Szuraniowe podsumowanie 2012 roku
Gru31

Szuraniowe podsumowanie 2012 roku

2012 w moim szuraniu był bardzo różny. Koniec poprzedniego i start 2012 roku to tak naprawdę początki jakiegokolwiek się ruszania. Pierwsze szuranie miało miejsce w listopadzie 2011. Te pierwsze „treningi” były męczarnią:) Przypomnę tylko, że pierwsze szuranie to trochę ponad 2 km, drugie niewiele ponad 3km. Wszystko na bieżni elektrycznej. Później oczywiście mega zakwasy, samopoczucie fatalne. Pierwsze wyjście na zewnątrz to trochę więcej niż 3 km w czasie…28 minut! Później było już tylko lepiej, aż do pojawienia się problemów z kolanami. Można było przewidzieć, że takowe się pojawią. Ważę przecież sporo ponad 90 kg (wtedy tyle ważyłem) i dźwiganie takiego cielska przez kilka kilometrów na „delikatnych nóżkach” 🙂 jest dla tych drugich nie lada wyzwaniem. Wytrzymałem trzy miesiące, jeszcze w marcu walczyłem, ale niestety dałem za wygraną. Spróbowałem jeszcze w sierpniu i lipcu, ale z tego co patrze teraz na statystki w Endomondo to były jakieś przypadkowe chyba wyjścia o których nawet szkoda gadać. Ruszyło się pod koniec roku. Ktoś, gdzieś podrzucił informację o Kieleckiej Dyszce. Biegu na 10 km (okazało się, że prawie na 11km:) ). To był motywator. Zacząłem szuranie praktycznie od początku.  Wieczory pierwszych dni października upływały na przemierzaniu kilometrów po osiedlowych chodnikach, zmaganiu się z kondycją, bolącymi nogami, kolanami i zbijaniem wagi. Pierwszego października ilość kilogramów pokazana na wadzę delikatnie mówiąc mnie przeraziła i też była powodem tego, aby wreszcie coś ze sobą zrobić. Było ich 99!!! Najwięcej w mojej 32 letniej historii. Bardzo nie chciałem osiągnąć setki. 21 października pobiegłem (poszurałem) w Kieleckiej Dyszce. Zadowolony byłem ogromnie ze zrealizowania swojego własnego celu (<1:10:00). Ukończyłem w 1:08:22. Jak było – tutaj więcej na ten temat. Zachwycony atmosferą i ogólnie samym biegiem postanowiłem iść dalej. W Kielcach na próżno szukać kolejnych podobnych biegów, dlatego padło na Warszawę. Żoliborski Bieg Mikołajkowy odbył się na początku grudnia. Cel miałem już ambitniejszy. Spróbować powalczyć o czas poniżej godziny. Udało się! Bieg super, atmosfera fantastyczna no i pierwszy medal w kolekcji!. Czas: 57:45 ! Jak było? – tutaj więcej na ten temat. Jako, że jestem facetem, który czasami nie myśli racjonalnie i daje się porwać „chwili” dlatego też zostałem „porwany” i w grudniu zapisałem się na Półmaraton w Warszawie…:) Słusznie czy nie? Nie wiem. Pewnie znajdzie się wielu, którzy powiedzą, że to za wcześnie, że za duże obciążenie, że przydało by się zbić wagę itd itd. Ja uważam natomiast, że to jest dla mnie cel. W realizacji tego celu postaram się zrobić wszystko aby sam udział w zawodach przebiegał dla mnie jak najmniej uciążliwie. Choć łatwo pewnie nie będzie:) Cieszę się, że zaczynając od  „przeczłapania” 2 czy 3 kilometrów w tempie około 8-9 min/km (z kilkoma przerwami na marsz) jestem...

Read More
Ostatnie szuranie w 2012 roku
Gru31

Ostatnie szuranie w 2012 roku

Końcówka 2012 roku, jeśli chodzi o pogodę, była cudowna. Przynajmniej w Kielcach. Jako, że nie jestem zbyt wielkim miłośnikiem śniegu, jego brak absolutnie mi nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, temperatura w okolicach zera, lub delikatnie poniżej, piękne słońce, brak opadów…CUDO. Wymarzona aura do szurania. Tydzień przed świętami odpuściłem całkowicie z powodu przeciągającego się przeziębienia. Wyszedłem drugiego dnia Świąt Bożego Narodzenia. Wieczorem – jak zwykle. Prawie umarłem:) Mimo, że nie przejadałem się nie wiadomo jak, to ilość zjedzonych sałatek z majonezem, wędlin i tego typu świątecznych smakołyków pozostawiła w moim organizmie trochę śladów. Krótkie wieczorne szuranie – niecałe 5 km w 31 minut (6:21/km) umordowało mnie tak okropnie, że wypociłem pewnie kilka ładnych litrów:) Może to i dobrze. Sobota (29.12.2012) poszurałem w dzień po Zalesiu, Białogonie, Ślazach. W towarzystwie początkującej osoby, to też i tempo było masakrycznie wolne. Ale ogólnie szuranie wspaniałe. 6,6km – 50 minut (7:56/km :))) Niedziela (30.12.2012) już w samotności, trasa podobna, pogoda jeszcze lepsza niż w sobotę. W sumie 8,73 km – 57:03 (6,32/km). Szuranie spokojne, z przerwami na zrobienie zdjęć, „zwiedzanie” stadionu Polonii Białogon (to klub którego wychowankami są m.in. Paweł i Piotr Brożek). Wejście na obiekt było „prawie otwarte”, skorzystałem i zrobiłem 400 metrów dookoła płyty boiska. Bardzo byłem zadowolony z niedzielnej biegowej wycieczki. Popołudniu poprawiłem jeszcze basenem, sauną i w ten oto sposób rok 2012 uważam za biegowo zamknięty. Szczegółowo podsumuję go niebawem. Poniżej kilka zdjęć z weekendu. ścieżka od Dobromyśla dorobiła się utwardzenia. Na odcinku 100 metrów… przy dawnym zbiorniku w Białogonie w sobotę miałem towarzystwo budynek klubowy Polonii stadion Polonii Białogon mój towarzysz w kierunku Pietraszek nie wiem czy to jeszcze/już Silnica? czy już coś innego w kierunku Dobromyśla klasyczna „słitfocia z ręki” 🙂 Podziel się:FacebookTwitterGoogleE-mailPrintDodaj do ulubionych:Lubię...

Read More
Ciapa, chlapa, szuranie i rekord!
Gru16

Ciapa, chlapa, szuranie i rekord!

Ponad tygodniowa przerwa od biegania (przeciągające się przeziębienie) spowodował, że przeczytałem od dechy do dechy chyba większość biegowych blogów:) Wczoraj stwierdziłem, że już wystarczy lenistwa. Przeglądając wcześniej różne programy przygotowujące do półmaratonu ostatecznie wybrałem ten który akurat znalazł się najbardziej pod ręką. W aplikacji RunKeeper. Nie wiem czy to dobry program i czy przede wszystkim program dla mnie. W tytule ma 2:15, czyli teoretycznie powinien mnie przygotować do osiągnięcia takiego lub lepszego czasu. Było by świetnie, bo to chyba nie najgorszy wynik. Choć z drugiej strony to ponad 6:00 na kilometr, a nawet prawie 7:00. Jednak tutaj, dla mnie przynajmniej, ważna jest odległość i warunki  w jakich będzie się biegło. One, co pokazało wczorajsze i dzisiejsze szuranie, są bardzo ważne, szczególnie dla takiego amatora jak ja. Wczoraj program pokazał 6,44 kilometra wolno. Godzina 17.00, temperatura -2/-1, marznący deszcz odczuwalny na twarzy jakby malutkie igiełki wbijały się w policzki. Zrobiłem moja tradycyjne kółko otaczając osiedla Na Stoku i Świętokrzyskie, to jest około 5km. Musiałem „dobić” kilometrów na bieżni pod blokiem. Bieżni, która tylko z nazwy ją przypomina. Dobrze, że wcześniej ktoś równie niespełna rozumu jak ja przetarł szlak, to mogłem trzymać „jego kółeczko”. Ostatecznie 6,75 km w czasie słabym, ale nie o czas tu chodziło. Wiedziałem, że na następny dzień też należy ruszyć. Program pokazał ponad 14 km. Nigdy w życiu nie przebiegłem za jednym razem takiej odległości. Maks to było około 11 na Kieleckiej Dyszce. Ale 14??? I to jeszcze na następny dzień po przeszuraniu prawie siedmiu km… Liczyłem się z tym, że mi się nie uda. Niedzielne przedpołudnie, dzieciaki chore – czyli ze wspólnych spacerów nici. Ciuchy na siebie, za oknem +2 stopnie, lekki deszczyk, ogromna mgła. Pogoda z gatunków tych, że psa by nie wygonił…:) Mieszkam na Słonecznym Wzgórzu, czyli na górze. Małej bo małej, ale zawsze temperatura i warunki atmosferyczne różnią się od tych w mieście. U mnie zamarznięte chodniki, śliskie jak pieron. bardzo śliski chodnik/ścieżka na ul. Bohaterów Warszawy – po prawej KSM Na dole ciapa i chlapa. Tak źle i tak nie dobrze:) Kombinowałem na bieżąco jak to zrobić, aby nie kręcić się w kółko, a zarazem aby nie „skończyło mi się miasto”, a plan wyrobić. W dół Warszawską, osiedle KSM po lewej obok basenu (lodowisko oczywiście nieczynne), planowałem doszurać do Stadionu Międzyszkolnego, pokręcić się na bieżni ze 4 km i powrót do domu. Miało to dać upragnione ponad 14 km. Niestety oczywiście bieżnia nie odśnieżona. Rozpuszczony śnieg, ukrywający w sobie mnóstwo wody, sięgający do kostek uniemożliwił całkowicie szuranie po bieżni. Zrobiłem tylko jedno kółko. Stadion Międzyszkolny w Kielcach Zrezygnowany ruszyłem na południe, aż do osiedla Barwinek. Po 7km nawrót. Droga podobna, omijająca już...

Read More

a numer jego 5663. Zapisałem się na Półmaraton Warszawski.

Stało się, zapisałem się. Nie wiem czy słusznie, czy nie. Spróbuje, zobaczę jak to się wszystko potoczy. Bardzo bym chciał to zrobić – czy się uda? Będę wiedział za troszkę więcej niż 3 miesiące. Póki co wiem, że jak się uda to stanę na starcie z numerem 5663… a teraz do roboty! Podziel się:FacebookTwitterGoogleE-mailPrintDodaj do ulubionych:Lubię...

Read More
Pierwszy medal ! – Żoliborski Bieg Mikołajkowy
Gru03

Pierwszy medal ! – Żoliborski Bieg Mikołajkowy

Zapisałem się w sumie przypadkiem, nie myślałem i nie planowałem szurać poza Kielcami, a przynajmniej jeszcze nie teraz. Ukończyłem – jako tako – Kielecką Dychę i plan był taki, że innych planów nie ma:) Ale gdzieś przypadkowo, ktoś napisał, że tu i tu jest taka fajna kameralna impreza. Że 10 km, że grudzień… Szybkie spojrzenie w moje terminarze meczowe – meczu nie ma. Jadę! Nie umawiając się z nikim, nikogo o towarzystwo nie prosząc zapisałem się na Żoliborski Bieg Mikołajkowy. Później zacząłem pękąć… Samo zapisanie bowiem nie wystarcza, trzeba jeszcze opłacić wpisowe i wtedy dopiero następuje potwierdzenie. Tak więc tchórz mnie oblatywał, że gdzie ja co ledwo przeszuruje kieleckie chodniki będzie leciał taki kawał, żeby znowu ledwo dolecieć do mety… Gdzie ja, który w życiu wcześniej dwa razy przeszurał więcej niż 10 km jednorazowo na bieg do Warszawy? W międzyczasie o biegu dowiedziało się kilku znajomych kielczan, obecnie mieszkańców stolicy i wspólna moblilizacja zaowocowała wpłaceniem kwoty w wysokości 30 zł na konto organizatora:) Nr 368 Taki oto został przydzielony, w sumie ludzików na starcie miało stanąć około 600. Dla mnie taka liczba biegających na raz to jakiś kosmos. Zazwyczaj biegam samemu, a jeśli już kogoś widzę szurającego o 22.00 w nocy, to stwierdzam, że musi być podobnie chory jak ja i nie traktuję go poważnie:) 600 osób razem! Pobudka w niedzielę łatwa nie była. Dzień wcześniej cały czas w trasie. Kielce – Łódź – Kielce z przerwą na średnio udane zawody w piłce nożnej. Po powrocie do domu jeszcze obróbka zdjęć, szybka prasóweczka, kilka powtórek i około 24.00 kąpiel i spać. Droga na miejsce startu bez problemu, nawet czasu było za dużo, dlatego też można było oszczędzić trochę środowiska naturalnego poprzez mniejsze spalanie paliwa przez mój środek transportu. No i zimno. Zimno jak cholera, co odczułem dopiero na miejscu. Park Kępa Potocka to fajne miejsce, z jednej strony chyba drogie mieszkania, apartamentowce, wielkie bloki z ogromnymi tarasami porośniętymi tujami na dachach, z drugiej kanał, kaczki, drzewa i komunistyczne ogródki działkowe. Godzinę przed moim startem dzieciaki w tempie dla mnie zawrotnym pokonywały kolejne metry, setki metrów. Te z zadowolonymi minami po swoich biegach maszerowały dumnie z medalami na szyjach . Patrzyłem na nich wtedy z zazdrością… Trochę dziwne uczucie jak 32 letni facet patrzy na 6 letnie dziecko i mu zazdrości, że ma taki medal o którym on marzy od ładnych kilkuset kilometrów… Numer odebrany, herbata wypita (pan mówi, że sam Miecugow do niego na herbatkę wpada…czułem się zaszczycony:) 30 minut do startu, spotykam znajomych. Trzech Marcinów. Marcin szybki – taki w okolicach 40 minut, Marcin jak ja – koło godziny i Marcin zagadka – nie wiem jak on biega:)...

Read More
%d bloggers like this: