[Piotr] Mój debiut w Chicago
Paź20

[Piotr] Mój debiut w Chicago

Rok temu pisalem wam o połówce w Chicago, ostatnie moje słowa brzmiały wtedy : „Następne marzenie to maraton. Kiedy? – nie wiem może za rok? „Rok zleciał, było szuranie które chyba zmieniło się w bieganie, były kontuzje, łzy złości i szczęścia. Decyzja o starcie w maratonie podjęta na wiosnę, rejestracja i czekanie prawie miesiąc na wynik losowania. Jak ten czas się ciągnął !!! Gdy pojawiły się wyniki i wiedziałem, że za pół roku wystartuje w jednym z największych maratonów na świecie, ogarnęła mnie radość i strach jednocześnie!     Przygotowania zacząłem na 4 miesiące przed startem. Biegałem 3 razy w tygodniu, na szczęście znalazłem grupę która przygotowywała się do maratonu i długie wybiegania robiłem z nimi czasami było nas 300 osób, podzielonych na strefy czasowe adekwatne do swojego tempa. Ominęły mnie kontuzje których się tak bałem. Najdłuższe moje wybieganie było nie całe 16 mil (25 km ) z czasem na połówce 1:57:51 co było moim rekordem na 3 tygodnie przed najważniejszym dniem mojej „kariery” szuraczo-biegacza. 11 października expo 200 stoisk, tysiące ludzi ależ atmosfera. Ciśnienie skakało z nerwów i radości, ileż ja obcych języków tam słyszałem? Oficjalne informacje mówiły o reprezentantach 132 krajów, którzy maja uczestniczyć w biegu. Niedziela, TA NIEDZIELAPobudka o 5 rano, przez stres spałem ok 5 godzin. Toaleta, śniadanie i wyjście. Dojazd metrem i ten tłum w każdym wagoniku. Wyjście z podziemia w centrum miasta i szok, nie widać końca tłumu który wychodzi z każdej uliczki. Emocje wzrosły na nieosiągalny wcześniej poziom. Elita na przodzie, a my jesteśmy podzieleni na strefy czasowe od A do K, ja startuje ze strefy F. Pogoda na starcie 6°C, później ma wzrosnąć do 10 z lekkim wiatrem po prostu idealnie! Przebiegając przez linie startu miałem łzy w oczach. Pierwsze mile/kilometry to znalezienie idealnego tempa i wiem że jest dobrze! Biegnie się idealnie „ledwie” wystartowaliśmy, a to już polowa czas nieco poniżej 1:59. Czas mija na obserwowaniu kibiców których są cały czas tłumy. Na 16 mili (27 km) czeka żona z dziećmi i znajomi chwila postoju przy nich uzupełnienie żeli i kop motywacyjny od nich mimo ze jest już ciężko. Nadeszła 20 mila (32km) ileż ja się oczytałem o ścianie, a wręcz o Wielkim Murze Chińskim, a jedyna dolegliwością jak mi doskwiera to skurcze łydki, uda i bolące palce u nogi. Dalszą część trasy pokonywałem marszobiegiem ze względu na częste skurcze i zmęczenie. ostatnia mila (1.6km) i widok dopingujących nas maratończyków którzy już ukończyli i zagrzewali nas do walki pokazując swoje medale. Przed ostatnia prosta to mocne wzniesienie, które jak zwykle pokonało wielu biegaczy, jaki musi być ból gdy lekarz zajmuje się na 400 metrów do mety wycieńczonymi biegaczami. Ostatnia prosta...

Read More
[Piotr] Półmaraton Chicago ukończony!
Wrz09

[Piotr] Półmaraton Chicago ukończony!

Witajcie zza wielkiej kałuży! Pół roku temu biegałem od pięciu do ośmiu kilometrów i wziąłem udział w kilku biegach ulicznych, zapragnąłem wiec pokonać półmaraton. Według tutejszej miary to 13.1 mil. Wziąłem się więc za w miarę regularne bieganie bo wcześniej to bywało z tym różnie. Za cel ustaliłem sobie ukończenie biegu w dwie godziny i piętnaście minut. Po dwóch miesiącach na treningu połówkę zrobiłem w 2:08 wiec już pokonałem swoje założenie i w tej euforii trzy tygodnie później kolejna połówka i znowu lepiej 2:05 (ukończona z lekkim bólem kolana), a że do daty chicagowskiego półmaratonu było jeszcze miesiąc i „apetyt rośnie w miarę jedzenia” postanowiłem zaatakować poniżej dwóch godzin! Po kilku dniach kolejny trening, a kolano nadal boli –  tak odpuściłem tydzień. W momencie kiedy uznałem, że bólu już nie ma, wyszedłem na trening, a tu bach drugie kolano ten sam ból w tym samym miejscu tylko zmiana kolana!!! Odpuściłem tydzień, poniżej drugi i prawie po miesięcznej przerwie nadszedł ten dzień. Pobudka 4:30 rano wyjście z domu o 5:00 i już wiedziałem, że nie jest dobrze – tak wczesna godzina, a na zewnątrz 22 stopnie powyżej zera i 90% wilgotności powietrza, kto był w Chicago to wie jaka to masakra. O 6 rano godzinę przez biegiem oddałem rzeczy do depozytu i odliczałem czas podczas rozgrzewki. 7:00 3…2…1… START 20 tysięcy biegnących i ja z nimi dumny jak cholera. Biegnę za zającem na 2:00 wedle założenia, ale w tej grupie ustawiły się tez jakieś „ślimaki” co ledwie nogami włóczyli i spowalniali bieg wiec zając już mi odskoczył. Niestety przy 4-5 mili odezwało się cholerne kolano i już wiedziałem ze nie walczę o czas, a o przetrwanie w dodatku ta cholerna wilgoć! Temperatura ok 26C + wysoka wilgoć nie pomagała nie tylko mi ale wielu z szurajacych, karetki jeździły co kilka minut zbierając co chwile kogoś z pobocza . Naliczyłem 14 osób na drugiej połowie biegu które wymagały opieki lekarskiej leżąc na trawie w tym ok 60 letni mężczyzna na 10 mili ledwie już szurajacy nogami który wywrócił się kilka metrów przede mną. Podnieśliśmy go, a on nadal chciał do przodu ale ostatecznie zabronił mu lekarz. Na 2 mile przed końcem ściana, mimo wcześniejszego zassania żeli, ból, brak ochoty i chęć zejścia! Przy biegu ” podtrzymywały ” mnie oklaski i okrzyki publiczności która ustawiona była prawie na całej trasie motywując mnie do ukończenia biegu. Ostatnie chwile, ostatnie metry, łzy ból i szczęście, medal KONIEC!!!!! Czas słaby 2:19:47 ale najważniejsze ze dobiegłem. Teraz czas na zimne piwko i kawałek pizzy który był wliczony w pakiet startowy. Narazie nie chce patrzeć na buty do biegania gdyż muszę wyleczyć kolana ale pewnie za tydzień...

Read More
%d bloggers like this: