Master of Navigation!

Czy informacja o tym, że znowu się zgubiłem jest jeszcze zaskoczeniem? Chyba nie. Choć dzisiaj było wyjątkowo ciekawie. No i przy tak zwanej okazji, machnąłem rekord…prawie 17km.

IMG_0354


Wczoraj wieczorem rozrysowałem sobie wszystko pięknie na komputerowej mapie. W Endomondo zapisałem nawet trasę, naiwnie myśląc, że opcja „Follow a route” będzie służyła właśnie do śledzenia tejże narysowanej i kierowania mnie znanymi odgłosami – „teraz skręć w prawo, 600 metrów prosto”. Gówno prawda! Wcale tak nie jest, to nie działa. Oszukali mnie!

O tym, że wcale nic mnie nie będzie prowadziło wiedziałem już po pierwszym zakręcie, który na szczęście znałem:) Poszurałem Krakowską w stronę Krakowa, w Białogonie odbiłem w lewo z zamysłem takim, że przeszuram całe pasmo lasami, trafię na mega dróżkę, którą to odnalazłem przypadkowo we wtorek i dalej spokojnie do Dymin. Wracając na metę chciałem jeszcze walnąć kółeczko przez Biesag i miało wyjść około 20km. Ale nie wyszło…

Śniegu w lesie było tak niemiłosiernie dużo, a jeszcze więcej go leciało cały czas z nieba, że nie było możliwości zorientować się czy tu już jest ścieżka, czy jeszcze jej nie ma. Google Maps – świetny wynalazek, jednak to co tam zaznaczone, może i jest, ale w piękny letni poranek. A nie w zawalone białym puchem czwartkowe przedpołudnie.

IMG_0356

moja biegowa ścieżka….
jest tu – uwierz mi!

Dodatkowo googlowe mapy mają ogromną bateriożerność, która spowodowała śmierć mojego telefonu na około 9km. Jaaasny ch…j pomyślałem wtedy i zacząłem, przypominając sobie umiejętności wyniesione z harcerstwa, oglądać pnie drzew szukając mchu aby odnaleźć północ:) Wiedziałem, że tam musi być mój dom. Na północy w sensie.

IMG_0359

fajna kapliczka
widziałem ją dwa razy…

Ale oczywiście nie pierona. Śniegiem zawalone wszystko po kolana. Minąłem ładną kapliczkę, zrobiłem zdjęcie, była na skrzyżowaniu czterech, a może i pięciu ścieżek.

Poszurałem w wydawało by się słuszną stronę, zaczęło się robić nieźle, las się skończył z jednej strony, czyli podobnie jak we wtorek. Droga szeroka – podobnie jak we wtorek.

IMG_0360

tu już myślałem, że jestem w domu…

Dumny ze swoich umiejętności nawigacyjnych leciałem dalej, aż do momentu gdy droga się nie skończyła. Nie tak jak we wtorek… Znowu zaczął się las, w pewnej chwili zauważyłem na śniegu ślady. Pomyślałem, że skoro niedawno ktoś tędy szedł/biegł to znaczy, że i ja nie szuram w złą stronę. No i tak jakiś czas za śladami sobie podążałem. Zauważyłem wielką dziurę z błotem rozwalonym na środku ścieżki – podobna do tej w którą wpadłem 30 minut temu pomyślałem… Po mocnych „rozkminkach”, 100 metrów dalej przymierzyłem moją nogę do śladów po których biegłem… Identyczne! Za kilometr dobiegłem do znajomej kapliczki… Byłem delikatnie mówiąc w dupie!

5 ścieżek, dwie odpadają (jedną stąd odszurałem, drugą przyszurałem) zostały trzy. Wybrałem tę najgorszą wydawało by się. Po jakimś czasie pojawił się szlak niebieski, zaczęło być szerzej i widniej. Aż moim oczom ukazał się wyciąg narciarski. Jesteśmy w domu!!! Delikatny zbieg pod samym wyciągiem i powrót do mety przez Szczepaniaka i dalej obok cmentarza. Nie było mnie godzinę i trzy kwadranse, zmierzyłem trasę w Endomondo, dodałem ją ręcznie – wyszło 16,79 km. Czyli nieźle. Jest rekord!

Pomijając fakt krążenia w kółko to dzisiejsze szuranie było chyba najlepszym jak do tej pory. Mimo mega trudnych warunków – bardzo mocno padający śnieg, wiatr i dużo puchu pod nogami biegło mi się cudownie. W lesie super. Tylko ta nawigacja… Ale będę się uczył:)

IMG_0357

prawda, że pięknie?!

Author: szuracz

Share This Post On

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: