Niepodległościowo i świątecznie

bieg_niepodleglosci001Okolice 11 listopada to takie dni w których Polska jak długa i szeroka biega, szura, kijkuje – lub też pali tęczę i wali kamsztorami w białe kaski. To ostatnie totalnie mnie nie kręci, dlatego też wspólnie z wieloma znajomymi postanowiliśmy spędzić Święto Niepodległości w bardziej pokojowy sposób. Okazje były dwie, po pierwsze Bieg Niepodległości w Kielcach, a druga taka sama, z tym że w Warszawie. Na ten drugi gotowi byliśmy już dawno, zapisy trwały kilka godzin, szuranie.pl dopisało się po dwóch minutach od uruchomienia zapisów, a i tak już byliśmy koło miejsca nr 500…:). Ale po kolei.

Kielce

Impreza biegowa zaplanowana została na niedzielę, 10 listopada – i tu odrazu ukłon w stronę organizatorów, że wiedząc (tak mi się wydaje), że 11 jest duża impreza w Warszawie, nie starali się z nią konkurować. Dzięki takiej decyzji na starcie pojawiło się bardzo wielu kieleckich szuraczy/biegaczy skupionych wokół Biegam Bo Muszę i szurania.pl. Atmosfera bardzo luźna, towarzyska, śmiechy, żarty i niewiele ponad trzy kilometrowa trasa. Tutaj mam jedyny zarzut do organizatorów, dlaczego nie dłużej? Nie mówię, o 10km, bo to dla niektórych może być już wyzwanie, ale przynajmniej 5 km było by elegancko. Tym bardziej, że jest gdzie taką trasę poprowadzić w centrum. Ale nie marudzimy. Było fajnie.

bieg_niepodleglosci043

szuraniowa mocna ekipa 🙂
od lewej: Piotrek zwany czasami Bamboshem, kucający Paweł z flagą, Mariusz debiutant – BRAWO!, Marta zwana Borsukiem – żona Mariusza, Paweł zwany Sushim, Karolina – żona moja własna, Kamila – żona Pawła (Sushiego)własna, Pan Eugeniusz – własny tata Sushiego i najgrubszy w stawce piszący te słowa – ja.

Start na głównej alejce w parku, początek mocno z górki, Plantami na Rynek, do pomnika Henryka Sienkiewicza, placem Wolności przez świeżo wyremontowaną ul. Mickiewicza (baaardzo ładnie), pod Katedrę, obok Pałacu Biskupów do mety. Trasa króciutka, ale ładna i ciekawa. Łatwa i nie wymagająca, delikatnie pod górkę na Sienkiewicza, ale na tyle, że ciężko było odczuć, że tam w ogóle jest podbieg. W sumie troszkę więcej niż 3 km. Całość wyglądała o tak:

Jako, że to bieg totalnie zabawowy, tak przynajmniej my do niego podchodziliśmy, tak też wszystko zostało potraktowane. Tempo raczej wolniutkie (dwa pierwsze km 5:24). Namawiając do debiutu mojego przyjaciela Mariusza (Marianka) obiecywałem, że pobiegniemy wszyscy razem, że będzie fajnie, ochy i achy wymyślałem, żeby tylko go namówić. Udało się namówiony został, na starcie stawił się z Martą i trzeba było dotrzymać słowa – pobiec razem. Chwilę nawet tak się stało, poczekałem – ale Marianek to rozsądna chłopaczyna, zwolnił mnie z uprzęży i nareszcie poleciałem swoim tempem. Nareszcie, bo przez ostatnie 5 tygodni trenuje z prędkością 6:38/km, zaleconą w planie treningowym na maraton i szczerze mam już dosyć takiego klepania. Nie to, że jestem sprinterem i mam muchy w nosie na tempo, które jeszcze rok temu było moim normalnym temp, absolutnie. Ale czasami fajnie jest poszurać szybciej niż na co dzień. Była możliwość, zacząłem gonić resztę. Widać było, że osoby, których zwykle oglądam plecy, potraktowały ten bieg też mocno zabawowo. Wspólne skoki przez kałuże na Piotrkowskiej, głośne prośby o doping (Marcin P.:) )  i ogólna zabawa. Wszystko to spowodowało, że 16 minut minęło momentalnie. Meta, medal (tu zaskoczenie, bo się nie spodziewałem) i koniec. Z naszej grupy doszurałem ostatni, nooo sekundę po mnie na mecie stawili się też Marta z Mariuszem. Dla tego drugiego był to szuraniowy debiut, którego gratuluję i liczę na więcej!

Marta i Mariusz na mecie

Marta i Mariusz na mecie

Podsumowując bardzo udana impreza biegowa w Kielcach. Miło, wesoło, faaajna pogoda, darmowo! i sporo ludzi (około 300 osób). Kilka rzeczy do poprawy (TRASA!) i w przyszłym roku będzie jeszcze lepiej!

bieg_niepodleglosci012

a to nasza wielka grupa biegaczy, szuraczy. Tych co Biegają Bo Muszą, tych co Biegają Bo Kazali i tych co szurają:)

Moje dzieciaki powędrowały do babci, bo następnego dnia czekał nas największy w Polsce Bieg Niepodległości. 12 tysięcy ludzi na starcie.

Warszawa

Z Kielc wyjechaliśmy o 5:15. Żona własna i Piotrek (Bambosh) zapakowani, śpiący i żądni wrażeń. Trasa mija szybko, ilość „ziewań” niezliczona:) Parkujemy tam gdzie proponuje organizator, w Arcadii. Jesteśmy jednymi z pierwszych, za kilka godzin okaże się, że jesteśmy jednymi z kilku tysięcy. Teraz czekała nas wycieczka na ul. Dziką (nie wiem, czy dziką od dzika, czy dziką w sensie wild?) do Biura Zawodów. Tam szybko i bezproblemowo. Brak „mojego” rozmiaru koszulki, pomijam. Kwestia przyzwyczajenia:) Wybrałem białą, choć i tak w niej nie pobiegłem. Na dzisiaj dla mnie obowiązująca była tylko jedna – „Biegnę, żeby Bartek mógł biegać”. Też biała.

Jako, że czasu było jeszcze mnóstwo, spędziliśmy kilkadziesiąt minut w McD. Kawka, tościk z jajem, ciepło i ubikacja na miejscu – raj:) Następnie do auta, przebranie, numerek (do przypięcia oczywiście) i w drogę na start. Udało się spotkać kilka osób z Kielc, jednak całego wesołego autobusu jednak nie dopatrzyliśmy. Pierwszy raz wzięliśmy też aktywnie udział w rozgrzewce, umordowaliśmy się przeokrutnie:) ale było fajnie. Będziemy korzystali.

Start został zaplanowany z podziałem na strefy. My jako najwolniejsi według organizatorów szuracze (oprócz Piotrka oczywiście) zakwalifikowaliśmy się do IV strefy. Stanęliśmy zgodnie z założeniami przy tabliczce „Biegnę na 55 minut”.

bieg_niepodleglosci028

Mając złe wspomnienia z Biegu Powstania Warszawskiego, ale z drugiej strony licząc na rozsądek biegaczy miałem nadzieję, że unikniemy korkowania się tuż po starcie. Slalomów, wymijania, biegania chodnikiem, zwalniania itd. Nie uniknęliśmy niestety, ale o tym za chwilę. Mazurek Dąbrowskiego na kilka tysięcy gardeł, to zawsze brzmi pięknie, odliczanie i poooooszli. Dosłownie poszli. Do startu trzeba było dojść jeszcze kilkanaście metrów. Zanim na Garminie wcisnąłem START na mecie byli już pierwsi „wózkarze”:) To jest tempo! W końcu przechodzimy przez matę, mijamy żołnierzy, mnóstwo kibiców i staram się biec. Po około 1000 metrów natykam się na pierwszych „piechurów”, do trzeciego kilometra jest ich sporo. Nierozwaga ludzi i brak myślenia (nagłe zmiany kierunków, nagłe zwalnianie na środku itd) powoduje, że pierwsze dwa-trzy kilometry pokonuje mooocnym slalomem, starając się utrzymać tempo, ale też nie zrobić nikomu krzywdy, oraz nie sprawić trudności. Zły jestem po raz kolejny na ludzi, którzy staja w strefie, w „nie swoim czasie”. Przecież, chyba każdy potrafi oszacować, czy jest przygotowany na 55 minut czy raczej będzie musiał za chwilę iść. Nie neguje „piechurów” absolutnie! bieganie jest dla każdego, ale przecież IV strefa miała chyba z kilometr długości. Po co takie osoby stają na początku? Nie rozumiem niestety takiego zachowania, tym bardziej przecież, że liczy się czas netto! No ale trudno. Tak było zawsze i chyba ludzie się nie nauczą. Tuż przed startem zastanawiałem się jak będzie tym razem, obok mnie stała przesympatyczna grupka w której „brylowali” starsi panowie.

bieg_niepodleglosci030

Jako, że nie oceniam nigdy po wyglądzie, wieku itd – bo przy bieganiu to bardzo złudne, ale już wtedy myślałem – jak im będzie szło? No i szło właśnie. Pięknie blokowali kilka metrów szerokości. Dlaczego nie stanęli dalej? Nie mam pojęcia… No ale kończąc temat utrudnień, biegło się super. Pogoda idealna, atmosfera idealna, trasa IDEALNA. Pierwszy raz biegłem tą trasą, słyszałem, że jest „życiówkowopędna”, ale że aż tak? Miałem wrażenie, że jest cały czas z górki, jeden delikatny podbieg pod wiadukt, którego jako człowiek z gór:) nawet nie poczułem był śmiesznie prosty. Leciałem jak na mnie szybciutko. Każdy kolejny kilometr był szybszy od poprzedniego (oprócz 7). Nie zauważyłem wodopoju (ale też nie szukałem), był chyba na 5km? Nawrotka i prościutko do mety. Nogi niosły bardzo fajnie, biegło się luźno i bezstresowo. Przed imprezą nie myślałem o biciu życiówek, ale po nawrotce (miałem tam 26 minut z małym haczkiem) pomyślałem, że może warto powalczyć. No i powalczyłem:) Druga połówka (25:09)była sporo szybsza niż pierwsza, finish już na wariata:) Ostatni kilometr 4:46 co jak na 94 kilowego facecika 🙂 jest chyba niezłym rezultatem.

Ostatecznie oficjalny wynik to 51:52, prawie dwie minuty lepiej od dotychczasowego rekordu. Zaczynam powoli myśleć o tym, że uda się kiedyś ciachnąć „czwórkę” z przodu. Brakło mi 118 sekund, to jest niecałe 12 sekund na kilometr… Za rok w BN to zrobię! A może i gdzieś wcześniej:)

Podsumowując. Super impreza, jak na tak wielką ilość uczestników organizatorzy spisali się na złoty medal! Świetny pomysł z Arcadią, parking ogromny, a w środku można się było zagrzać, skorzystać z ubikacji, przebieralni itd. Szkoda tylko, że właściciele kawiarenek, restauracji w Arcadii nie przewidzieli tematu, mieliby ogromne utargi. Może za rok?

bieg_niepodleglosci041

już na mecie. Żonka także z rekordem życiowym! 55:33

bieg_niepodleglosci021

takie dostaliśmy medale

bieg_niepodleglosci001

oto weekendowe zdobycze

a tak wyglądała trasa i moje szuranie:

Author: szuracz

Share This Post On

7 komentarzy

  1. nie za wysokie to tętno, Panie kolego?

    Post a Reply
  2. ja już tam mam. Maksymalne około 205:) Daję radę…

    Post a Reply
  3. Ładny wynik. Aż strach pomyśleć jaką zrobisz demolkę jak Ci spadnie kilka kilogramów.
    Ja biegłem z 3 strefy i dosłownie byłem zszokowany, że nie ma tłoku. Jeżeli były różnice w tempie to kilkusekundowe. I nawet gdy zwalniałem na parę sekund, by poczekać na dogodny moment na wbicie się w wolną przestrzeń, (kiedyś była taka gra o żabie przechodzącej przez ulicę) to nie sądzę, by miało to znaczny wpływ na końcowy wynik.

    Z tętnem mamy podobnie. U mnie maks to 206. Co ciekawe dzień wcześniej pobiegłem zawody na 5km – spokojne tempo – 202 BPM. W BN, bieg z podbiegami i końcówką na maksa a tętno tylko 198bpm.

    Ach te podbiegi, zazdroszczę Ci terenów do biegania. Zgadzam się, że te wiadukty nie były forsujące, ale na pewno nie tak by nie zauważyć jednego z nich 😉

    Post a Reply
  4. Kurcze, no muszę coś z tą wagą zrobić:)
    Ehhh, 51 minut:) Pamiętam Kapolo jak się „jaraliśmy” na blogu bieganie jakiś rok temu, że biegamy około niewiele ponad godzinę na 10km… Jakby mi wtedy ktoś powiedział, że będziemy robić to 10 minut szybciej to uznałbym, że zwariował:)
    Tętno zależy od wielu czynników, wypoczynek, temperatura, stres itd. Ja czasami przy wiązaniu butów mam 145, a przed pierwszym półmaratonem na starcie miałem 150:) a stałem:)))
    teraz lajcik, na starcie 75-80, pozniej wysoko, ale też nie cisnąłem na maksa, miałem zapasy. Ostatni km też jeszcze z zapasem, bo nie było jak wyprzedzać, ludzi milioooony:)
    Szkoda, ze sie nie zdzwoniliśmy na starcie, na pamiątkową fotę. Następnym razem!

    Post a Reply
  5. a a a, takie podbiegi to nie podbiegi:)
    Mieszkam na osiedlu o nazwie Słoneczne Wzgórze. Wzgórze – rozumiesz:))) Od jednej strony jest taka ulica jak w SanFrancisco prawie 🙂 w miejscu się mieli nogami. Porobie kiedyś foty to Ci pokaże

    Post a Reply
  6. Właśnie dlatego Ci zazdroszczę terenów do biegania. W mojej okolicy takie wiadukty, jak na BN to skarby.
    Tak pamiętam te czasy i treningową rywalizację na 5km.

    Post a Reply
  7. W Warszawie startowałem z trzeciej strefy i walki na łokcie nie było. W ogóle miałem wrażenie, że to pierwsza warszawska impreza biegowa bez walki na pierwszych kilometrach.

    Post a Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: