Kilka informacji o mnie…

z wyborczejAhoj Szuracze,

Jestem ciągle młodym 🙂 35 letnim facetem zmagającym się z szuraniem wszelkiej maści chodników, asfaltów, a czasem nawet leśnych ścieżek. Staram się robić to co zrobiłem po raz pierwszy cztery lata temu i nie potrafię się od tego odczepić. Nie biegam – bo moim zdaniem biegają Ci co w swoim zasięgu mają trzy godziny w maratonie – a szuram. Szuram po swojemu, powoli, leciutko. Oczywiście, że chcę aby było coraz szybciej, jednak z różnym skutkiem mi to wychodzi.

Dwa/trzy lata temu na początku mojej drogi marzeniem było przebiegnięcie kółka dookoła osiedla (5 km) bez zatrzymywania. Fajne czasy, jednak marzenia się zmieniają. Owe 5 km udało się w końcu przebiec bez zatrzymywania, udało się nawet coś tam więcej. Aktualnie udało mi się dotrzeć do mety niezliczonej ilości biegów na 10 km, kilku półmaratonów i dwóch maratonów. Te najważniejsze dla mnie biegi odbyły się w kwietniu 2014 w Wiedniu oraz rok później w Paryżu. Ukończyłem te 42 km w okolicach 4:35. Co oczywiście szału żadnego nie robi i z czego zdaję sobie doskonale sprawę. Ale jest co poprawiać. Nieosiągalnym póki co marzeniem pozostaje maraton w Nowym Jorku. Ale kiedyś tam pojadę!

Po co biegam? Zacząłem tak jak 98% z Was, aby zgubić wagę. Troszkę jej zgubiłem jednak nie na tyle aby się tym zadowolić. Przez ponad dwa lata myślałem, że „jakoś zleci” jednak nic z tego. Ale kiedyś i za to się wezmę:)

Biegowo i prywatnie jak tylko mogę wspieram akcję „Biegnę, żeby Bartek mógł biegać” bo uwielbiam młodego Orzecha. Tych starszych zresztą też! )

Co dało bieganie do tej pory? Oprócz milionów endorfin dało mnóstwo znajomości, często przyjaźni, wspaniałych osób, które w 99% są uśmiechnięte. Jestem mega szczęściarzem, że dookoła mam tyle znakomitych osób. Biegaczy i szuraczy. Z częścią z nich założyliśmy Świętokrzyskie Stowarzyszenie Biegaczy sieBIEGA. Jesteśmy tutaj—->www.siebiega.com

Na stronie www.szuranie.pl znajdziecie sporo ludzi, szuraczy, a także biegaczy. Strona rozrosła się do jednego z najpopularniejszych blogów o bieganiu w kraju. Poczytacie dużo historii osób, które zaczynają i cieszą się z każdego przebiegniętego kilometra, a także tych którzy smucą się nie wykonaną życiówką na poziomie 3:10:00 w maratonie. Przekrój jest ogromny. Jak w życiu. Jak w bieganiu szuraniu.

Zapraszam!

Paweł Jańczyk

 

Jeśli Ty też chcesz pisać tutaj o swoim szuraniu, a może nawet bieganiu – napisz do mnie kontakt@szuranie.pl

PS. Aaaa jeśli chciałbyś/chciałabyś koniecznie coś do mnie napisać podbudowującego – oczywiście, że można – nawet chętnie przeczytam. Co więcej – gwarantuję, że odpiszę! kontakt@szuranie.pl

a tak trenuje:

13 komentarzy

  1. A to ja wyniki mam podobne. A Pan przebiega te dystanse bez postoju czy z jakimiś postojami?

    Post a Reply
  2. nie nie, raczej jest to ciągłe bieganie bez przerw. Choć kilkanaście miesięcy temu przerwy były konieczne. Ale przerwy na marsz, nie są niczym złym.

    Post a Reply
    • Pytam ponieważ mam bardzo zbliżone „statystyki”, zarówno wyniki biegów jak i masy, wzrostu i wieku, choć wiek może ciut mniej :). Bardzo polubiłem bieganie (szuranie, hehe :), czuję, że wytrzymałość troszkę się zwiększa (po tyci dosłownie, ale jednak; co w sumie jednak cieszy niesamowicie), tylko nadal na dystansie 5 km mam około 7-8 postojów, tzn nie jest to zatrzymanie się, ale przejście w marsz na minutę, nie więcej niż półtora. I zastanawiam się jak może to wpływać na budowanie wytrzymałości i czy warto się tym przejmować. Czy lepiej starać się szurać jakąś większą ogólną odległość po to by po prostu spalić więcej kilo, ale kosztem postojów; czy może jednak próbować włożyć większy wysiłek na krótszych fragmentach, kosztem, że ogólnie siły odejdą szybciej i km ostatecznie będzie przebiegniętych mniej.

      A generalnie trochę mnie smucą te postoje, bo mało ich jednak nie jest. Pozdrawiam.

      Post a Reply
      • Bieganie z marszem to też sposób. W taki oto sposób pokonałam w tym roku swój pierwszy w życiu maraton. Co więcej, mam plan tak samo ukończyć drugi 🙂
        Potrafie przebiec 20 km bez przerwy. Ale maraton postanowiłam z uporem maniaka pokonywać metodą 9:1, a dokładniej 9 minut biegu 1 minutka marszu. Znajomy śmieje się ze mnie że Galloway jestem 🙂 Mniej się wtedy męczę a to wcale znacząco nie pogarsza czasu czy tam wyniku 🙂
        Pozdrawiam 🙂

        Post a Reply
        • Powinnam była napisać szuram, nie urodziłam się w Kenii niestety 😀

          Post a Reply
  3. powolutku, zobaczysz, że systematycznością dojedziesz do takiego stanu, że te przerwy nie będą konieczne. Ale też trochę musisz o to powalczyć, przy pierwszej zadyszcie nie poddawać się i wyznaczać kolejne cele do których dobiegniesz. Do tamtej bramy, teraz do następnej itd itd. Uda się zobaczysz! Najważniejsze jest nie skupiać się na odległości, a na czasie wysiłku. Fajnie aby trening trwał minimum 30 minut, z przerwami (na marsz) czy bez. Przeplataj bieganie marszem, a jak przebiegniesz 30 minut bez przerwy to jesteś gość i bramy biegowego raju zostaną otwarte:))) Wtedy ograniczeniem jest tylko Twoja głowa! Powodzenia

    Post a Reply
    • Nie, nie, nie martwię sie. Póki co, dobrze mi idzie (jak na moje możliwości). Jak biegam, wychodzę z domu i wracam z reguły 60 minut później (rozgrzewka w domu), to oznacza, że mam około 45 minut czystego biegu. Także tu jest spoko, monitoruje zresztą wagę i widzę spadek – powolny, ale jednak leci w dół. Tylko tak się właśnie zastanawiam jak likwidować te przerwy bo one mnie troche denerwują, ale już mam mniej więcej orientację, również dzieki Pana poradom. Mniej więcej wiem co spróbuję zrobić. Do 30 minut bez przerwy to jednak jeszcze sporo mi brakuje, myślę, że z rok to minimum. Ale nigdzie mi sie nie śpieszy, powolutku do celu.

      Na koniec, miałby jeszcze jedno, juz ostatnie bardzo, ale to bardzo ważne pytanie. Ze względu na podobną wagę chciałbym się spytać Pana o stawy. Nie miał Pan żadnych problemów, nie doskwierały Panu? Generalnie póki co nie odnotowałem jakichś niebezpieczeństw, mam dość dobre buty z amortyzacją, ale jednak waga 90 pare kilo to niemało. I tak czasem się boje o nie i może podświadomie trochę ograniczam.

      Dziękując Panu za odpowiedzi, pozdrawiam serdecznie, i prosze dbać o naszą Koronkę jak najlepiej Pan potrafi bo to wspaniała rzecz dla kielczan. Żeby była tam gdzie jest (co najmniej). hej hej

      Post a Reply
  4. O Koronkę dbam jak tylko mogę, jak nikt nie będzie przeszkadzał to damy radę! 🙂
    Odnośnie 30 minut biegu – zrobisz to od zera w 7 tygodniu. W rok, to przygotujesz się do maratonu, jeśli tylko będziesz systematyczny. Zobacz tutaj: http://bieganie.pl/?show=1&cat=19&id=547 spróbuj się przyłożyć i się uda.

    Odnośnie stawów, oczywiście że bolały. Na początku kolana, później szczególnie po bieganiu z podbiegami, stawy skokowe. Brałem jakieś tam coloflexy i inne, jednak to chyba bardziej na podświadomość działało niż na cokolwiek innego. Odstawiłem, nogi trzeba wzmocnić i tyle. Wzmocnią się poprzez bieganie, zobaczysz po jakimś czasie, że mięśnie na nogach masz takie jak nigdy wcześniej:)

    Dlatego biegaj, odpoczywaj, rób przerwy i biegaj – szuraj. Nie poddawaj się i nie zważaj na nic innego! Powodzonka!

    Post a Reply
  5. Bardzo inspirująca stronka.
    W kwestii zrzucania kilogramów proponuję dorzucić interwały raz w tygodniu. Ja zgubiłem już 9 kilogramów w 3 miesiące 🙂
    Pozdrawiam i życzę samych sukcesów
    Kuba

    Post a Reply
    • Przepraszam, że dopiero odpisuję, ale jakoś umknęło mi Twoje pytanie. Z 86 kg do 77 kg. Przy czym był moment po około 40-50 dniach, gdzie ważyłem nawet 74 kg. Wówczas jednak czułem się za słaby więc podbiłem wagę na 77 kg i tak już trzymam.

      Post a Reply
  6. Ja swego czasu ważyłem 101kg a mam 180 cm wzrostu.

    Post a Reply
  7. Świetna strona 🙂 Zapraszam do mnie. Pozdrawiam Sebastian Bednarski – biegacz długodystansowy , amator

    Post a Reply

Dodaj komentarz