I Kielecki Bieg Mikołajkowy
Lis28

I Kielecki Bieg Mikołajkowy

Szanowni Szuracze! Miło nam poinformować i zaprosić Was na wspólne mikołajkowe bieganie na zakończenie 2013 roku. I Kielecki Bieg Mikołajkowy odbędzie się 7 grudnia 2013 o godzinie 14.00. Spotykamy się nad kieleckim zalewem (przy molo). Jednocześnie informujemy, że Bieg nie ma charakteru wyścigu, chcielibyśmy aby był to biegowy happening podczas którego będzie okazja się spotkać, podzielić wrażeniami z kończącego się roku kalendarzowego, być może zaplanować wspólne starty na przyszły rok. Zachęcamy Was także do przybycia na miejsce zbiórki w przebraniu, nie koniecznie świątecznym. Mam nadzieję, że wspólnie pokażemy, że świętokrzyscy biegacze mają do siebie spory dystans i są otwarci na wspólną zabawę! Liczymy na Was i obiecujemy, że spośród przebranych osób wspólnie wybierzemy te „najbardziej atrakcyjne”, które otrzymają nagrody niespodzianki. W Fitness Klub Symetris istnieje możliwość nieodpłatnego skorzystania z szatni i przebieralni (ul. Klonowa 55a) Po zakończeniu Biegu chcielibyśmy wspólnie z Wami podzielić się opłatkiem (jeśli macie taką możliwość zabierzcie go ze sobą:) ). Czekamy na Was! Udział w biegu jest darmowy, jednak prosimy o zapisanie się tutaj: http://online.datasport.pl/zapisy/portal/zawody.php?zawody=992 – pozwoli nam to lepiej przygotować się do organizacji. Trasa biegu to około 5km – dostępna tutaj: http://www.endomondo.com/routes/272420268 Organizatorami biegu jest Kielecki Klub Lekkoatletyczny i Symetris Fitness Klub, współorganizatorami:Biegam Bo Muszę, Naszmaraton.pl i szuranie.pl Podziel się:FacebookTwitterGoogleE-mailPrintDodaj do ulubionych:Lubię...

Read More
7 tygodni = 1/4 przygotowań za mną.
Lis27

7 tygodni = 1/4 przygotowań za mną.

49 dni przygotowań do maratonu za mną. 7 tygodni temu rozpocząłem moją misję „42 tysiące”. Utworzony plan przyjmuje, że w ciągu prawie pół roku w „jako taki” sposób uda mi się przygotować do przebiegnięcia królewskiego dystansu. Nie pozostało mi nic innego jak wierzyć mu ślepo i wypełniać jego założenia. Póki co, przez ostatnie 7 tygodni, udawało się to prawie zawsze. Bywały jakieś tam dni (szczególnie soboty), które ze względów służbowych musiałem odpuścić, ale zawsze wyrabiałem ilość dzień wcześniej lub później, odrabiając zaległości. Także kilometrażowo na pewno się jakoś zgadza. Czy forma i ogólne przygotowanie będzie się zgadzało? Szczerze – nie ma pojęcia. Mam nadzieję, że tak. Pewnie po magicznej dacie – 13 kwietnia – będę mądrzejszy, będę wiedział co zrobiłem nie tak i czego mi brakowało. Po moim pierwszym półmaratonie wiedziałem, że brakowało mi długich wybiegań, wcześniej najwięcej przebiegłem 15 km i po tej właśnie odległości zaczęło się coś, czego się nie spodziewałem. Teraz chcę tego błędu nie zrobić, chociaż oczywiście w planie nie mam wybiegań po 40 km, ale takie po 30 już są. Plan ciągnie się i ciągnie, przygotowany jest zgodnie z tym o czym piszą w „mądrych książkach”, że im wolniej tym szybciej. Maltretuje mnie zatem tempem w granicach 6:38/km, które przyznam się bez bicia, baaaardzo rzadko udaje mi się utrzymać. Zazwyczaj jest „troszkę” szybciej. Czy widzę poprawę po tych 7 tygodniach, tak widzę i to dużą. Szczególnie przy długich biegach. W ostatni piątek zrobiłem 21 km (ze Słonecznego Wzgórza dookoła zalewu w Cedzynie i przez Wolę Kopcową do domu). Odległość ta nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia, co więcej – wydawało mi się, że mogę przebiec jeszcze spokojnie 10 km:). Tempo oczywiście nie było na rekord świata, bo średnio 6:10/km, ale nie było też moim zamiarem ściganie się i bicie PB. Miało być długo i było. 21 km! Rok temu NIE DO POMYŚLENIA! Wszystko wskazuje na to, że listopad zamknę liczbą około 140 przeszuranych kilometrów, co będzie moim dotychczasowym rekordem. Jednak chyba nie to jest najważniejsze, dzięki jasnej decyzji o starcie i przygotowanemu planowi udaje mi się regularnie wychodzić z domu. I nie ma wymówek! 🙂 Plan stworzony w Endomondo (wersja premium) zmienia się na bieżąco. Co jakiś czas zaleca wykonanie testu Coopera, reaguje na dłuższe niż planowe wybiegania (zmniejszając obciążenie w następnych dniach), oraz wylicza (oczywiście orientacyjnie) przybliżony czas ukończenia „42 tysięcy”. Na chwilę obecną pokazuje, że mój pierwszy maraton ukończę po 4 godzinach, 4 minutach i 50 sekundach od przekroczenia linii startu. Ciężko mi w to uwierzyć, ale niech tam!:) Nie wiem jak w innych rejonach kraju, ale do Gór Świętokrzyskich powoli dobija się zima. Jest już pierwszy śnieg i mróz. W tym...

Read More
Bieganie jest muzyką, a ja jestem nałogowcem!
Lis18

Bieganie jest muzyką, a ja jestem nałogowcem!

Kiedyś, gdzieś pisałem o tym, że w bieganiu oprócz samego biegania, ruchu, gubienia kalorii, i takich tam pierdółek kręci mnie jeszcze coś. Coś w moim życiu bardzo ważnego. W bieganiu kręci mnie muzyka. Dla młodszych „czytaczy” wyjaśniam, „kręci mnie” znaczy to samo co „jara mnie to”! Jara mnie to, że dzięki nowym (dla mnie) technologiom jestem w stanie odkrywać na nowo to co tak bardzo kocham. Dobrze brzmiące, fajne nutki, poskładane w jedną całość podane czasami w mocno zaskakującej kolejności powodują wzmocnienie popularnej euforii biegacza. Czemu tak jest? Nie mam pojęcia, ale to naprawdę działa. Nie wiem też, czy u wszystkich tak jest, ale u mnie objawia się to w ogromnie wzmożony sposób, często powodujący ciarki na całym ciele… Od kilkunastu miesięcy podczas mojego szurania korzystam z aplikacji Spotify, aplikacja dostępna na smartfony jest czymś w czym zakochałem się bez pamięci. Opcja darmowa dostępna jest na zwykłe komputery, aby używać jej mobilnie trzeba zostawić miesięcznie 19,90 zł. Gwarantuje, że WARTO! Po pierwsze jest to jak najbardziej legalna forma słuchania muzyki, w aplikacji najnowsze płyty często są już do odsłuchania w dniu premiery, wszystkie utwory są w całości, w najlepszej jakości, posortowane, poukładane albumami, lub według popularności, według wykonawców lub według każdego innego klucza wymyślonego przez użytkownika. Po drugie, trzecie i ostatnie gwarantuje niesamowite doznania!:) Ktoś, kiedyś w firmie zajmującej się tym oprogramowaniem wymyślił funkcję RADIO. Jak to działa? Zasada z założenia jest bardzo prosta. Wybieramy utwór, lub wykonawce, którego twórczość uwielbiamy, klikamy „włącz radio” i przenosimy się w tajemniczy świat znakomitej muzyki, ułożonej tak, że skoro wskazany przez nas utwór nam się podobał, to gwarantuje, żę 90% następnych utworów także będzie wyjątkowa, a „perełki” znajdujemy wyjątkowo często! I ta właśnie funkcja jest moim zdaniem nie do zastąpienia przez żadne własnoręcznie stworzone playlisty, empetrójki, zwykłe radia itd. Tak jestem trochę zwariowany na punkcie muzyki, może nawet bardziej niż trochę. Prawie całe moje zawodowe życie spędziłem przed mikrofonem, ze słuchawkami na uszach, przez jakiś czas też odpowiadałem za układanie muzyki w pewnej stacji radiowej. To musi zostawiać ślad, a że praca ta bawiła mnie niemiłosiernie ślad ten jest z tych jak najbardziej pozytywnych. No i tak właśnie pokonuje kolejne metry, często nawet kilometry. Co mnie zaskakuje…zaskakują mnie utwory dobrze mi znane (nie lubię nowości raczej), dobrze znane, ale dawno nie słyszane, albo takie, których aktualnie w żaden sposób się nie spodziewam. Jakie utwory powodują u mnie ciary i co ostatnio te ciary wielkie powodowało? Ano jest kilka takich „kawałków”, ogólnie „moja muzyka” to taka w której powinna być gitara, dobrze jakby była w miarę nie przetworzona, naturalna, dobrze – choć to nie konieczne, ale wskazane, aby wokalistą był facet, ciężkie granie...

Read More
Niepodległościowo i świątecznie
Lis12

Niepodległościowo i świątecznie

Okolice 11 listopada to takie dni w których Polska jak długa i szeroka biega, szura, kijkuje – lub też pali tęczę i wali kamsztorami w białe kaski. To ostatnie totalnie mnie nie kręci, dlatego też wspólnie z wieloma znajomymi postanowiliśmy spędzić Święto Niepodległości w bardziej pokojowy sposób. Okazje były dwie, po pierwsze Bieg Niepodległości w Kielcach, a druga taka sama, z tym że w Warszawie. Na ten drugi gotowi byliśmy już dawno, zapisy trwały kilka godzin, szuranie.pl dopisało się po dwóch minutach od uruchomienia zapisów, a i tak już byliśmy koło miejsca nr 500…:). Ale po kolei. Kielce Impreza biegowa zaplanowana została na niedzielę, 10 listopada – i tu odrazu ukłon w stronę organizatorów, że wiedząc (tak mi się wydaje), że 11 jest duża impreza w Warszawie, nie starali się z nią konkurować. Dzięki takiej decyzji na starcie pojawiło się bardzo wielu kieleckich szuraczy/biegaczy skupionych wokół Biegam Bo Muszę i szurania.pl. Atmosfera bardzo luźna, towarzyska, śmiechy, żarty i niewiele ponad trzy kilometrowa trasa. Tutaj mam jedyny zarzut do organizatorów, dlaczego nie dłużej? Nie mówię, o 10km, bo to dla niektórych może być już wyzwanie, ale przynajmniej 5 km było by elegancko. Tym bardziej, że jest gdzie taką trasę poprowadzić w centrum. Ale nie marudzimy. Było fajnie. Start na głównej alejce w parku, początek mocno z górki, Plantami na Rynek, do pomnika Henryka Sienkiewicza, placem Wolności przez świeżo wyremontowaną ul. Mickiewicza (baaardzo ładnie), pod Katedrę, obok Pałacu Biskupów do mety. Trasa króciutka, ale ładna i ciekawa. Łatwa i nie wymagająca, delikatnie pod górkę na Sienkiewicza, ale na tyle, że ciężko było odczuć, że tam w ogóle jest podbieg. W sumie troszkę więcej niż 3 km. Całość wyglądała o tak: Jako, że to bieg totalnie zabawowy, tak przynajmniej my do niego podchodziliśmy, tak też wszystko zostało potraktowane. Tempo raczej wolniutkie (dwa pierwsze km 5:24). Namawiając do debiutu mojego przyjaciela Mariusza (Marianka) obiecywałem, że pobiegniemy wszyscy razem, że będzie fajnie, ochy i achy wymyślałem, żeby tylko go namówić. Udało się namówiony został, na starcie stawił się z Martą i trzeba było dotrzymać słowa – pobiec razem. Chwilę nawet tak się stało, poczekałem – ale Marianek to rozsądna chłopaczyna, zwolnił mnie z uprzęży i nareszcie poleciałem swoim tempem. Nareszcie, bo przez ostatnie 5 tygodni trenuje z prędkością 6:38/km, zaleconą w planie treningowym na maraton i szczerze mam już dosyć takiego klepania. Nie to, że jestem sprinterem i mam muchy w nosie na tempo, które jeszcze rok temu było moim normalnym temp, absolutnie. Ale czasami fajnie jest poszurać szybciej niż na co dzień. Była możliwość, zacząłem gonić resztę. Widać było, że osoby, których zwykle oglądam plecy, potraktowały ten bieg też mocno zabawowo. Wspólne skoki przez...

Read More
%d bloggers like this: