i po zawodach. Kielecka Dycha ukończona!!!

Bardzo się tego biegu obawiałem. Nie tego, że nie dobiegnę – choć, mimo mojego rocznego szurania jeszcze nigdy nie przeszurałem za jednym razem 10 kilometrów – bałem się tego, że źle sobie to wszystko zaplanuje i będzie jakiś kryzys czy inny problem w czasie biegu. Było inaczej!Chciałem aby to był bieg, aby nie doprowadzić się do stanu dłuższego „iścia”. No i tak było, jednak teraz, już po ukończeniu, wiem, że pobiegłem zbyt zachowawczo. Po przekroczeniu mety nie umarłem, mogłem biec dalej, mimo tego, że ostatni 11 km był najszybszy z przebiegniętych tego dnia. Bałem się przed biegiem, obczytałem się mnóstwo historii, żeby się pilnować, nie szarżować itd. No i się pilnowałem. Chyba, aż za mocno. Ale pierwsze śliwki za płoty…:) Teraz wiem, że jakbym poszurał o 30-40 sekund na km szybciej, a ostatnie 1,5 km na maksa – też bym dał radę, a i czas byłby lepszy. A tak, trochę stchórzyłem… Trudno, następnym razem będę mądrzejszy i taktycznie lepiej to rozwiążę.

Sam bieg czy ogólnie impreza pod tytułem Kielecka Dycha – ZNA KO MI TA !!! Byłem mega zadowolony i ucieszony widząc ogrom ludzi spotykających się w jednym miejscu w jednym celu. Aby przyjemnie się umordować… Było oczywiście kilku przecinaków, których obserwowanie samej rozgrzewka przyprawiało mnie o ból wszystkich możliwych mieśni:) Ogólną rozgrzewkę prowadziła pani Iwona Wenta – prywatnie żona trenera Bogdana Wenty (tak tak tego od piłki ręcznej), po jej zakończeniu ponad dwie setki osób ruszyło w las. Jak sama nazwa biegu wskazuje Kielecka Dycha to nie bieg na 10 km, tylko prawie 11…:) Niby o tym wiedziałem wcześniej, jednak tak w głowie się poukładało, że dycha, dycha – że widząc pod koniec tabliczkę z napisem 10KM byłem zaskoczony, że mety a nawet stadionu jeszcze nie widać:) Wcześniej – super. Trasa świetna, choć trudna – taki  cross. Dużo piachu, błoto, bardzo nie równa ścieżka. Ciągłe małe podbiegi. Nachylenie od 2 km mocno w dół, przez 1,5 km. A pozostała część delikatnie pod górkę. Niby minimalnie, a jednak się czuło. Ja nie mam porównania, bo to moje pierwsze takie „prawdziwe” szuranie, ale od kilku bardziej doświadczonych koleżanek i kolegów dało się słyszeć, że trasa była BARDZO trudna. Nie brakowało nawet głosów, że niebezpieczna. Łatwo można było podkręcić nogę (w karetce zauważyłem dwie takie osoby) Podsumowując – super, super i jeszcze raz super. Pogoda świetna, impreza jeszcze lepsza. Mój bieg…cóż. Będzie lepiej, ale na pewno zadowolony jestem z tego, że dobiegłem spokojnie, bez nerwów, bez marszów i nie umarłem jak niektórzy.

Kilka cyferek z imprezy.

Całkowity dystans: 11,04 km

Całkowity czas: 1:08:22

najlepszy km: 5:23

najlepsze 5km: 30:38

10 km: 1:01:55

całość się rozłożyła tak:

1 km: 6:08

2 km: 6:24

3 km: 6:12

4 km: 6:14

5 km: 6:07

6 km: 6:03

7 km: 6:27

8 km: 6:09

9 km: 6:08

10 km: 6:29

11 km: 5:41

a tu parę fotek:

 

tuż za metą dopadło mnie radio…oto efekt:)

 

tutaj Endomondo z Kieleckiej Dychy

Author: szuracz

Share This Post On

Trackbacks/Pingbacks

  1. Szuraniowe podsumowanie 2012 roku - [...] Ruszyło się pod koniec roku. Ktoś, gdzieś podrzucił informację o Kieleckiej Dyszce. Biegu na 10 km (okazało się, że…
  2. Polecam jak nic innego – II KIELECKA DYCHA !!! | szuranie.pl - […] Kielecka Dycha zdecydowanie dała mi kopa, zaraziła mnie na dobre bieganiem i mimo tych wszystkich startów uważam, że była najlepszym…
  3. 10 kilometrów. Dużo to czy mało? - szuranie.pl - […] ją miał np. w niedzielę. Ja swoją wspominam dobrze, może nawet bardzo dobrze (zapraszam TUTAJ ) Oczywiście miałem obawy,…

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: