Peppa w raju, czyli Łemkowyna Ultra Trail 80
Paź26

Peppa w raju, czyli Łemkowyna Ultra Trail 80

Każdy rodzic z niedużym stażem zrozumie tytuł. Pozostałym szybko wyjaśniam, że Świnka Peppa to brytyjska kreskówka w oszczędnej formie, przesycona pozytywnymi emocjami. Ulubioną zabawą bohaterki jest taplanie się w błotnych kałużach. Ponieważ każdy, kto interesuje się biegami górskimi na dystansie ultra a nie brał udziału w Łemko, ma serdecznie dość opowieści o błocie, ja ograniczę się do jednego zdania. Błoto owszem było, miejscami po kostki, gdzie indziej po łydki, czasami nawet pojawiały się zbawienne potoki (po nastym przestałem je liczyć), w których można było wypłukać się ze zbędnego kilograma mazi. Opowieść będzie krótka, bo pora startu jest moją zwyczajową porą głębokiego snu. Dokładnie tak się biegło. Po uporaniu się z pogonią, o której opowiem później, wpadłem w trans i tak do samej mety. Super komiczna sytuacja miała później miejsce, gdy stoję pod wiatą myjąc twarz i ręce w cieknącej z dachu deszczówce. Turyści i członkowie obsługi imprezy stali i przyglądali się, coś szeptali między sobą, po czym ktoś zwrócił mi uwagę, że 2 metry dalej jest otwarta na oścież obszerna ubikacja z dużymi umywalkami dla zawodników. Zaczęliśmy śmiać się ze mnie. Wystartowaliśmy w miarę spokojnie. Od początku utworzyła się grupka czołowa, z której na szczycie pierwszego wzniesienia została czwórka. Dwóch biegaczy przede mną grzebało się na zbiegu lub raczej przemieszczaniu się w dół używając wszelakich technik samoobrony. Biegliśmy trasą po liftingu zawodników z ŁUT 150, którzy wystartowali godzinę wcześniej. Wtem zza krzaków wyskoczył czwarty i śmignął jak szatan. Planowałem zbiec spokojnie za moimi ostrożnymi rywalami i zaatakować przed kolejnym zbiegiem, ale w tej sytuacji nie mogłem wypuścić uciekiniera. Pokonałem zjazd stylem zmiennym, raz śmigiem raz carvingiem (narciarze wiedzą o co chodzi), zacząłem nadrabiać stratę na wypłaszczeniu, dogoniłem go na podejściu. Klasycznie dla mnie w takich sytuacjach zacząłem sprawdzać rywala podchwytliwymi pytaniami typu: utrzymasz to tempo? Nie był rozmowny. Odniosłem wrażenie, że moje pytania są dla niego irytujące. Wiem, wiem, często jestem upierdliwy i jego reakcja była w pełni usprawiedliwiona. Dlatego też zostawiłem go na kolejnym mniejszym wzniesieniu podbiegając je. Na kolejnym zbiegu oczywiście dogonił mnie i wyprzedził. Później ja wyprzedziłem jego i może zabawa w kotka i myszkę trwała by dłużej, gdyby nie długa prosta lekko do góry i dość łatwy technicznie zbieg, na którym nie dałem się dogonić gnając ile fabryka dała. Później jeszcze kawałek trzymałem wysokie tempo aby pozbawić rywala nadziei. Kto się ściga ten wie, ile znaczy kontakt wzrokowy. Gdy widzisz innego zawodnika, odzywa się pierwotna potrzeba pogoni. Zapominasz o zmęczeniu i bólu, pragniesz wbić kolce butów w dupę przeciwnika i wyprzedzać, wyprzedzać, wyprzedzać! A tak, gdy nie widzisz, nie czujesz krwi w mętnej wodzie, tracisz wolę walki a organizm przechodzi w tryb holowania ciała na...

Read More
%d bloggers like this: