[Paweł] Szuraliśmy dla Bartka!

DSC_3386W niedziele odbył się zapowiadany od jakiegoś czasu bieg charytatywny „V-tka dla Bartka”. Jako, że Paweł wezwał mnie do tablicy z reprymendą (nie napisałem słowa z Orlen Warsaw Marathon – biegliśmy tam na 10 km) czym prędzej chcę się z wami podzielić przeżyciami z kieleckiego biegu.
Wrażenia? Mega, mega, mega pozytywne. Cieszę się ogromnie, że mogłem uczestniczyć w tej imprezie.

Nawet jeśli ktoś zapewnił by mi, że w tym dniu gdzieś w innym biegu pokonałbym maraton z niesamowitym czasem to i tak nie zrezygnowałbym z „naszej piątki”. Celowo użyłem słowa „naszej” bo chyba każdy kto był może tak powiedzieć. Atmosfera biegu rodzinna, kameralna i zarazem niepowtarzalna. Nie była to kolejna masówka jakich dużo. Dało się wyczuć, że społeczność biegaczy w Kielcach to coś więcej niż zwykła grupa. To ludzie z pasją, na których naprawdę można liczyć.

Ale od początku… Oczywiście usiedzieć w domu nie mogłem więc już chwilę po ósmej stawiam się na stadionie lekkoatletycznym. Przy start/mecie krzątają się organizatorzy i wolontariusze, są też już pierwsi biegacze odbierający numery startowe.

V-tka dla Bartka

Szybciutko odbieram swój numer magiczny – 18 🙂 . Dostrzegam Damiana, tatę małego Bartka, dla którego był ten bieg. Zamieniamy parę słów, chyba jeszcze nie przeczuwał jak pozytywnie będzie wyglądał dzisiejszy dzień. Biegaczy przybywa. Mnóstwo znajomych, nawet tych dawno nie widzianych. Można było porozmawiać, pośmiać się, powspominać. Fajnie, że grono najbliższych mi znajomych zaczyna biegać coraz częściej. Tworzy się z nas spora grupka.

Tak jak to było zapowiadane, rozgrzewkę przed biegiem poprowadziła Iwona Wenta. Potem chwilka rozbiegania i ustawiamy się przed linia startu. Oczywiście z pierwszym numerem Bartek wygodnie ułożony w wózku, a wraz z nim rodzice.
Strzał z pistoletu startowego i poszli…

Teraz zaczęło się moje szuranie. Chciałem dziś powalczyć ale ze sobą samym i przede wszystkim bez dużego ciśnienia. Aaa i nie popełniać błędu z biegu w kieleckim parku gdzie wystartowaliśmy równo z chłopakami z KKL-u i później zabrakło już sił. Robiąc pierwsze metry na bieżni stadionu wymiana zdań z Krzysiem. On ma dwa cele na dziś, żeby nie zabrakło sił i… żeby ptak na niego nie narobił. Tu muszę wyjaśnić, że był to żart w moją stronę. Gdy biegłem dychę w Warszawie na prawie 10 tysięcy biegaczy jakiś podstępny gołąb bądź inny stwór latający trafił akurat we mnie. Tak więc od 4 km szurałem nie tylko z zapachem potu 😉
Wracamy jednak do Kielc… po parudziesięciu metrach gdy peleton lekko się rozciąga, zaczynam „walkę”, żegnam się z Krzysiem i szuuuuram. Do 3 km podbieg, który osobiście dość nieźle odczułem. I przełożyło się to na czas trzeciego kilometra – 6.14. Potem z górki. Dopiero po całym biegu doszedłem do wniosku, że mogłem tam ciut bardziej się rozpędzić. Szybko przecinając las dobiegamy już pod stadion. Bieżnia, a tam już widać metę. Jeszcze parę kroków i jest… radość z ukończenia. Czas brutto 00:28:23. Rekord oficjalny ustanowiony teraz tylko praca z samym sobą i będzie coraz lepiej.

Łyk wody, wręczenie medalu… a medal świetny!!

medale

Można powiedzieć, że każda z osób ma swój unikalny i niepowtarzalny. Do tego wykonany własnoręcznie przez Damiana i jego żonę Karolinę.

Największe owacje miał oczywiście Bartek przekraczając linię mety ze swoimi rodzicami. Dla mnie to właśnie on wygrał podczas tego biegu. Udało mi się na chwilę ich złapać i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.

DSC_3404

Wszyscy dobiegli/doszurali/dotruchtali/domaszerowali (niepotrzebne skreślić) na metę.

A po biegu… udekorowanie zwycięzców i wylosowanie przez Bartka nagród dodatkowych między innymi koszulki aktualnych Mistrzów Polski – Vive Targi Kielce oraz polówki Reprezentacji Polski w piłce ręcznej. Wszystkie nagrody wręczał sam Bogdan Wenta. Nawet moja Kamila – narzeczona 😉 załapała się na upominek. Nawiasem, ukończyła bieg z czasem 00:30:24 🙂 (dumny jestem)
Pamiątkowe zdjęcia i rozmowy z innymi uczestnikami. Wymiana doświadczeń z trasy. Po prostu nie chciało się wracać do domu…

Cieszy bardzo, że taki bieg był, że mogliśmy pomóc. Ogromny szacunek dla organizatorów za wytrwałość i zrobienie wszystkiego by ta impreza mogła się odbyć.
Na pewno takie inicjatywy integrują nie tylko biegaczy ale także kielczan. Pokazaliśmy, że potrafimy i chcemy pomagać, a przy tym dobrze się bawić. I jak zapowiadali organizatorzy widzimy się za rok. Ja już teraz nie mogę doczekać się by znów pobiec dla Bartka.

Ogólnie i w skrócie…. fajnie fajnie fajnie 😉

A tak wspominają bieg Karolina i Damian – rodzice Bartka:

5-tka dla Bartka – refleksje Karoliny

5-tka dla Bartka – refleksje Damiana

A w ogromnym skrócie wyglądało to mniej więcej tak (materał: Przemek Chruściel):

 

Na koniec jeszcze jedna pozytywna rzecz. 23 czerwca wraz z Pawłem szuramy półmaraton w Radomiu, przygotowując się do niego przemierzyłem w maju już ponad 100 km, niewiele mniej niż w całym 2012 roku, co cieszy mnie ogromnie.

Kolejnym razem opiszę jak zmierzam do półmaratonu. Piona!

 

Author: Paweł Kielce

Share This Post On

1 Comment

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: