O Kieleckiej Dyszce raz ostatni.
Paź28

O Kieleckiej Dyszce raz ostatni.

Minął już ponad tydzień, a więc chyba dorosłem do napisania kilku zdań o II Kieleckiej Dysze. Informacji na tej stronie o samym biegu było „milion” dlatego szczegółami o których już pisałem za bardzo zamęczać nie będę. W zeszłym roku Kielecka Dycha była moim pierwszym masowym biegiem w życiu (tym dorosłym życiu), w tym roku miałem przyjemność uczestniczyć w KD trochę inaczej. Przed imprezą zbieraliśmy się kilka razy lub dyskutowaliśmy na specjalnej facebookowej grupie, za każdym razem w gronie ludzi, którzy chcą coś zrobić aby w naszym pięknym mieście coś fajnego się działo w temacie biegania. Spotkania były różne, zazwyczaj padało na nich mnóstwo propozycji, pomysłów – od tych bardziej szalonych…do takich jak najbardziej do zrealizowania. Jedno było wiadomo, w zeszłym roku było fajnie, a głównym elementem „ciągnącym” tą imprezę była atmosfera. Chcieliśmy zrobić wszystko, aby tak było i tym razem. Jaki jest największy problem organizatorów różnych imprez? Oczywiście kasa. Tak było i tym razem niestety. Do samego końca zastanawialiśmy się czy zapewnić biegaczom (dorosłym) indywidualny pomiar czasu, korzystając z zewnętrznej firmy (na podstawie tzw. „elektronicznych czipów”) czy zorganizować Bieg Przedszkolaka z prawdziwymi medalami. Wiadomo, że decyzja jest łatwa jeśli chodzi o wybór pomiędzy dzieciakami, a dorosłymi. Tutaj jednak wchodził w grę temat pogody, obawialiśmy się, że jeśli będzie brzydko, będzie padało – to dzieciaków braknie na starcie. A medale trzeba zamówić, i w takim wypadku zrezygnować z pomiaru czasu dla dorosłych. Zaryzykowaliśmy i chyba bardzo dobrze. Zamówione zostało 100 medali, przygotowaliśmy połowę licząc, że pewnie więcej niż 50 dzieciaków się nie zgłosi… A jak się stało? 30 minut przed biegiem „grupa ratunkowa” w składzie Aga Kozłowska oraz moja małżonka i dzieciaki przygotowywały kolejną porcję medali dla przedszkolaków. Ostatecznie byliśmy gotowi na 100 dzieciaków, przyszło…97!:) Czyli sukces:) Bieg Przedszkolaka chyba wyszedł fajnie, mamy już pewne przemyślenia jak i co zrobić aby ta chwila dla najmłodszych trwała troszkę dłużej (i nie mam na myśli absolutnie wydłużenia dystansu). Dzieciaki pobiegły, w między czasie biuro zawodów przyjmowało kolejne zgłoszenia, kolejne osoby odbierały pakiety startowe – tutaj też udało się bez kolejek w czym ogromna zasługa kieleckiego Mosiru, niezastąpionej Basi i wolontariuszy, którzy fajnie to wszystko ogarnęli. Prawie 500 osób odebrało pakiety startowe chyba bez większych problemów – brawo! Rozgrzewkę przed biegiem głównym poprowadziła Pani Iwona Wenta, skorzystało z niej sporo biegaczy. Na pewno grubo ponad setka. Szybko, miło i sympatycznie – wszystko przy akompaniamencie elektronicznych dźwięków płynących od DJ DUDKA. Oprawa muzyczna Kieleckiej Dychy to także mocno wysoki poziom. Tomek Dudek – mój serdeczny przyjaciel „od kopy lat” także totalnie bez żadnych problemów zdecydował się pomóc. Mimo mocno napiętego kalendarza, gdzieś udało się wcisnąć kilka godzin na świeżym powietrzu w towarzystwie uśmiechniętych osób. Muzycznie...

Read More
DJ DUDEK na trasie!
Paź25

DJ DUDEK na trasie!

Koniec świata:) Szuranie.pl jest ogólnie rzecz biorąc otwartym multiblogiem szczególnie na nowych szuraczy, dopiero co wstępujących w szeregi szurających asfalt. No ale się nie spodziewałem, że Tomek (mój serdeczny przyjaciel od „kupy lat”) wstąpi tu także. Tytułem wstępu, dodam, że Doodie pierwszą biegową imprezę ma już za sobą. Pomagał nam przy II Kieleckiej Dyszce, którą obsługiwał muzycznie i wokalnie. No i… się spodobało:) Zapraszam na pierwszy i mam nadzieję, że nie ostatni tekst DJa DUDKA. Postanowiłem włączyć się w akcje „szurania” na blogu kiedy zaliczę pierwszą swoją dyszkę… Zaliczyłem zatem jestem… i witam wszystkich szurających… Od kiedy pamiętam zawsze byłem w ruchu. Podstawówka, średnia, potem kilka lat na lewym skrzydle juniorów Iskry Kielce, studia, radio… życie… Bieganie zawsze wydawało mi się nudne. Jak można wyskoczyć na trasę, szurać i się nie zanudzić tym pokonywanie kolejnych kilometrów… Było ciężko poukładać sobie w głowie to, że bieganie może być mega zajawką ale na szczęście pojawiły się trzy mocne impulsy… Po pierwsze Kasia (żona)- fajnie usłyszeć „jestem z Ciebie dumna”. Po drugie Jonson (Paweł Jańczyk), nie jest to żadną tajemnicą, że znamy się wiele lat i jemu uwierzyłem, że bieganie jest fajne… Po trzecie muzyka… Uwielbiam jej słuchać, uwielbiam się nią napędzać, uwielbiam kiedy trzyma tempo i kiedy daję sygnał, że trzeba zwolnić… uwielbiam kiedy jest obok, a podczas biegania znowu pojawiła się minimum godzina dziennie kiedy płyty z mojej kolekcji są znowu w moich uszach… Na ile starczy sił? Mam nadzieję, że to dopiero początek czegoś co stanie się moją zajawką na długo… Do zobaczenia na trasie… DJ DUDEK Podziel się:FacebookTwitterGoogleE-mailPrintDodaj do ulubionych:Lubię...

Read More
II Kielecka Dycha – Bieg bez biegu, na luzie*
Paź24

II Kielecka Dycha – Bieg bez biegu, na luzie*

Zachęcałem na facebookowej stronie II Kieleckiej Dychy do szerszego opisywania wrażeń z tego biegu. Miliona maili nie dostałem, ale jeden warty uwagi postanowiłem zamieścić. Oto Dychowe wspominki Michała. Zapraszam.    Kieleccy miłośnicy sportu, miniony weekend z pewnością zaznaczą w swych kalendarzach grubym czerwonym kółkiem. Pobudzeni efektownymi zwycięstwami Korony i Vive Targów Kielce, w niedzielę każdy [choć z przyczyn limitu, prawdę powiedziawszy, każdy z grona niespełna 500 biegaczy] mógł pokonać trudną crossową trasę liczącą 10700 metrów i powiedzieć głośno ” Jestem Zwycięzcą!!!”. Właśnie to w bieganiu jest najpiękniejsze, zwycięstwo. Nie rywalizacja, wyścig, ale zwycięstwo, zwłaszcza zwycięstwo nad własną słabością.  Jak już napomniałem na starcie „II Kieleckiej Dychy” stanęło niespełna pięciuset, a precyzyjnie mówiąc zaledwie, gdyż chętnych było znacznie więcej, 447 osób, w tym 446 potencjalnych biegaczy, plus jeden pozorant, pretendent do grona biegaczy, o którym wspomnę już niebawem, za kilka zdań. Osobiście w kwestii biegania jestem jeszcze raczkującym zawodnikiem, co najwyżej przedszkolakiem, tyle że takim nieco większym, niespełna 90 kilowym. Jako „przedszkolak” uważam więc, że pomysł zainteresowania naszych pociech bieganiem, jest niemal częścią misyjną biegania. Sam ze swego doświadczenia wiem jak ciężkim i trudnym zadaniem było dla mnie bieganie. Jeszcze kilka miesięcy temu, misja poderwania mnie z kanapy i ruszenia w trasę, wydawał mi się niezwykle trudnym projektem, niczym podniesienie statku Costa Concordia. Zarażony tą pasją, spróbowałem i dziś biegam, a w zasadzie to przesuwam się do przodu i trenuje by kiedyś pobiec. Warto więc zadbać o dzieci, o ich rozwój fizyczny by któregoś dnia bieganie nie było dla nich tak karkołomnym wyzwaniem jak choćby dla mnie. Bieg Przedszkolaka, który zapoczątkował II Kielecką Dychę, okazał się niemniej emocjonujący niż sam bieg główny. Były tu emocje, rywalizacja, łzy zwycięstwa jak i porażki, choć w oczach dorosłych każdy z maluchów zasłużył na miano mistrza. Wszystkich malutkich biegaczy i biegaczki, okraszono też gromkimi brawami, które echo jeszcze teraz niesie i rozchodzi się gdzieś w okolicach ul. Bocznej w Kielcach. Brawo Maluchy, jesteście Wielkie!!! Choć jak już wspomniałem jestem początkującym biegaczem, w swym krótkim CV mogę już wpisać kilka imprez biegowych, zarówno w roli uczestnika jak i kibica. Mogę więc powiedzieć, że Kielecka Dycha, zaoferowała coś czego nigdzie wcześniej nie spotkałem, a co jest z pewnością strzałem w „Dyche”. Wspólna rozgrzewka pod „batutą” Iwony Wenty  to wyśmienity wstęp do biegu. Rozgrzewka, w której wzięła udział spora grupa biegaczy, z pewnością pomogła w uniknięciu niepotrzebnych skurczy biegaczom amatorom. Zawodowi sportowcy zazwyczaj rozgrzewają się w swoim indywidualnym rytmie. Tak też uczynił między innymi trener Vive Targów Kielce, Bogdan Wenta, którego wynik końcowy biegu „kilka Went” być może mógłby być lepszy gdyby zdecydował się dołączyć do rozgrzewki prowadzonej przez panią Iwonę.  Trenerze, być może warto czasem podporządkować...

Read More
Poznań swoje możliwości !!!
Paź23

Poznań swoje możliwości !!!

Gdybym miał kiedyś stworzyć listę miejsc których po prostu nie znoszę, Poznań  z pewnością byłby wysoko. Jeśli nie na samym szczycie. Jakoś się tak porobiło, że nie darzymy się sympatią z Miastem Słowików. Nie mam może zbyt wielu powodów by nie lubić Pyrlandczyków i zawsze jestem największym przeciwnikiem szufladkowania ludzi albo odrzucania kogoś tylko dlatego, że miał nieszczęście urodzić się w złym miejscu. Ale na przykład 90% moich zawodowych problemów z klientami dotyczy Poznania i okolic. Akcje jak z „Transportera”, kłamstwa i ściemnianie na każdym kroku – dla mnie mit wielkopolskiej solidności już dawno legł w gruzach. Słowem, Poznania i przede wszystkim jego mieszkańców nie cierpię  i unikam jak tylko mogę. To miejsce ma złą energię – nikt mi nie powie, że jest inaczej !!! I gdyby ktoś wcześniej rzucił pomysł, żebym pojechał  do „tego” Poznania i zmierzył się z maratonem, uznałbym go za kogoś  pokroju Macierewicza. Bo to najlepsze miejsce, żeby mi nie wyszło. Klęska gwarantowana. Amen.    Dlatego od końca czerwca trenowałem do Maratonu Warszawskiego. Trenowałem solidnie i coraz  szybciej, w  lipcu  to już  była niemal euforia – Moc  biła  ze  mnie,  biegało się  świetnie, kosmiczne no  limits …  Trzeba było polecieć w tempie 5:10 – ja  biegałem 4:20, miał być dzień  na wolne crossy –  ja szalałem gdzieś  w  górnych rejestrach pulsometru. Szybciej i szybciej. To  był  mój czas !!! Moje  pięć minut, a  nawet trzy na kilometr. Superkompensacja bez końca !!!  Niby wiedziałem, że biegam zbyt mocno ale  myślałem sobie, że kiedy przyjdzie  zmęczenie, zwolnię trochę,  kiedyś… Teraz warto  wykorzystać  życiową  formę.  Co  wybiegam  to  moje. No to gazu bo jestem coraz silniejszy, szybszy i młodszy… I jakoś tak nagle coś się zaczęło  psuć. Bo  gorąca głowa dalej chciała ale nogi zaczęły mi się plątać. Niespożyte siły zostały daleko za mną. Pomyślałem – to mały, chwilowy  kryzys. Zwalniam  i będzie  dobrze. Ale  nie  było.  Sierpień zaczął się  chorobą  i  dwutygodniową przymusową  przerwą  w bieganiu.  A po niej kolejny strzał  – kultowy,  wymagający  Półmaraton Wtórpolu –  pobiegłem go  zupełnie  wbrew  elementarnej  logice,  tydzień  po chorobie…  Nawet  udało mi się  ukończyć  odrobinę poniżej  2 godzin,  do reszty  demolując wycieńczony organizm. No ale Endrju nie odpuszcza i przecież chorobę należy zabiegać i wypocić. Bo każdy przyzna, że bieganie to samo zdrowie !!! I  jeszcze  miesiąc  do  maratonu,  dużo czasu. Tyle, że  za  swój  zryw zapłaciłem  kolejną  chorobą. A to już był wrzesień. Antybiotyki  i  znowu dwa tygodnie bez  biegania.  Jeszcze się łudziłem, że może  da się  pobiec w Warszawie bo gdzie jak gdzie ale tam  nie mogło mnie zabraknąć. Skróciłem terapię i wskoczyłem w biegowe buty. Przez tydzień może powrócę do formy… Ale nie było na to najmniejszych...

Read More
Film z II Kieleckiej Dychy
Paź22

Film z II Kieleckiej Dychy

II Kielecka Dycha, choć trudno mi się z tym pogodzić przeszła do historii. Pozostały zdjęcia i wspomnienia. Aby to wszystko było jeszcze bardziej trwałe zapraszam na 15 minutowy film naszego autorstwa. Mam nadzieję, że pozwoli Wam ta produkcja zobaczyć to czego nie widzieliście, przypomnieć sobie swoje najfajniejsze momenty, lub poprostu powspominać i uśmiechnąć się jeszcze raz:) Miłej zabawy! Podziel się:FacebookTwitterGoogleE-mailPrintDodaj do ulubionych:Lubię...

Read More
%d bloggers like this: