mglisto i coraz zimniej

Aaaaale teraz jest fajnie. Pogoda jak dla mnie wymarzona do biegania szurania. Fajnie, że udaje mi się pokonywać coraz większe odległości praktycznie bez większego odczucia zmęczenia. Nogi oczywiście bolą, wieczorem i dnia następnego, ale z drugiej strony dziwne jest żeby nie bolały. Jest to w końcu wysiłek nie mały podskakiwać, poruszając się cały czas do przodu przez kilkadziesiąt minut. Podskakiwać dźwigając prawie stu kilogramowe cielsko:)

Co do samego biegania, miałem delikatny moment zastoju, delikatne problemy z motywacją, w 1,5 tygodnia tylko dwa treningi. Ale jeden przeciągnąłem w złą stronę, chciałem bez sensu szybko. Wyszło niezbyt szybko, a dodatkowo umordowałem się niemiłosiernie:) Ale to było, uczę się cały czas swojego organizmu, łapię kolejne punkty doświadczenia i każde kolejne wyjście na wieczorne szuranie uczy mnie czegoś nowego. Wczoraj np. nauczyłem się, że chyba lewe ucho mam inne niż prawe:) Co trochę pieron wypada mi z niego słuchawka:)))

Co do samego szurania, idzie nieźle w tym tygodniu. W poniedziałek ponad 8 km w fajnym, równym, choć oczywiście wolnym tempie. Wczoraj zaplanowana i wykonana w 100% dyszka. Też wytrzymana od początku do końca w równym tempie, bez zrywów. Jeden dołek tylko w okolicach 7 km mega kolka/ucisk w „prawym płucu”. Postój 20 sekundowy załatwił sprawę, kilka głębszych oddechów i w dalszą drogę można było pocisnąć. Ogromnie podoba mi się teraz pogoda, lepszej chyba być nie może. W poniedziałek w Kielcach około 3-4 stopni, bardzo wilgotno, wczoraj 2 stopnie poniżej zera, mega mgła. Ogólnie nie wiem w sumie czemu – ale bardzo mi taka aura odpowiada. Biegam zazwyczaj koło 21.00 – 22.00 wieczorami.

Podsumowując wywód mój:) – cieszę się, że widzę postępy. Pamiętam moje pierwsze kilometry, gdzie po jednym czy dwóch tysiącach metrów prawie traciłem życie i nie było najmniejszej możliwości aby zrobić większą odległość. Teraz mam wrażenie, że biegnąc szurając swoim tempem (mega wolnym) mogę biec i biec. A czasami tak w okolicach zazwyczaj 80% zaplanowanej trasy dopadają mnie tylko mega pozytywne myśli i wrażenie „nieśmiertelności” wzrasta jeszcze bardziej. Dziwne i nie wytłumaczalne dla mnie to uczucie:)

W planach tego tygodniowych, szuranie w piątek wieczorkiem – na pewno nie 10km, trochę krócej bo kilka godzin później wyjazd do Białegostoku. Tam może zwiedzę szuraniowo miasta wieczorem, a jeśli nie to w niedzielę rano to zrobię:)

Zacząłem chodzić też na basen – mało, bo tylko raz w tygodniu, ale i tak wygospodarowanie dwóch godzin w czasie popołudniowym tylko dla mnie to wielki sukces… Także w czwartki moczę kuper i staram się wrócić do swoich dawnych możliwości pływaniowych, które nie skromnie mówiąc były nie małe:)

W głowie cały czas mój drugi w tym roku bieg – Bieg Mikołajkowy w Warszawie 2 grudnia:)

trochę cyferek z ostatniego czasu:

8.11.2012 – 6,13KM – 37:55

12.11.2012 – 8,4 KM – 52:08

14.11.2012 – 10,36 KM – 1:03:23

tutaj endo w wczoraj –

a tutaj zbiorczo:

run-log.com

Author: szuracz

Share This Post On

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: