisałeś jest na prawdę bolesną prawdą. Jest też taka impreza, która nie toleruje biegaczy z Kenii i też jest świetna mam na myśli Kołobrzeg Maraton. Oczywiście startują tam zawodnicy z Niemiec i z innych krajów, ale dwie edycje z rzędu wygrał Polak tutaj dołączam link i powiem szczerze. Gdybym miał polecać to właśnie tę imprezę, bo na prawdę jest super. Nie dość, że przyjazna atmosferka, to na dodatek organizatorzy odrzucają zawodników z Kenii. Zapytałem: „Dlaczego nie zapraszacie zawodników z Kenii?” Organizator odpowiedział krótko: „To ma być impreza nasza, a nie dla zawodników z Kenii”. Także też popieram Twoje słowa. A oto link do stronki do tego maratonu: http://kolobrzegmaraton.pl/

    Post a Reply
  7. Ja jestem z Dąbrowy Górniczej. U nas półmaraton nie jest organizowany przez pasjonatów, tak jak u Was, tylko przez wysokiej klasy fachowców z miejskiej instytucji Centrum Sportu i Rekreacji, którzy nie są w stanie przebiec więcej niż bieg skrzata. Efekt tego jest taki, że pieniądze nie śmierdzą i przyjmowane są od wszystkich, także zakładów mocno zanieczyszczającymi środowisko, z wyrokami od Wioś w tej sprawie. Impreza organizowana jest z rozmachem ale ja od dwóch lat wolę biegać w innych imprezach. Nie zamierzam nosić na koszulce loga firm, które według mnie powinny zostać zamknięte. Nasz wybór. Imprez jest wiele, sam wybieram i miło wspominam te mniejsze, niekoniecznie z fajnym pakietem startowym i mnóstwem upominków od sponsorów.

    Post a Reply
  8. I bardzo dobrze, tak trzymaj. Mam nadzieję, że w ślad za Tobą pójdą inni organizatorzy. Kenijski biznes stał się zbyt oczywisty i powszechny, by na to dalej pozwalać.

    Post a Reply
  9. Myślę, że lepszym rozwiązaniem byłaby obowiązkowa kontrola antydopingowa dla np. pierwszych 10 zawodników na mecie. Pytanie o ile zwiększyłby się koszt imprezy?

    Post a Reply
    • Oczywiście, że tak jednak kontrola antydopingowa to duży koszt około 2 tys zł/osobę, piszesz o 10 osóbach – to 20 tys zł. czyli często duuuuuużo więcej niż całościowy budżet biegu

      Post a Reply
    • To jest niemożliwe w 90% biegów, koszty sa bardzo wysokie

      Post a Reply
  10. Szczerze – od dawna zastanawiałam się, dlaczego nikt o tym wcześniej głośno nie napisał.
    Dzięki!

    Post a Reply
  11. Nie ma słowa w tym artykule z którym bym się nie zgodził.

    Post a Reply
  12. Jestem organizatorem biegów w Słupsku. Uważam, że nagrody tylko dla Polaków są dyskryminacją innych. Afroamerykanin, Izraelita czy mieszkaniec wschodu – oni są również ludźmi, takimi samymi jak my. Oczywiście, chcemy promować lokalnych biegaczy, dlatego równie wysokie są nagrody finansowe dla najlepszych słupszczan – dzięki temu pieniądze zostają w regionie 🙂 Również do nas wielokrotnie zgłaszali się różni ludzi z prośbą o opłacenie biegu, transportu, czy noclegu. Zgodnie zasadą równości wobec prawa, odsyłamy ich do regulaminu, i ogólnodostępnych zapisów. Tylko jeden z nich, zapisał się, opłacił i … wygrał. Reszta nigdy nie przyjechała. Zapraszamy wszystkich zawodników z Kenii, Ukrainy czy USA – ale na zasadach, które obowiązują wszystkich.

    Post a Reply
    • Tylko niestety poprzez nieczystość sportu zasady wszystkich nie obowiązują. Uważam, ze to żadna dyskryminacja jak zrobimy nagrodę dla najlepszego Polaka 4 krotnie wyższa niz dla innych, promujemy przez to naszych biegaczy. Jest regulamin, komu nie pasuje nie musi startować i zgadzać sie na warunki w nim panujące. Prosta sprawa …

      Post a Reply
  13. Bardzo dobrze to ujołeś „WSZYSCY O TYM MÓWIĄ, ALE NIKT NIC NIE ROBI” Ale to nie jest prawda bo jest ktoś taki jak Ty i mam nadzieję że teraz będzie więcej ludzi, którzy odważą się na taki krok i zrobią wszystko żeby podium na mecie było nasze – POLSKIE ☺

    Post a Reply
  14. I tak właśnie powinno być ! W ogóle jak dla mnie śmieszne jest to że na naszych biegach niepodległości na podium stają obcokrajowcy ! Co to ma być ? Mamy tylu dobrych biegaczy którzy są amatorami i twardo idą po swoje i myślę że jest im przykro stanąć na 4 miejscu gdzie pierwsze 3 zajmują Ukraińcy i to na imprezie z okazji święta narodowego.

    Post a Reply
  15. Jestem bw 100% za tymnco napisał autor i organizator jednocześnie. Tak powinno postępować się na każdym biegu w każdej miejscowości, wspierany naszych oni na to zasługują. 🙂

    Post a Reply
  16. No człowieku, trafiłeś w sedno i nie wiem czy wiesz, ale to się tyczy nie tylko sportu…

    Post a Reply
  17. Artykuł ok, tylko dlaczego Ostrowiec Świętokrzyski, drugie pod względem mieszkańców miasto w województwie świętokrzyskim, nazywa Pan niewielką miejscowością?

    Post a Reply
    • Jestem z Ostrowca, i niestety pod względem ilości ludzi (mówię na miejscu, nie tych w papierkach) to jest wieś. Cóż, że miasto duże jak nie ma komu w nim mieszkać..

      Post a Reply
  18. Organizuję dwa biegi w mieście 40 tysięcznym i sprawę rozwiązaliśmy bardzo prosto. Nie ma żadnego zwalniania z opłat startowych, które były po 35 złotych, nie ma również zwrotu kosztów bo niby dlaczego. Chcesz przyjechać i wygrać to zapłać i przyjedź. Po drugie postanowiliśmy dawać nagrody w postaci bonów do realizacji w wybranym sklepie sportowych (prowadzi też sprzedaż internetowa). W takim rozwiązaniu widzę plusy, sklep sportowy zarabia, nam odchodzi wszelkiego typu buchalteria w postaci PIT-ów, sklep dodatkowo w ramach współpracy i swojego sponsoringu również funduje dodatkowe nagrody które są rozlosowywane wśród innych uczestników zawodów. Wielu biegaczom spoza Polski takie rozwiązanie nie odpowiada.

    Post a Reply
  19. Brawo, fajnie że ktoś poruszył ten temat. Według mnie rozwiązaniem tego problemu jest klasyfikacja dla OPEN oraz dla Polaków. Nic w tym złego, że ktoś chce wspierać rodzimy sport. Kiedyś napisałem tekst na temat pewnej grupy biegowej: http://www.lubelskibiegacz.pl/benedek-team-biegowy-biznes.html . Częstotliwością startów biją Ukraińskiego zawodnika, który wpadł w Poznanu… 😉

    Pozdrawiam,
    Paweł

    Post a Reply
  20. Głównym „bohaterem” artykułu jest wspomniany bieg w małej miejscowości w województwie świętokrzyskim, dlatego trochę nie fair wydaje mi się zestawianie tego z informacjami o zapraszaniu / opłacaniu Kenijczyków, bo obawiam się, że autor nie skonsultował tego z organizatorami wspomnianego biegu i nie wie czy ci Kenijczycy i Ukraińcy przyjechali na specjalne zaproszenie, czy na zasadach ogólnych dotyczących wszystkich uczestników tego biegu. Wiem, wiem… nie jest to tu wprost napisane, ale podobne skojarzenia mogą się nasuwać komuś, kto czyta to z perspektywy Krakowa, Warszawy, Szczecina, czy zwłaszcza Poznania. Wyjaśnię więc, żeby nie było niedomówień… Obcokrajowcy pobiegli w tym biegu na takich samych warunkach jak mieszkańcy Kielc, Radomia, czy Ostrowca Św. – opłacając wpisowe zgodnie z regulaminowymi widełkami i przyjechali na miejsce na swój koszt. Nikt im też nic ekstra do pakietu startowego nie dorzucił, by czuli się w naszym kraju lepiej.
    Owszem, tu również było wiele e-maili i telefonów z prośbą o zwolnienie z wpisowego, ufundowanie specjalnej nagrody, czy zapewnienie noclegu i tak samo jak w Kielcach każdy, bez względu na narodowość otrzymał stanowczą, odmowną odpowiedź. Nikomu też z Ukraińców, nikt nie zagwarantował miejsca w biegu (mimo, że takich próśb wpływało dość sporo), tylko dlatego, że nie miał jak puścić przelewu – albo szukał w Polsce kogoś, kto mu zrobi opłatę, albo jechał na własne ryzyko, albo zwyczajnie rezygnował z przyjazdu. Każdy z nich usłyszał to samo – jeśli limit zostanie osiągnięty, to lista zostanie zamknięta i zapisów nie będzie, bez wyjątku.
    Oczywiście osobną kwestią jest bezkrytyczne wypłacanie nagród, bez sprawdzania „czystości” zwycięzców. Też za tym nie jestem, żeby nie było wątpliwości. Wielu organizatorów staje jednak przed sporym dylematem. Idealnym rozwiązaniem wydaje mi się wprowadzenie badań antydopingowych, ale jak ktoś wspomniał wyżej, nie są to tanie rzeczy… i pewnie suma sumarum musiałoby się to odbić na wysokości nagród, bo przecież budżet imprezy musi się jakoś zamknąć. Wykluczanie już na starcie ze względu na narodowość, czy choćby ograniczanie startów do obywateli UE – wydaje mi się nieetyczne, choć na pewno ostatnio modne. Temat jest ostatnio na czasie, z wiadomych powodów (napływ imigrantów a Afryki), więc pewnie biegowe społeczeństwo dzieli się podobnie jak ogół Polaków i jedni przyklasną idei nie wpuszczania na biegi obcokrajowców, a innym nie będą oni wcale przeszkadzać. I jeszcze jedno – łatwiej takie ograniczenia w swoich biegach jest stosować „zapaleńcom”, stowarzyszeniom, itp, a pewnie zdecydowanie trudniejsze byłoby to do przeskoczenia w jednostkach samorządowych, OSiRach, ale chyba nie muszę tego wątku specjalnie rozwijać, bo wiadomo o co chodzi.
    PS. Ciekawe co zwolennicy „ograniczeń” wymyślą, gdy Ukraina dołączy (jeśli w ogóle) do UE? Przecież po wstąpieniu do Unii Ukraińscy biegacze nie staną się nagle czyści.

    Post a Reply
  21. W 100% popieram autora tego artykułu. Żal patrzeć jak koksy z UKR zabierają miejsca na podium naszym ciężko pracującym chłopakom i dziewczynom. Promujmy PL i lokalsów bo to najważniejsze. UKR z całym szacunkiem niech sobie biega na UKR. Nie mam nic do innych ale UKR to w 80% koksy.

    Post a Reply
  22. Kontrole antydopingowe – jak najbardziej tak, choć nie każdego organizatora na to stać. Nagrody tylko dla obywateli – moim zdaniem kompletna pomyłka. To dyskryminacja. Już lepiej zrezygnować z nagród pieniężnych.

    Post a Reply
  23. Zgadzam się w 100% z autorem. Jestem jednak przekonany ,że zostanie posądzony o dyskryminację . Niech tylko jakiś gorliwy dziennikarz „Wyborczej” złapie temat , przywalą łatkę rasisty.
    A gdyby zrobić tak :
    1 nagroda – 300PLN
    2 – 200Pln
    3-300Pln
    Dodatkowo miejscowy sponsor,sklep sportowy ufundował nagrodę dla najlepszego Polaka , Polki , Kielczanina itp.

    Post a Reply
  24. Brawo za odwagę! Popieram!

    Post a Reply
  25. W 100 % się z tym nie zgadzam. W takim wypadku wszelkie Mistrzostwa czy Olimpiady nie mają sensu. Według Twojej filozofii to manipulujemy listą startową. Ty, ty i ty możesz biec, a ty nie bo za dobry jesteś. I ty też nie, bo masz paszport kenijski. Przecież to zabija ducha rywalizacji. Większość ludzi, ja również, startuje w zawodach (jakie by one nie były) po to, żeby się sprawdzić na tle innych i po to, żeby bić życiowe rekordy, Ale i po to, żeby wygrywać. Jeśli jednak ktoś jest szybszy to wg mnie jest tylko jedna metoda: trenować więcej, żeby być lepszym. I tylko w taki sposób można kogoś pokonać, a nie eliminować ze startu. Wskazywanie zwycięzcy przed startem mija się z celem. I to jest dopiero szkodliwe. Justyna Kowalczyk nie proponowała, żeby Marit Bjoergen wyeliminować ze startu, bo z nią przegrywała. Podobnie Adam Małysz czy Kamil Stoch. Oni po prostu wzięli się robotę. Nikt im nic za darmo nie dał. Nie słyszałem też, żeby narzekał Henryk Szost po OWM. Chciał wygrać, ale nie udało się, bo byli lepsi od niego. Czytałem z nim wywiad, Nie miał pretensji do organizatorów, że pozwolili Kenijczykom startować. Tylko równając do najlepszych jesteśmy w stanie poprawić swoje osiągnięcia. A że ktoś jest lepszy to taki jest sport.
    Tak więc nie rozumiem Twojego toku rozumowania, który jest oderwany od ducha sportu.

    Post a Reply
    • Nie wiem czy mnie dobrze zrozumiałeś, ja nikomu nie zabraniam występować. Każdy może się zapisać i każdy może pobiec. Ja piszę tutaj o nagradzaniu. Jesteśmy stowarzyszeniem, które ma w nazwie „Świętokrzyskie”, w statucie mamy zdania o wspieraniu i aktywizacji lokalnych społeczności itd, m.in. dlatego też postanowiliśmy, że nagrody pieniężne otrzymają tylko zawodnicy z polskim obywatelstwem. Jeśli się zdarzy jednak tak, że wygrają bieg obywatele innych krajów to oczywiście staną na podium, dostaną okazały puchar i kwiaty i będą ZWYCIĘZCAMI biegu. Według mnie to właśnie to jest sport i tu można zobaczyć czy ktoś startuje dla rywalizacji czy dla kasy. Jesteśmy amatorami, organizujemy zawody dla amatorów, chcemy nagradzać amatorów, a zawodnicy o których piszę są zawodowcami, biegają dla pieniędzy to jest ich główne zajęcie, mają profesjonalnych menadżerów, agencje sportowe itd. To zawodowcy. Jeśli są tak dobrzy niech biegają razem z zawodowcami i tam wygrywają.
      Nie mieszaj też Igrzysk Olimpijskich, bo to zupełnie inny temat, trochę dla mnie nie zrozumiały jednak opierający się na dokładnie takich samych zasadach jak nasz regulamin. Przypuśćmy, że jesteś obywatelem USA, zdobywasz złoty medal olimpijski, od krajowego związku otrzymujesz dożywotnią ogromną emeryturę, żyjesz w sławie i chwale. A jak jesteś obywatelem np. Konga za ten sam złoty medal, za taką samą pracę, taki sam wysiłek i za pokonanie tych samych rywali otrzymujesz dwie kozy. Czy to sprawiedliwość? No chyba nie, dlatego też nie szukaj jej na siłę. To organizator ustala zasady, bieganie nie jest obowiązkiem i jeśli ktoś ich nie akceptuje to poprostu nie startuje w danym biegu i tyle.

      Post a Reply
      • No OK. Jeśli ktoś chce organizować bieg tylko dla mieszkańców świętokrzyskiego to zakazu przecież nie ma. Trzeba to tylko zawrzeć to w regulaminie. Jest jeszcze kwestia celu takiego biegu. Chcemy żeby wygrał nasz człowiek to też OK. Ale żeby pójść krok dalej, żeby ściągnąć sponsorów, żeby zareklamować region, żeby lokalna telewizja pokazała to potrzeba lepszych zawodników. I żeby być lepszym samemu też trzeba startować z lepszymi. Ja tu już nie mówię o dopingu, bo to inna para kaloszy.
        Wiadomo, że każdy chce wygrywać i przy okazji zostać za to wynagrodzonym. Ale tak jak część tu pisze. Przecież można oddzielić amatorów od zawodowców, miejscowych od przyjezdnych i fundować osobne nagrody. A jak ktoś nie chce to masz rację: niech nie startuje.
        A co do sprawiedliwości to nie ma jej nigdzie. Jeden na Twoim stanowisku lub Twojego kolegi zarabia połowę tego w małej miejscowości niż np. w Warszawie czy Wrocławiu. Tenisiści wyciągają za jeden wygrany Wimbledon tyle, że mistrz świata w siatkówce musi zasuwać kilkadziesiąt lat. Podobnie w golfie. I czy to jest sprawiedliwe?

        Post a Reply
      • Pytanie co zrobisz gdy pojawi się polska grupa zarobkowa? Czym różni się polski półzawodowiec zgarniający nagrody na lokalnych biegach od kenijskiego czy ukraińskiego? Jak obcokrajowcy wypadną z gry to znajdą się zastępujący ich Polacy. I nie czarujmy się, że będą czyści.

        Post a Reply
  26. Zgadzam się z autorem w 100%. Dla przykładu podaję zwycięzców open Biegu po plaży w Jarosławcu: KEN, KEN, UKR, UKR,UKR,UKR,UKR,UKR, kobiety: KEN,UKR,UKR,UKR. 2014 – KEN,KEN,KEN, kobiety: UKR,KEN,KEN. 2013 – KEN,KEN,UKR,UKR, kobiety: KEN,UKR… i tak co roku. Ale za to organizatorzy piszą: MIĘDZYNARODOWY BIEG… żałosne to i smutne…

    Post a Reply
  27. Każdy organizator wprowadza swoje pomysły. Organizuję – pewno lepiej, lub gorzej oceniane – imprezy biegowe, o różnym charakterze i budżecie. Do każdej podchodzę indywidualnie. Na ostatnim półmaratonie nagrody otrzymywało po 6 osób w kat. generalnej – Polki (m-ca 1;2i6) otrzymały w sumie 8600 złotych, zawodniczki zagraniczne (miejsca 3,4,5) zainkasowały – 1000 złotych. Można, można – da się to rozwiązać na wiele innych sposobów, bez eliminowania z udziału obcokrajowców. Bieg dla polskich amatorów? A jak ich odróżniasz od zawodowców – sprawdzasz w PZLA, czy na podstawie życiówek. Bieg w Ostrowcu – bieg MOSiR-u, ale ze wsparciem zewnętrznym poza budżetem miejskim. Więc kolega piszący – myślę, że pracownik MOSiR-u, nieco naciąga z tymi obcokrajowcami, że tak wszystko kryształowo. Sama impreza jak na debiut – bardzo fajna. Dopingują się nie tylko Ukraińcy i Kenijczycy – nasi też nie są tacy kryształowi. I w Świętokrzyskim daleko pamięcią sięgać nie trzeba.Poruszony temat jest wałkowany od paru lat, wystarczy zajrzeć choćby na maratonypolskie.pl.
    Tym co nie przeszkadzają na starcie obcokrajowcy zapraszam do Radomia, szczególnie – jak zawsze od lat (piszę to zupełnie serio) biegaczy ze Świętokrzyskiego.

    Post a Reply
    • Panie Tadeuszu, chciałbym się ustosunkować, bo zostałem wywolany, ale zarzut o obcokrajowców w Ostrowcu zbyt ogólnie napisany. Proszę rozwinąć myśl. Co nie było kryształowe wg Pana?

      Post a Reply
      • Jeśli Pan Panie Jarku moje wątpliwości odebrał jako zarzut , to przepraszam. A wątpliwości? – kto ich nie ma. Mnie tam Siergiej, Benedek i pozostali nie wadzą – mam z nimi do czynienia od lat. A co jest łatwiejsze w organizacji „zapaleńcom ” , stowarzyszeniom, itp , a trudniejsze OSiR-om – nie wiem o co chodzi?
        Robimy wiele imprez wspólnie z MOSiR-em i nie dostrzegam z ich strony żadnych problemów i ograniczeń. Bardzo fajna współpraca. A Waszym ostrowieckim poczynaniom zawsze będę z życzliwością kibicował, wszak jestem wychowankiem MKS-u Ostrowia i profesora Tadeusza Kaczkowskiego „Łysego”, absolwentem TH-M.

        Post a Reply
        • Już tłumaczę Panie Tadeuszu co miałem na myśli. Być może się mylę, być może jestem przewrażliwiony… Chodzi mi o to, że stowarzyszenie może się regulaminem „ogrodzić” od obcokrajowców swobodnie, jak organizatorom pasuje. Bo kto im zabroni? Podobne zakusy OSiRów zawsze ktoś może z góry łatwiej sprowadzić na ziemię. Oczywiście różnie będzie to wyglądać w Radomiu, Ostrowcu, czy Poznaniu i Warszawie. Różnie może to też wyglądać w Radomiu za tej kadencji władz samorządowych, a inaczej w kolejnej. Resztę niech Pan sobie sam dopowie, bo nie chcę się bawić w politykę 🙂 I żeby nie było niejasności, nie sugeruję, że u nas były jakieś „naciski”, bo ich nie było 🙂

          Post a Reply
  28. DROGI szuraczu jeśli dobrze liczę (750 x 160 )chcesz mi powiedzieć, że plan organizacji ruchu na półmaraton w Kielcach kosztuje 120 000 tys. SAMA organizacja ruchu w trakcie biegu? co obejmują te koszty dokładnie?

    Post a Reply
    • Może nie tak dosłownie bym to liczył, ale chyba lekko kolega przesadza z tymi kosztami projektu organizacji ruchu i zabezpieczenia trasy.

      Post a Reply
      • Ta uwaga o tej przesadzie odnosi się oczywiście do kol.SZURACZA

        Post a Reply
  29. „Szuracz” śmieszy mnie Twoje pisanie cytuje …” Jesteśmy amatorami, organizujemy zawody dla amatorów, chcemy nagradzać amatorów.”
    Jaki amator/klub/stowarzyszenie robi bieg dla 1200 uczestników i nie wyróżnia nawet małym pucharem kat. wiekowych ?
    Puste słowa, że organizujecie zawody dla amatorów, gdy się organizuje zawody dla amatorów to nie można o nich zapominać.
    Nagradzanie tylko OPEN ni jak ma się do amatorów. Amator nigdy nie będzie pierwszy.

    Post a Reply
  30. Witam – jak to dobrze w ostatnim czasie posłuchać tak mądrych słów ! Co prawda sam nie biegam więc moja wiedza na ten temat jest znikoma ale nawet ta wystarczy żeby stwierdzić że coś jest nie tak kiedybraz po raz na najważniejszych imprezach biegowych w moim rodzinnym Wrocławiu wygrywają obywatele innych Państw…. Może to się za Państwa sprawą wkrótce zmieni – dziękuję za kawał dobrego tekstu 🙂 pozdrawiam. Marek Godlewski.

    Post a Reply
  31. nierzadko* (sorry, nie lubię ortografów na starcie; popraw, pliiis)

    Post a Reply
  32. Polskiemu bieganiu potrzeba więcej ludzi takich jak Ty! 😉

    Post a Reply
  33. Artykuł bardzo tendencyjny i przez to słaby. Brak tu rozsądnych argumentów, najlepiej powielać stereotypy, że wszyscy dobrzy sportowcy są nieuczciwi, bo jednego złapali na dopingu. Więc autor tupnie butem i basta. „Dlatego obrażę się na cały świat i nie będę fundował nagród”. Tylko że nie masz w ogóle pojęcia, na czym polega profesjonalne organizowanie biegów. Dobrzy zawodnicy podnoszą prestiż takich zawodów. Dlatego właśnie opłaca się im przejazd, hotel, startowe, a potem mają szansę na wygranie nagród (gdzie szanse wszyscy mają równe). Zapytaj swoich kolegów (albo raczej nie kolegów, idoli) ze świata wyczynowego sportu, że tak się robi. Bo tak jest skonstruowany sport. Dzięki temu media mają szansę napisać, że w twoim biegu wystąpił znany zawodnik, a sponsorzy są zadowoleni, bo prestiż imprezy jest duży (wystąpił u nas znany zawodnik, specjalnie przyjechał). A polskim biegaczom zalecał bym po prostu lepszego treningu, bo bez kontroli też mogę powiedzieć, że są na dopingu. Jaką mamy pewność? Lepiej więc się zastanów, zanim popełnisz znowu taki artykuł, bo każdy kij ma dwa końce. A ja nie zgadzam się właściwie z niczym.

    Post a Reply
    • Chłopie, jakiego biegacza-amatora interesuje prestiż biegu, który jest organizowany przez lokalną społeczność i czy jest międzynarodowy, czy gminny?
      W tym roku był bieg urodzinowy w Pilźnie na podkarpaciu, małe wpisowe, sympatyczna atmosfera, organizatorzy stali (właściwie stały 😉 ) na rynku i ciasto sprzedawali charytatywnie.
      Gdyby biegli Kenijczycy to myślisz, że ktoś by się cieszył, ze większy prestiż? Osobiście bym to miał w głębokim poważaniu, na takich biegach liczy się fajny, lokalny klimat (Podobnie np w Sokołowie Młp., czy Głogowie Młp. pod Rzeszowem) i promocja zdrowego trybu życia wśród tubylców, a nie jakiś tam prestiż…

      Post a Reply
  34. Artykuł super, argumenty przeciw dopingowiczom jak najbardziej na miejscu.
    Sam jestem fanem turystyki pieszej i amatorskiego biegania z wygranymi typu:
    dyplom, „uścisk dłoni prezesa”, a przede wszystkim ..frajdą z uprawianego sportu i coraz lepszej kondychy.

    Dobrym przykładem jest ultramaraton .. pieszy po Górach Świętokrzyskich tj. „TWARDZIEL ŚWIĘTOKRZYSKI”, gdzie w zamian za wpisowe.. brak jest nagród pieniężnych, a nagrody rzeczowe raczej niskiej wartości są losowane wśród osób, które ukończyły zawody i zmieściły się w limicie czasowym.

    Efekt.. tysiące chętnych na 160 wolnych miejsc startowcyh i z roku na rok
    coraz większy problem z zapisaniem się na imprezę. Imprezę która ma coraz większy prestiż, a przy okazji świetnie promuje turystykę pieszą oraz region i Góry Świętokrzyskie. Przy okazji POLECAM!

    Jeżeli już jednak konieczne mają być nagrody pieniężne, bez względu na narodowość to może takie rozwiązanie spróbować ..

    1) miejsce – nagroda 500 – kontrola antydpg.
    2) miejcse – nagorda 400 – kontrola anty
    3) miejsce – nagroda 300 – kontrola anty

    Na pozostałe nagrody nie trzeba kontroli, bo i kwoty już będą zupełnie niezadowalające.

    Srać na „wyczynowe” USTAWIANIE tj. uprawianie sportu!!!

    Post a Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: