Co jest fajnego w bieganiu?

Próbując odpowiedzieć na tytułowe pytanie mogę napisać, że w sumie…w samym bieganiu to chyba nic 🙂

Ale jednocześnie można napisać, że wszystko, tak wszystko jest fajne.

Jak pytają znajomi to odpowiada się oczywiście jakieś tam dyrdymały, że wagę można zgubić, że super świetnie się czuje po takim biegu, że medale z biegów, że życiówki, że walka z samym sobą, że znajomi, że wyjazdy na zawody, że zwiedzanie i takie tam pierdolety. A rzeczywistość?

Musisz wyjść w taki wtorek wieczorem, po całym dniu roboty, kiedy marzy Ci się kanapa, piwerko i ulubiony serial. Wychodzisz wieczorem – czyli wtedy gdy jest Na Wspólnej, albo rano (przed robotą) – czyli wtedy gdybyś jeszcze poleżał w ciepełku.
Zanim wyjdziesz to wciskasz się w obcisłe gatki (no bo wiadomka – w szerokich bawełnach to wstyd), wciskasz się w koszulkę opiętą (no bo ta waga to tak średnio chce spadać), zakładasz skarpy oczywiście do biegania – no bo jakżeby inaczej, buty za stów kilka i idziesz.
Szczęście jak jesteś w miarę ogarnięty, lub masz ogarnietą i troskliwą partnerkę (partnera), i uprałeś sobie ciuchy po ostatnim bieganiu – lub partnerka zlitowała się i wrzuciła do pralkowego bębna twoje śmierdziuchy. Bo jak nie masz upranego, to mimo że masz w bloku windę to zlatujesz z szóstego schodami bo śmierdzisz jak skarpeta „boa” wujka Heńka i obawiasz się spotkania z sąsiadką w windzie.

Jak już wyjdziesz to stoisz jak debil pod blokiem (wtedy jest szansa, że sąsiadka jednak cię spotka – ale gwarantuje ci, że nie zagada) i czekasz aż twój garmin czy nie daj bUk jakiś polar czy inne sónto znajdzie satelity. SATELITY KUUWA!!!
Mimo, że wczoraj obejrzałeś na Discovery, że satelit lata nad głowami mnóstwo, to akurat teraz, dzisiaj za cholere nic chyba nie przelatuje. Czekasz i czekasz. Mógłbyś się w tym czasie rozgrzewać oczywiście, ale widziałeś jak rozgrzewają się zawodnicy z elity…rozgrzewali się tak szybko jak ty w życiu nie biegłeś dlatego odpuszczasz i tak się przecież rozgrzejesz na pierwszych stu metrach. Jak tak czekasz na połączenie z kosmosem myślisz o mijającym cię odcinku Na Wspólnej i dochodzisz do wniosku, że może dlatego nie znajduje satelit bo ich nie widzi, w końcu jest ciemno. Postanawiasz to sprawdzić za kilka dni wychodząc rano – okazuje się, że to gówno prawda, a ten cały Elon Musk staje się Twoim idolem bo on chce tych satelit tam więcej wysyłać. Po jakimś czasie wpadniesz na GENIALNY pomysł, żeby zegarek, w momencie jak zakładasz na siebie te obcisłe getry, wystawić na parapet i „niech już szuka”, ale to dopiero po czasie, to skill profesjonalistów. Narazie czekasz pod blokiem…Ooo cyk – jest sygnał, jest zielony napis GPS is OK, można biec. Wcześniej nie można – ZAPAMIĘTAJ TO!

No i „lecisz”, czujesz się dobrze, pozdrawiasz sąsiadkę która dopiero teraz wraca do domu, wydaje Ci się, że wyglądasz zajebiście – masz racje, wydaje ci się, a dopiero po obejrzeniu zdjęć – a nie daj bUk filmów – z biegów masowych okazuje się, że wyglądasz jak biegnąca kupa, a w dodatku nie da się wciągać brzucha w biegu 🙁
Sam bieg, szczególnie gdy odbywa się samemu trudno spierdzielić. Jak już mijasz sąsiadkę to zwalniasz, wystrzeliwujesz z nochala kipy które bezwładnie opadają na twoją rękę, ale wycierasz spokojnie o spodnie (wtedy jeszcze pamiętasz żeby je uprać po powrocie do domu). Biegnąc patrzysz na tempo, starasz się nie zwracać uwagi na tętno, jak nikt nie widzi to spacerkiem do znaku, później pod górkę też spacerek no i tak zlatuje 30 minut, 5 km zaliczone – wracasz. Najbardziej podoba Ci się jak siądziesz w domu na kanapie i otworzysz piwerko. O! Tak to!

No i co w tym fajnego w tym bieganiu? Yyyy no właśnie… ale może Ci znajomi, medale, wyjazdy, zawody itd…? Może.

No może. Ciąg dalszy nastąpi. 🙂

Author: szuracz

Share This Post On

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.