sieBIEGAŁO…

Trzy lata temu gdy wyszedłem po raz pierwszy w dorosłym życiu przeszurać kilkaset metrów nie byłem świadomy tego, że to początek czegoś fantastycznego. Bieganie jak bieganie, buty, koszulka, jakieś portki i w drogę. Nie myślałem wtedy, że dzięki temu można kogoś poznać, można w coś się zaangażować czy też, że dzięki temu można sprawić komuś innemu trochę frajdy. Te kilka lat upłynęły jednak na odkrywaniu kolejnych możliwości, kolejnych znajomości, często przyjaźni i większych bądź mniejszych przygód często sprawiających komuś innemu radość. O zapoczątkowanej przez Damiana akcji Biegnę, żeby Bartek mógł biegać pewnie wszyscy już wiedzą, o innych mniejszych pewnie część słyszała, a o tej ostatniej w której miałem ogromną przyjemność brać udział mówią absolutnie wszyscy.

Ponad rok temu fantastyczna grupa ludzi, jednogłośnie zdecydowała, że trzeba coś w naszym pięknym mieście zrobić fajnego. I nie może to być jakaś popierdółka tylko duży bieg, może nie maraton, ale połóweczka czemu nie. To był kwiecień, było dużo rozmów, wstępne plany, terminy, bardzo dużo pomysłów. Wtedy jeszcze wydawało nam się to takie proste. Narysujemy mapę, zaniesiemy do odpowiednich urzędów, oni się zgodzą, albo ewentualnie wprowadzą jakieś poprawki, my zrobimy zapisy i siePobiegnie. Proste prawda? Rzeczywistość mocno te plany zweryfikowała, okazuje się, że tak biegów się nie organizuje, że trzeba zaangażować w to niesamowitą ilość osób i przede wszystkim potrzeba czasu. Czas był największym problem, bo w całej sieBiegowej ekipie ludzi mamy fantastycznych, jednak wszyscy pracują, większość ma rodziny, dzieci, czasu dla tych ostatnich szczególnie mocno brakuje, a gdzie tu ukraść z doby jeszcze kilka godzin na potrzeby organizacji półmaratonu. Okazało się jednak, że jak jest wspólna pasja, znakomite relacje i wspólny cel to każdy te kilka minut bądź kilka godzin znajdzie. Tak też sieDziało.

Trasa, po pierwsze trasa. Tysiąc pomysłów, start na Rynku? Może na stadionie lekkoatletycznym? Może gdzieś tam jeszcze. A meta? Rynek? Sienkiewicza? Super by było jakby to był stadion Korony, ale przecież się pewnie nie da, bo murawa, bo mecze, bo dużo kosztuje wynajem itd. Nie ma jednak rzeczy niemożliwych! Fantastyczna reakcja kierownictwa stadionu Korony na nasz pomysł i można. Wszystko można, pod warunkiem dostosowania się do zasad narzuconych przez zarządcę obiektu. Jasne – zrobimy TO!

Pierwsze spotkania w Miejskim Zarządzie Dróg, z Policją i z innymi służbami łatwe nie były. Dano nam do zrozumienia, że to mega wyzwanie, ogromne utrudnienia i mnóstwo pracy przed wszystkimi, ale przede wszystkim przed nami. Tego nie byliśmy świadomi, a przynajmniej nie w tym stopniu. Z drugiej jednak strony podobało nam się podejście do tego pomysłu. Nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale też nikt, absolutnie nikt nie dawał nam do zrozumienia, że tego nie będzie dało się zrobić. Da się, wszystko się da! No i robiliśmy, Mateusz każde ze skrzyżowań ma w małym palcu, powierzchnia wyprodukowanych przez niego map, oznaczeń, skrzyżowań pewnie przykryła by piłkarskie boisko. Ale dzielnie dzień w dzień nanosił poprawki dążąc do celu, nazwaliśmy go MAPeuszem. Chyba nawet przestał się tym przejmować tylko jak w transie gadał cały czas o tym samym, znaki, znaki, skrzyżowania, objazdy, znaki. Mamy mało znaków!

11051908_334491340095279_3057438445462752972_n

To był problem, znaki. Nie pomyśleliśmy o tym wcześniej, że do zabezpieczenia tak wielkiej imprezy potrzeba kilkaset znaków drogowych ustawionych na czas biegu. Nie mieliśmy tyle, mimo ogromnej pomocy absolutnie wszystkich firm z Kielc, które takimi znakami dysponowały nadal nam ich brakowało. W Kielcach aktualnie odbywa się ileś tam remontów dróg, przystanków i większość znaków wykorzystana jest do oznaczenia tychże budów. Problem, bardzo duży problem. Rozwiązany jednak przez naszego głównego sponsora firmę TRAKT S.A.  Nie wiem skąd, nie wiem jak ale kilkadziesiąt znaków się znalazło. Żyjemy!

Prezydent wyznacza datę wyborów prezydenckich na 10 maja…Cholera. Policja ma obawy. Wydział zarządzania kryzysowego ma obawy. My sami mamy obawy, czy ta informacja nie spowoduje braku zgody na ten bieg. Kolejne spotkania, debaty, negocjacje. Wszyscy jednogłośnie – zrobimy to, będzie mega trudno, ale damy radę!

Do biegu coraz bliżej, robimy zapisy. Jaki limit uczestników? Eee, pierwszy raz to pewnie 400-500 maksymalnie. Jak będzie 500 to będzie super, ale nie będzie na bank. Na super połówkę do Radomia przyjeżdża nie wiele więcej, a my…pierwszy raz. Nie będzie 500! Ustawiamy 500, ruszają zapisy. W jednym z wywiadów mówię o 400 osobach na starcie, że to będzie nasz sukces (całość TUTAJ). Ktoś tam w komentarzach się piekli, że jak to zapisy, jak nie ma trasy, pokażcie medal, pokażcie pakiet startowy! My spokojnie swoje, jesteśmy jakoś dziwnie pewni, że pakiet będzie sięPodobał. Rozmawiamy z kolejnymi sponsorami, partnerami, tu łatwiej, tam trudniej, ale wszystko do przodu. Odbiory pakietów w Galerii Korona? Super! Przy okazji zakupów biegacze odbiorą pakiety, nie będą musieli specjalnie jechać na stadion. Budżet się dopina, wszystko idzie w dobrym kierunku, a Mateusz nadal rysuje mapy…

11002502_330988077112272_702127156257687459_n

ul. Krakowska sięgała od balkonu do łazienki:)

Koszulka ma być wyjątkowa, nie może być tak zwyczajna jak na 99% procent biegów, biała z napisami. Absolutnie! Szukamy czegoś innego, kombinacji wiele, Paweł robi projekt. Jest super, podoba nam się, ale kto to wyprodukuje. Nie da się zwyczajnymi metodami. W końcu decyzja – koszulkę szyjemy od początku do końca. Łatwo i tanio nie będzie, ale będzie wyjątkowa. Robimy! A Mateusz nadal rysuje mapy…

Medal, też ma być inny. Nie okrągły, nie szary. Ma być żywo i kolorowo, przeglądamy setki propozycji z różnych wytwórni. Oglądamy fabryki w Chinach i za oceanem. Wybieramy w końcu naszych producentów. Będzie ładny!

W lutym, czyli miesiąc po uruchomieniu zapisów pęka limit 500 uczestników. Musimy decydować, przeglądamy papiery, szukamy kasy i decyzja. 800 osób. Pokazujemy trasę na facebooku. Dostajemy kilkanaście krytycznych komentarzy, że trudna, że dużo zakrętów, że za długa prosta na Krakowskiej, że nie na życiówki, że pod górkę, że z górki, że po kostce, że nie po kostce. Ogólnie, że trasa słaba. Wprowadza to w nasze głowy małe zamieszanie. Chcieliśmy trasy, która będzie pokazywała to co w Kielcach mamy najpiękniejsze, mamy cudowny Pałac Biskupów, świetną bramę w Centrum Designu, piękny Rynek, ul. Sienkiewicza, a kilometry gdzieś trzeba zrobić, stąd ta Krakowska, z której też fajnie widać Karczówkę. Wydawało nam się, że to optymalna trasa, ale cóż, wszystkim nie dogodzimy. Przyjmujemy krytykę na klatę i robimy swoje. Mateusz rysuje mapy…

Wycofuje się jeden główny sponsor z którym już „wszystko ustalone”, trochę paniki, pojawiają się pytania o to czy damy radę, czy nie zrezygnować póki jest jeszcze wcześnie. Ryzykujemy, podwijamy rękawy i szukamy pomocy. Jest nieźle, trudno ale z górki. Damy radę!

Pojawiają się kolejni partnerzy, zależy nam na dużych markach, coraz bardziej chcemy, żeby ten bieg wyglądał profesjonalnie. Na tyle profesjonalnie na ile możemy to zrobić. Podpisujemy umowy z wielkimi markami Cersanit, Opoczno i CocaCola reprezentująca marki Kropla Beskidu i Powerade, do współpracy zapraszamy Martes Sport, po długich negocjacjach zostajemy partnerami. Załatwiamy dużo mniejszych, ale także ogromnie ważnych partnerów, bo bieg wymaga bardzo dużego zaplecza w wielu branżach. Miesiąc przed biegiem pokazujemy na facebooku koszulkę. Zamawiamy plecaki do pakietów startowych. Uruchamiamy darmowe zajęcia przygotowujące do przebiegnięcia półmaratonu w Pure Jatomi Fitness.

10955077_796780550358563_800834910_n_HDR

 

Koszulka wyszła idealnie, mamy próbki, wygląda świetnie. Biegaczom pokazujemy tylko grafikę, a mimo wszystko przyjęta jest ciepło. Pojawiają się pierwsze pochwały i pozytywne komentarze. To cieszy. Mateusz cały czas poprawia mapy…

Rozpoczynamy rekrutację dla wolontariuszy, po wielu rozmowach, po wnikliwej analizie map i planów dochodzimy do wniosku, że wolontariuszy będziemy potrzebowali ponad 200. To ogromna liczba, jednak na nasze apele na facebooku odpowiada bardzo dużo osób, kilka spotkań odbywa się przy wypełnionej prawie po brzegi sali konferencyjnej. Spisujemy umowy i ubezpieczamy wszystkich wolontariuszy. Tak „w razie czego”.

Zakładamy sobie, że jedną z najważniejszych rzeczy jest bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo wolontariuszy, organizatorów oraz przede wszystkim biegaczy. Odbywamy kilka spotkań i już wiemy, że mimo, iż przepisy w ogóle tego na nas nie nakładają to bieg będzie obsługiwało 6 karetek pogotowia, dwa patrole rowerowe, a na mecie będzie punkt medyczny wraz z salą reanimacyjną i lekarzem. Tu ogromne podziękowania dla Rafała Maziejuka i całej Grupy Ratownictwa PCK oraz dla firmy Supramed. W temacie medycznym wypełniamy normę ponad 800%, lepiej dmuchać na zimne. Miesiąc przed startem kończą się miejsca na liście startowej. Decydujemy się oddać biegaczom swoje 50 miejsc. Tak naprawdę jest to 50 pakietów, plecaków, koszulek, które miały być dla nas. Na pamiątkę po biegu. Trudno, obejdzie się. Limit 850 miejsc kończy się trzy tygodnie przed imprezą! 850 osób! Wszyscy opłaceni! Jeszcze w lutym marzyliśmy o 500… Szok.

Dwa tygodnie przed imprezą telefon robi się czerwony, ilość zapytań o wolne miejsca można liczyć w dziesiątkach dziennie. Skutecznie wszystkim odmawiamy. Nie możemy nic zrobić. Plecaki wyprodukowane, koszulki się szyją, medale się robią. Nie możemy zwiększyć limitu. Sorry. Znajomy, nie znajomy, każdy dostaje taką samą odpowiedź. Przepraszam, ale nie. I tu dzieją się świetne rzeczy, jeden ze znajomych, który przysnął i nie opłacił wpisowego bez mrugnięcia okiem powiedział – ” ok, trudno, zagapiłem się. W takim razie jak mogę pomóc? Mogę być wolontariuszem?”. I był, był koordynatorem jednego z odcinków na trasie. Zachowanie MEGA! Podobnych osób było zresztą sporo. Już podczas pakowania pakietów pojawiło się sporo biegowych przyjaciół na codzień nie związanych z sieBIEGA formalnie. Gdy ich wszystkich zobaczyłem przy pracy, aż zrobiło się ciepło na serduchu. Nikt ich nie namawiał, nikt nie ciągnął na siłę…

pak4

pak2

Tydzień do imprezy to już szaleństwo. Mateusz kończy poprawiać mapy, drukujemy je po nocach w jednej z kieleckich drukarni. Ustalamy ostateczny plan działania. Kilkunastu koordynatorów na trasie, każdy ma ze sobą duże grono wolontariuszy, inne grupy w tym fantastyczne dzieciaki z Domu Dziecka przy ul. Sandomierskiej, które odwiedzamy kilka tygodni przed biegiem, obsługują jeden z punktów z wodą, piłkarki ręczne z Korona Handball kolejny, są młodzi piłkarze Korony, są wreszcie niezawodni harcerze. Zaczynamy być spokojni, że to kurcze może się udać. Zaczynamy to ogarniać i wszystko zaczyna ładnie się składać. Są oczywiście małe pożary, ale gasimy je w zarodku, lub wysyłamy trzy wozy gaśnicze i kończymy z nimi na zawsze. Cały czas odbieramy mnóstwo telefonów i maili z prośbą o dopisanie do listy. Konsekwentnie przepraszamy i odmawiamy. Nie możemy. Lista zamknięta.

Organizujemy profesjonalną konferencję prasową. Przychodzi bardzo dużo dziennikarzy, mówimy przede wszystkim o utrudnieniach w dniu biegu. 37 zamkniętych skrzyżowań, 21 km, trasy, utrudnienia przy komisjach wyborczych. Roznosimy po posesjach, mieszkaniach i firmach w pobliżu trasy prawie 10.000 ulotek informujących o biegu. W rozgłośniach radiowych emitowane są spoty o utrudnieniach. Przewidujemy, że może nam się „oberwać” od rozzłoszczonych kierowców…

IMG_5016_HDR

W piątek odpalamy wydawanie pakietów w Galerii Korona, kilka godzin i ponad 200 osób melduje się w domu z niebieskim sieBIEGOWYM plecakiem. W sobotę kolejne 400 osób odbiera pakiety. Na niedziele zostaje nam około 200. Super wynik! W piątek pojawiają się na ulicach „nasze” znaki. W sobotę jest ich już bardzo dużo. Ogromną większość rozkładamy sami, gumowe podstawy (każda ponad 30 kg) i znak o tajemnym symbolu U-21 wielu z nas śnią się po nocach.

11000706_550006238470496_1542612107720402039_n

Kilka „naszych” ekip w mieście męczy się ze znakami, pozostali na stadionie szykują metę. Tu też sporo pracy, bo chcemy aby meta wyglądała godnie. Godnie mety półmaratonu w wojewódzkim mieście. Kilkadziesiąt barierek, setki metrów taśm, setki metrów kwadratowych reklam, banerów i flag. Wszystko znajduje swoje miejsce. Wychodzimy ze stadionu o 3.00 rano w niedzielę, jadąc do domu jeszcze oznaczamy kilometry na trasie. W domu prysznic i…na stadion. Na 5.00 meldujemy się ponownie.

Szybka kawa, albo i dwie… i zaczynają schodzić się już pierwsi wolontariusze. O 7.00 już jest gwarno. Zaczyna padać. Kurwa mać! Cały tydzień było ładnie, a teraz pada. Akurat wtedy gdy sporo pracy jest na zewnątrz. Delikatna panika na parkingu wśród wystawców. Łukasz Miller i jego 10 masażystów przenosi się pod dach, zabiera leżaki, rollery. Zostaje tylko basen z lodem, szkoda bo cała strefa wyglądała ładnie. Moknie nagłośnienie na starcie, przez to delikatne problemy z rozstawieniem startu. Przestaje padać. Uff!

9.20. Czyli 40 minut do startu zaczepiają mnie Ukraińcy. Kobieta i mężczyzna. Chcą się zapisać na bieg. Tłumaczę grzecznie, że od trzech tygodni nie ma miejsc i nie można. Nic nie poradzę, przepraszam ich tak jak od trzech tygodni przepraszałem innych. Chyba rozumieją, choć jest mi ich szkoda, widać, że są zaskoczeni. Po 5 minutach pojawia się człowiek wyglądający na ich „managera”, słowami powszechnie uważanymi za wulgarne i obelżywe:) obraża mnie, obraża wszystkich organizatorów, obraża dziewczyny pracujące w biurze zawodów i wszem i wobec ogłasza i pyta „czy Ty wiesz kim ja jestem?” dodając do tego kilka razy słowo, które w telewizji zastępuje się długim „piiiiii”. Szczerze nie wiem kim on jest, a może nawet wiem – jest organizatorem jednego z dużych biegów w naszym regionie, ale totalnie mnie to nie interesuje. Miejsc nie ma od ponad trzech tygodni tłumaczę grzecznie zbierając na swoją głowę kolejne „piiiiii”.  Dodatkowo próbuje mi wmówić, że „wczoraj piii zapisywałeś jeszcze ludzi”. Wiem jednak co robiłem, wiem, że nie zapisałem NIKOGO obok oficjalnych zapisów od trzech tygodni. Byłem i jestem nadal bardzo zniesmaczony tą sytuacją, poziom i kulturę człowieka pominę, ale zniesmaczony jestem tym, że tak się pewnie dzieje na biegach, że na „za pięć start” przyjeżdżają biegacze ze wschodu i sprzątają nagrody sprzed nosa. Ale nie u nas. Jakby były miejsca, proszę bardzo – wszyscy na równych zasadach. Wpisowe w terminie, rejestracja, sprawdzenie danych itd. Nie ma miejsc – sorry, do widzenia. Bylibyśmy ogromnie nie fair zapisując kogoś w ostatniej chwili, gdy innym przez trzy tygodnie konsekwentnie odmawialiśmy. Spodziewaliśmy się takich rzeczy, konsekwentnie też i z pełną świadomością zrezygnowaliśmy z dużych nagród. Uważamy, że robienie ogromnych nagród w biegu tylko po to aby przyjechali najemnicy z Ukrainy, Białorusi, Kenii czy Etiopii jest totalnym kretyństwem. Jeśli ktoś biega dla kasy, to sorry ale nie u nas. I obiecuje, że dopóki będę miał cokolwiek do powiedzenia to nigdy w życiu nie będziemy zachęcać ludzi do udziału w naszych biegach nagrodami, kasą i tym podobnymi rzeczami. Jeśli ktoś nie biega dla biegania to do widzenia. Sytuacja nie zakończyła się niestety grzecznie bo usłyszeliśmy jeszcze kilka niezbyt przychylnych rzeczy na nasz temat od pana „managera”, ale trudno. Świata nie zmienimy:)

3…2…1 i start przy muzyce Luxona. Tu już pojawiły się ciary, a u mnie chyba nawet jakieś tam wzruszenie, że tyle miesięcy roboty przyniosło taki efekt. Start wyglądał zajebiście pięknie. Muzyka z głośników, morze kolorowych biegaczy. Super. Za 5 minut znowu można było Was oglądać, znowu wzruszenie „Nikt nie ma takiej wiary jak Ty!”. Super moment!

Przenosimy szybko bramę na metę, spada na mnie kolumna (głośnik) rozbijając mi głowę… trochę krwi, ale żyjemy. Lecimy dalej. Mikrofon, nagłośnienie. Gra muzyka. Jesteśmy gotowi. telebim działa, widzimy, że na 10 km prowadzi Łukasz Woźniak z ponad 3 minutową przewagą! Cały czas dostaje telefonu od Mateusza, że wszystko ok. Wszystko super! Są kibice, mnóstwo wolontariuszy. Na 15 km oberwanie chmury. Na stadionie jeszcze cisza, za moment leje u nas. Ale krótko, tuż przed wbiegnięciem zwycięzcy przestaje. Zwycięża Łukasz Woźniak ze Strawczyna. I tu jesteśmy mega zadowoleni z siebie. Z tych małych nagród, które nie przyciągnęły „wielkich” zawodników z Kenii czy ze wschodu. Łukasz jest znakomitym zawodnikiem, pewnie nie jedne zawody wygrał w swoim życiu, ale to jak się cieszył na mecie było dla nas organizatorów mega nagrodą. On naprawdę był wzruszony i uradowany tym zwycięstwem. I wierzę, że cieszył się ze sportowego osiągnięcia, a nie z 500 zł, które za moment dostanie. O to właśnie chodzi.

11259198_661091280691433_5464706829273955758_o

Łukasz Woźniak – zwycięzca sieBIEGA Półmaratonu Kieleckiego

Zacząłem się martwić, bo nie widziałem drugiego i następnych zawodników. Nie widziałem ich przed dwie, trzy, cztery, pięć minut. Zgubili się. Pogubili trasę. Ale będzie afera! Kłębek nerwów. Co teraz, zgubili trasę! W końcu są, 6 minut po zwycięzcy! 6 długich minut! Nie spodziewaliśmy się takiej różnicy. Ale są. Ufff… drugi, trzeci, następni. Pierwsza kobieta, z Opoczna, za nią „nasza Ola” i kolejni biegacze i kolejne biegaczki. Są łzy wzruszenia, ogromny wysiłek, medale lądują na ich szyjach. Schodzę z góry stadionu na murawę aby osobiście witać wszystkich biegaczy prze metą. Ręka od przybijania piątek boli mnie do tej pory, ale było to jedno z najlepszych moich przeżyć w życiu. Móc witać Was na mecie Waszego półmaratonu. Móc przybić piątkę debiutantom, dla których jeszcze jakiś czas temu taki dystans był nie do pomyślenia. Oczy co trochę robiły mi się mokre widząc Wasz wysiłek. Nie wytrzymałem, zresztą pewnie jak połowa z prawie dwóch tysięcy kibiców na trybunach, gdy na metę wbiegała Karolina Orzechowska. Ta co to biegać nienawidzi, mama Bartka. Przygotowywała się bardzo długo do tego biegu, marudziła, psioczyła na wszystkich i wszystko, ale chciała to zrobić dla swojego małego biegacza. Mogła z dumą powiedzieć „Biegnę, żeby Bartek mógł biegać”!. To jeden z tych momentów, które pewnie zapamiętam na długo. Ten finisz był wyjątkowy, mały Bartek między nią, a grupą znajomych, przyjaciół, dużo lepszych biegaczy, którzy jednak postanowili od początku do końca towarzyszyć jej w tym wydarzeniu. Klasa!

11165149_661436957323532_6260629413391092818_o

Smuciło mnie to, że kilka osób próbowało oszukiwać. Pojawiły się osoby bez numeru startowego, musieliśmy odbierać im medale. Pojawiły się głosy o osobach, które…kserowały numery startowe. Jest to zwyczajne złodziejstwo, które nie mieści mi się w głowie. I nie okradają takie osoby nas organizatorów, ale Was drodzy biegacze. Przy sytuacji (która się nie zdarzyła, ale mogła), że wszystkie osoby odbiorą pakiety i pobiegną to zwyczajnie komuś na mecie takiego medalu braknie. Wstyd!

Za moment wszyscy są już na mecie. Ostatnia osoba 40 minut ponad dwie godziny od startu. Wręczenie nagród i na koniec spontaniczna akcja wymyślona przeze mnie chwilę wcześniej aby zebrać całą niebieską sieBiegową ekipę na podium. Też mi się oczy spociły, widząc tych wszystkich, którzy przez ponad rok ciężko pracowali, aby przez niecałe trzy godziny Kielce miały imprezę biegową jakiej nie miały w całej swojej historii. Ogromnie chcę podziękować wszystkim sieBiegaczom, pokazaliśmy, że można zrobić dużą imprezę, bez górnolotnych „korporacyjnych” stwierdzeń, bez „prezesowania”, bez despotyzmu…(choć podobno chodzą słuchy, że nie do końca:) ), bez polityki i polityków, bez wielkich nagród, wszyscy razem, jeden za wszystkich – wszyscy za jednego! Przeogromnie byłem wtedy na tym podium szczęśliwy. Ogromnie cieszyło nas to, że na trybunach zostało jeszcze sporo osób i szczerze biło brawo. Chyba się podobało? Zaczęliśmy pytać jeden drugiego. Było dobrze? Jak na trasie? Jak na starcie? Każdy chciał wiedzieć wszystko, bo każdy z nas podczas biegu był w innym miejscu. Sprawdzamy nasze relacje, pytamy biegaczy. Pierwsze wrażenia pozytywne.  Dziękujemy do widzenia.

Wracamy do roboty…

Znaki, barierki, sprzątanie…trzeba oddać miasto miastu. Kończymy w niedzielę późnym wieczorem. Ledwo żywi, ale chyba zadowoleni. Chyba, bo do mnie wiele rzeczy nie docierało. Albo ze zmęczenia, albo od tego głośnika, który spadł mi na głowę…

W poniedziałek szok. Przeglądam komentarze, wszystkie pozytywne, baaa pozytywne to mało powiedziane. Zewsząd gratulacje, dzwonią telefony, smsy, maile, facebooki – wszystko super. Troszkę mnie to niepokoi, bo to aż nienormalne. Ale chyba pokazuje, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty.

Wstawiam informację o dacie II sieBIEGA Półmaratonu Kieleckiego. Zbiera rekordową ilość lajków, tyle jeszcze nie mieliśmy…

Dziękujemy,

do zobaczenia 8 maja 2016 roku!

druzynka

11042301_1081247751901848_3656722971235794819_o_HDR

 

 

Author: szuracz

Share This Post On

5 komentarzy

  1. Witam
    Impreza była naprawdę porządnie zorganizowana, podnieśliście poprzeczkę na bardzo wysoki poziom.
    Nawet ten deszcz nie popsuł dobrej zabawy, całą trasę biegło się z uśmiechem na twarzy.
    Wszystkiego dobrego i już szykujemy się do „2 siebiega półmaraton kielecki” 🙂
    Pozdrawiam 😉

    Post a Reply
  2. Bardzo żałuję, że nie byłem :C
    Na przyszły raz napewno będę!

    Post a Reply
  3. Z relacji wynika, że były to inteligentne zawody sportowe 🙂 Gratuluję!

    Post a Reply
  4. 30 lat czekałem na taki bieg w „moim” mieście. Dwa dni przed startem dostaję prezent urodzinowy od mojej kobiety, impreza niespodzianka. Trzy piwa wypiłem. W sobotę usłyszałem że „była pewna że półmaraton odpuszczę po takiej imprezie niespodziance”. Nie absolutnie nie odpuściłem. Nawet jak przed biegiem krzywo stanąłem i skręciłem kostkę. Dostałem w ta kostkę na kostce brukowej (to chyba jedyny minus trasy). Nie żałuję ani jednej minuty poświęconej na podróż do Kielc, ani jednej minuty na trasie, na rozgrzewce, po biegu. To było coś fantastycznego. Pierwsza połówka po której nie mam zakwasów, nie czuję zmęczenia, mimo kontuzji banan na twarzy, endorfiny buzują. Duma, duma, duma ! W moim mieście taka impreza. Wracam do Wrocławia, pokazuję koszulkę, plecak bufff i słyszę jedynie „jak to #!?# tylko 40 zł wpisowe i taki pakiet” ? Ciarki na plecach, widzę jak wszyscy patrzą z niedowierzaniem. Jeszcze większy szok jak mówię że zdjęcia z fotomaraton zostały opłacone.

    Szacun ! Wielkie brawa! Do zobaczenia za rok !!

    Post a Reply
  5. Świetny artykuł!
    Bardzo dobra organizacja to się ceni 🙂

    Post a Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: