Szuraniowe podsumowanie 2012 roku

2012 w moim szuraniu był bardzo różny. Koniec poprzedniego i start 2012 roku to tak naprawdę początki jakiegokolwiek się ruszania. Pierwsze szuranie miało miejsce w listopadzie 2011. Te pierwsze „treningi” były męczarnią:) Przypomnę tylko, że pierwsze szuranie to trochę ponad 2 km, drugie niewiele ponad 3km. Wszystko na bieżni elektrycznej. Później oczywiście mega zakwasy, samopoczucie fatalne. Pierwsze wyjście na zewnątrz to trochę więcej niż 3 km w czasie…28 minut! Później było już tylko lepiej, aż do pojawienia się problemów z kolanami. Można było przewidzieć, że takowe się pojawią. Ważę przecież sporo ponad 90 kg (wtedy tyle ważyłem) i dźwiganie takiego cielska przez kilka kilometrów na „delikatnych nóżkach” 🙂 jest dla tych drugich nie lada wyzwaniem. Wytrzymałem trzy miesiące, jeszcze w marcu walczyłem, ale niestety dałem za wygraną. Spróbowałem jeszcze w sierpniu i lipcu, ale z tego co patrze teraz na statystki w Endomondo to były jakieś przypadkowe chyba wyjścia o których nawet szkoda gadać.

Ruszyło się pod koniec roku. Ktoś, gdzieś podrzucił informację o Kieleckiej Dyszce. Biegu na 10 km (okazało się, że prawie na 11km:) ). To był motywator. Zacząłem szuranie praktycznie od początku.  Wieczory pierwszych dni października upływały na przemierzaniu kilometrów po osiedlowych chodnikach, zmaganiu się z kondycją, bolącymi nogami, kolanami i zbijaniem wagi. Pierwszego października ilość kilogramów pokazana na wadzę delikatnie mówiąc mnie przeraziła i też była powodem tego, aby wreszcie coś ze sobą zrobić. Było ich 99!!! Najwięcej w mojej 32 letniej historii. Bardzo nie chciałem osiągnąć setki. 21 października pobiegłem (poszurałem) w Kieleckiej Dyszce. Zadowolony byłem ogromnie ze zrealizowania swojego własnego celu (<1:10:00). Ukończyłem w 1:08:22. Jak było – tutaj więcej na ten temat.

Zachwycony atmosferą i ogólnie samym biegiem postanowiłem iść dalej. W Kielcach na próżno szukać kolejnych podobnych biegów, dlatego padło na Warszawę. Żoliborski Bieg Mikołajkowy odbył się na początku grudnia. Cel miałem już ambitniejszy. Spróbować powalczyć o czas poniżej godziny. Udało się! Bieg super, atmosfera fantastyczna no i pierwszy medal w kolekcji!. Czas: 57:45 ! Jak było? – tutaj więcej na ten temat.

Jako, że jestem facetem, który czasami nie myśli racjonalnie i daje się porwać „chwili” dlatego też zostałem „porwany” i w grudniu zapisałem się na Półmaraton w Warszawie…:) Słusznie czy nie? Nie wiem. Pewnie znajdzie się wielu, którzy powiedzą, że to za wcześnie, że za duże obciążenie, że przydało by się zbić wagę itd itd. Ja uważam natomiast, że to jest dla mnie cel. W realizacji tego celu postaram się zrobić wszystko aby sam udział w zawodach przebiegał dla mnie jak najmniej uciążliwie. Choć łatwo pewnie nie będzie:)

Cieszę się, że zaczynając od  „przeczłapania” 2 czy 3 kilometrów w tempie około 8-9 min/km (z kilkoma przerwami na marsz) jestem w stanie biec/szurać bez przerw w tempie około 6min/km. Cieszę się, że rok temu pokonanie 3 kilometrów było dla mnie wyzwaniem, a teraz zrobienie za jednym razem 15 nie stanowi wielkiego problemu. Cieszę się, że ukończyłem dwa biegi na 10km. Cieszę się, że biegam szuram !:) Cieszę się, że w ciągu ostatnich 3 miesięcy zgubiłem 6 kilogramów.

Po 12 latach palenia, w styczniu 2012 roku rzuciłem fajki!!!

W 2013 zamierzam szurać zdecydowanie więcej niż w tym właśnie kończącym się roku. Chciałbym miesięcznie „ocierać się o 80-100 km. W roku może przekroczyć 1000km… Chcę przebiec Półmaraton w czasie około 2 godzin. Jeśli by się udało złamać tę granicę to byłby kosmos! Chcę także poszurać w kilku 10 km biegach, jeśli oczywiście czas i terminarz Ekstraklasy na to pozwoli:)

Cyferkowe podsumowanie 2012 roku nie wygląda zbyt imponująco, ale jak w każdym podsumowaniu musi się pojawić:)

  • styczeń – 50,69 km
  • luty – 7,30 km
  • marzec – 24,71 km
  • lipiec – 11,22 km
  • sierpień – 3,17 km 🙂
  • październik – 50,72 km
  • listopad – 42,25 km
  • grudzień – 55,72 km
  • ŁĄCZNIE W 2012 roku: 246 kilometrów
Dupki nie urywa, ale dzięki temu z pewnością 2013 będzie lepszy! Oby tak było czego sam sobie życzę:)
Poniżej dwa wybrane zdjęcia z 2012 roku

 

Kielecka Dycha – mój pierwszy bieg – fot: Sławek Obara

Żoliborski Bieg Mikołajkowy – złamana godzina na 10km – na zdjęciu z Marcinem Wikło

Author: szuracz

Share This Post On

3 komentarze

  1. robisz coś, czego ja nie zrobiłem (założyłeś bloga) i dzisiaj żałuję 🙂 i też miałem 99… też był to dla mnie impuls… dlatego tak dobrze rozumiem i życzę powodzenia! i wytrwałości 🙂

    Post a Reply
  2. Brawo. Nie jesteś sam. Mnie tez poniosło i widnieje na liście pół maratonu w Warszawie 🙂 Milego szurania…

    Post a Reply
  3. W takim razie życzę powodzenia w przygotowaniach. I być może do zobaczenia 24 marca!

    Post a Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: