Bieganie jest muzyką, a ja jestem nałogowcem!

moje_wisla_krakowKiedyś, gdzieś pisałem o tym, że w bieganiu oprócz samego biegania, ruchu, gubienia kalorii, i takich tam pierdółek kręci mnie jeszcze coś. Coś w moim życiu bardzo ważnego. W bieganiu kręci mnie muzyka. Dla młodszych „czytaczy” wyjaśniam, „kręci mnie” znaczy to samo co „jara mnie to”!

Jara mnie to, że dzięki nowym (dla mnie) technologiom jestem w stanie odkrywać na nowo to co tak bardzo kocham. Dobrze brzmiące, fajne nutki, poskładane w jedną całość podane czasami w mocno zaskakującej kolejności powodują wzmocnienie popularnej euforii biegacza. Czemu tak jest? Nie mam pojęcia, ale to naprawdę działa. Nie wiem też, czy u wszystkich tak jest, ale u mnie objawia się to w ogromnie wzmożony sposób, często powodujący ciarki na całym ciele…

Od kilkunastu miesięcy podczas mojego szurania korzystam z aplikacji Spotify, aplikacja dostępna na smartfony jest czymś w czym zakochałem się bez pamięci. Opcja darmowa dostępna jest na zwykłe komputery, aby używać jej mobilnie trzeba zostawić miesięcznie 19,90 zł. Gwarantuje, że WARTO! Po pierwsze jest to jak najbardziej legalna forma słuchania muzyki, w aplikacji najnowsze płyty często są już do odsłuchania w dniu premiery, wszystkie utwory są w całości, w najlepszej jakości, posortowane, poukładane albumami, lub według popularności, według wykonawców lub według każdego innego klucza wymyślonego przez użytkownika. Po drugie, trzecie i ostatnie gwarantuje niesamowite doznania!:)

Ktoś, kiedyś w firmie zajmującej się tym oprogramowaniem wymyślił funkcję RADIO. Jak to działa? Zasada z założenia jest bardzo prosta. Wybieramy utwór, lub wykonawce, którego twórczość uwielbiamy, klikamy „włącz radio” i przenosimy się w tajemniczy świat znakomitej muzyki, ułożonej tak, że skoro wskazany przez nas utwór nam się podobał, to gwarantuje, żę 90% następnych utworów także będzie wyjątkowa, a „perełki” znajdujemy wyjątkowo często! I ta właśnie funkcja jest moim zdaniem nie do zastąpienia przez żadne własnoręcznie stworzone playlisty, empetrójki, zwykłe radia itd. Tak jestem trochę zwariowany na punkcie muzyki, może nawet bardziej niż trochę. Prawie całe moje zawodowe życie spędziłem przed mikrofonem, ze słuchawkami na uszach, przez jakiś czas też odpowiadałem za układanie muzyki w pewnej stacji radiowej. To musi zostawiać ślad, a że praca ta bawiła mnie niemiłosiernie ślad ten jest z tych jak najbardziej pozytywnych. No i tak właśnie pokonuje kolejne metry, często nawet kilometry. Co mnie zaskakuje…zaskakują mnie utwory dobrze mi znane (nie lubię nowości raczej), dobrze znane, ale dawno nie słyszane, albo takie, których aktualnie w żaden sposób się nie spodziewam. Jakie utwory powodują u mnie ciary i co ostatnio te ciary wielkie powodowało? Ano jest kilka takich „kawałków”, ogólnie „moja muzyka” to taka w której powinna być gitara, dobrze jakby była w miarę nie przetworzona, naturalna, dobrze – choć to nie konieczne, ale wskazane, aby wokalistą był facet, ciężkie granie jest wskazane, choć delikatnie i bez prądu też uwielbiam! 🙂 A jeszcze jak będzie to wersja koncertowa z dobrze słyszalną publiką to już odlot totalny! Ogólnie, to co dobre – miejsce u mnie znajdzie zawsze. Wyobraźcie sobie zatem trudne, nudne, zimne, deszczowe, wieczorowe szuranie. Ciężko idzie, aż tu nagle wśród Pantery, Slayera, starej Metalliki pojawia się to…

Innym razem piękne, słoneczne popołudnie, biegnie się cudownie, noga podaje elegancko, uśmiech nie schodzi z twarzy, a tu pojawia się coś, co kompletnie odcina wszystkie zmysły…

Długie wybieganie z R.E.Mem w uszach? Lubie to!

szuraliście po księżycu? Ja nie raz! Cudo!!!

Ostatnio zapuszczam się też w klimaty bardzo mi bliskie kilka(naście) lat temu. Odkryłem na nową znakomitą Enyę i Clannad. Na wieczorne/nocne szuranie – miazga! 🙂

Mógłbym tak wymieniać goooodzinami! Jak widzicie, w moim przypadku akurat totalnie nie ma różnicy czy to szybki, czy wolny utwór. Czy energicznie gitarowe granie, czy smutny „robinhoodowy” kawałek. Liczy się to co w słuchawkach podają nutki. Kocham muzykę, kocham bieganie z muzyką i przyznaję się bez bicia…gdyby nie muzyka, ciężko by mnie było zmusić do biegania!

PS. pamiętajcie oczywiście, że jak mówi wielu, bieganie z muzyką nie jest zbyt mądre, można wpaść pod samochód, nie słychać innych zbliżających się „przeszkód”, podobno łatwiej o kontuzję, bo nasze zmysły się wyłączają i ogólnie mamy zwolnione reakcje. Co więcej, wyczytałem gdzieś wypowiedź jakiejś mądrej osoby, że od biegania z muzyką można się uzależnić, i że zalecane jest co trzeci trening bieganie bez słuchawek…. Ale w czym przeszkadza takie uzależnienie, nie wiem? Jestem nałogowcem i dobrze mi z tym! Spróbujcie i Wy!

Author: szuracz

Share This Post On

5 komentarzy

  1. Bieganie bez muzyki to dla mnie straszna trauma. Noga nie idzie, nudno jakoś. Za to z muzyką? Można biec i biec. (no chyba, że to ‚nie mój dzień’). Muzyka potrafi dodać skrzydeł, nabija rytm 🙂
    A jeśli chodzi o fajne aplikacje – polecam Endomondo 🙂

    Post a Reply
  2. cholera, ekstra ta aplikacja, kawałek Iron Maiden jest dobry.
    sam gdy biegam, puszczam rożną muzę, ale z odtwarzania iPoda, znasz Saafi Brothers?

    Post a Reply
  3. Świetny artykuł! Mam to samo,ja dopiero zaczynam moją biegową przygodę i myślę,że bez muzyki byłoby mi bardzo ciężko! Fajnie,że inni czują tak samo!

    Post a Reply
  4. Jestem niebiegający (jeszcze?), ale wyobrażam sobie tą ostatnią prostą i euforię połączoną ze zmęczeniem przy dźwiękach Clannad – na przykład ich soundrtracku do serialu „Robin Of Sherwood” – to musi być genialne 🙂

    Post a Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: