Cudowny weekend w Krynicy!

Dawno nie miałem tak udanego weekendu, kilku dni poza miejscem zamieszkania, z fajnymi ludźmi dookoła, świetnymi widokami, mnóstwem gór, lasów i czystego powietrza, bez telefonów, pracy no i dzieci:) O PZU Festiwalu Biegowym w Krynicy słyszałem oczywiście wcześniej, czytałem relacje, śledziłem stronę jednak nigdy nie było jakoś po drodze. W tym roku było inaczej. Zameldowaliśmy się w hotelu Panorama, który pamięta jeszcze (i podobnie wygląda) erę prominentów, notabli, dygnitarzy z lat których większość z nas już nie pamięta:) Jednak przyznać trzeba, że to do czego hotel służy, czyli czyste miejsce do spania spełnił w 100%, polecać można. Nooo może jeden minus… to chyba najwyżej położony hotel w Krynicy, czyli każdy powrót był sporym wyzwaniem, bo góra ogromna:)

Zameldowaliśmy się w piątek, szybki rekonesans, spacer do biura zawodów, bezproblemowy odbiór pakietów startowych i…impreza, czyli gala na której rozdane zostały nagrody i wyróżnienia dla Biegowego Wydarzenia Roku, Biegowego Dziennikarza Roku oraz Biegowej Książki Roku. Obyło się bez nagród, choć nie ukrywam, że liczyliśmy na wyróżnienie za sieBIEGA Półmaraton Kielecki, z dobrych źródeł wiem, że byliśmy bardzo blisko, ale może brak nagrody podziała mobilizująco i będziemy jeszcze lepsi. Byłem nominowany także do tej drugiej nagrody, ale uważam, że totalnie nie zasłużenie i przez przypadek. Ogólnie uważam, że sposób głosowania jest taki sobie. Jak najbardziej zasłużona nagroda dla Bartka Olszewskiego, Mateusza Jasińskiego i…to by było na tyle. Brakło mi bardzo wielu ludzi, którzy piszą i biegają baaardzo ciekawie. Zresztą nie tylko piszą, bo brakło też np. Marcina Rosłonia. Ale nie ważne. Tak czy siak, duże brawa dla nagrodzonych, ogromne dla zwycięzców! Książką roku została moja faworytka czyli „Szczęśliwi biegają ultra” Super pozycja, obowiązkowa wręcz! Książką można się było później „poczęstować”, podobno było dla każdego po jednej. Smutno się robiło obserwując jak kilka osób brało po kilka sztuk, a rekordzista wychodził chyba z sześcioma egzemplarzami. Ja nie podchodziłem, bo już dawno przeczytałem, ale widziałem, że kilka osób było zawiedzionych, że nie dostali. Ehhh ludzie ludzie…

O 22.30, czyli po gali i co gorsza po bankiecie (z bardzo pysznym jedzeniem) Nocna piątka. Oczywiście jak to u mnie najważniejsza była zabawa, dobry humor, a czas i ogólna dyspozycja „sportowa” była na miejscu drugim, a może i dalej:) Start dokładnie o 22.30, początek delikatnie i…się zaczęło. W końcu Krynica leży w górach to można się było tego spodziewać, 2 km pod górę. Grubo pod górę:), ale skoro jest pod górę to musi być w końcu w dół, tak też było. Zleciało szybko, czas mało ważny, ludzi mnóstwo, wariatów na trasie także. Będąc mniej więcej na 3 km, kończąc podbieg, zaczęli mijać mnie zawodnicy startujący w konkurencji Iron Run, czyli piekielnie trudnych trzydniowych zmaganiach biegowych w skład których wchodził m.in. ten właśnie bieg na 5 km, wcześniej na 15, w sobotę Bieg 7 Dolin na 64 km, a w niedzielę na dokładkę maraton i kosmicznie trudny bieg pod Jaworzynę (2 km trasy, ale 500 metrów w górę). Ludzie z żelaza mijali nas na podbiegu w niesamowitym tempie.

Plan na sobotę był „nie biegowy”. Mimo wcześniejszego zapisania się na Życiową Dyszkę, czyli bieg z Krynicy do Muszyny (cały czas z górki) na 10 km, postanowiliśmy połazić po górkach. Zjedliśmy śniadanie „u Gaździny” obserwując z nad talerza start Dyszki. Ludzi mnóstwo, bieg ukończyło ponad 1500 osób!

G1979707_HDR

start Życiowej Dyszki

G1999797_HDR

Wycieczka okolicznymi górkami, którymi kilka godzin wcześniej biegli ultrasi na 100 km trasie dała nam mocno popalić, na Jaworzynę wjechaliśmy kolejką, by odkryć, że sztafeta w której chcieliśmy wystartować odbędzie się jednak godzinę wcześniej niż sądziliśmy. Szybka herbatka na górze i powrót w dół. Aby zdążyć na start, zamiast górkami podjechaliśmy busem za 2,5 zł:)

G2019839_HDR

Zanim wystartowała sztafeta było dużo wzruszeń. Nie wiem czemu, ale obok (tak można się śmiać) programów typu X-Factor, Voice of Poland itp, mocno wzruszają mnie biegacze na mecie. Szczególnie w długich biegach, szczególnie tacy po których widać jak wiele ich kosztowało dotarcie do mety, szczególnie tacy po których widać, że spełniają właśnie swoje marzenia. Tak było i teraz, obserwując herosów z żółtymi numerami (100 km) często miałem mokre oczy, wszyscy inni także powodowali mocne bicie serducha. Meta biegu ultra w samym sercu Krynicy, na jej głównym deptaku to cudowny pomysł!

12016517_1162276017132354_213654311_n

„znane twarze” też biegają

G2160620_HDR

Damian Orzechowski z Bartkiem na mecie B7D. Pomysłodawca i sprawca akcji Biegnę, żeby Bartek mógł biegać

Ruszyła sztafeta, pierwszy raz chyba od czasów szkoły podstawowej miałem biec taki krótki dystans… 4×1200 metrów, cztery osoby pod wspólną nazwą „Biegnę, żeby Bartek mógł biegać”. Nie było najgorzej, zajęliśmy 7 miejsce! Ile było drużyn? Mało ważne, nie byliśmy ostatni:) Festiwal w Krynicy to jedno z niewielu wydarzeń w kraju gdzie na biegu (małym biegu, bo ta sztafeta była chyba jednym ze słabiej obstawionych wydarzeń w ten weekend) można spotkać osoby znane do tej pory tylko z ekranu swojego komputera. W swojej zmianie odrobiłem nawet jedną pozycję, ale 300 metrów przed metą nie dałem już rady, ale nie byle komu:) Miejsce szóste przegrałem z Mateuszem Jasińskim. Niby tylko 1200 metrów, ale na bardzo dużej jak dla mnie intensywności. Czułem w nogach ten bieg do następnego rana.

G2090522_HDR

G2080513_HDR

medale dla 7 drużyny w sztafecie

G2080444_HDR

z dopingiem Bartka biegło się lepiej

Wieczór upłynął cudownie! Fajna knajpka, zespół przygrywający (nawet całkiem sprawnie, choć perkusista baaardzo się spieszył:) niezłe kawałki od U2 poprzez The Police, a na Scorpionsach kończąc. Jedzenie? Mało zdrowe:) bo była i pizza, i browarek też się znalazł w tym wszystkim. No i do domu daleko i to jeszcze pod górę. Cały czas zastanawialiśmy się z Pawłem czy wystartować następnego dnia w półmaratonie. Ja, przyznać się mogę bez bicia, że nie biegałem ze trzy miesiące (nie licząc skromnego biegu u puchar burmistrza w Jastarni), Paweł przez kontuzję podobnie. A tu 21 km do pokonania, a patrząc na profil trasy można dojść do wniosku, że łatwo nie będzie. Ja dodatkowo nie przygotowany na taki bieg wcale, buty co prawda miałem, ale nie wziąłem czapki, a że pocę się zawsze dość mocno to jest ona mi potrzebna bardzo, nie wziąłem nic w czym bym sobie mógł chociaż ze dwa żele schować, ba żeli też nie wziąłem:) Ot taki niedzielny biegacz dystansów maks. 5 km:) Ale zapadła decyzja – jeśli wstaniemy rano i będziemy się czuli dobrze, to startujemy. No i tak było.

Umówiliśmy się 45 minut przed startem pod hotelem. W drzwiach Panoramy minąłem się, życząc mu powodzenia, z Bartkiem Olszewskim z warszawskibiegacz.pl, który ostatecznie zajął 2. miejsce w Koral Maratonie (tylko 20 sekund straty do pierwszego kenijczyka). Cel na półmaraton miałem jeden, być szybciej na mecie niż pierwszy maratończyk. Ambitnie prawda:) No ale z moimi czasami, życiówkami (1:50 z Krakowa) i biorąc pod uwagę podobno mega trudną trasę to cel uważałem za słuszny. Co więcej obawiałem się, że może paść nawet jakaś antyżyciówka (2:15 z Radomia – ale wtedy zającowałem na 2:15 właśnie). Przed biegiem tradycyjne foto Drużyny Bartka i 3…2….1 start.

IMG_7162_HDR

Paweł, debiutant Robert i gruby ja

Pierwsze kilometry zrobiliśmy wspólnie z Robertem, który debiutował na tym dystansie i mierzył w 2 godziny. Robert wygląda jak pół mnie:) czyli szczypiorek:) coś mi się wydaje, że będzie biegał duuużo szybciej niż dwie godziny. Miało być pod górę, a tymczasem pierwszych kilka km po płaskim albo delikatnie z górki, podgoniliśmy zatem troszkę z czasem aby był zapas na to co nas czeka później. No i czekało. Krótka agrafka ale dająca po nogach gdzieś na 8 km, mocno pod górę no i później już tylko gorzej…z profilu trasy, który gdzieś tam widziałem dzień wcześniej pamiętałem, że jest pod górę, próbowałem sobie przypomnieć jak długo to trwa. Stawiałem na jakieś 17 km. Ohhh jak ja czekałem na ten 17 km, aby było już było z góry. Cierpiałem mocno, zresztą podobnie jak wszyscy dookoła:) Na 17 km było delikatne wypłaszczenie. Nareszcie! Aaaale nieeee! Aaale nieee… Znowu pod górę i nie była to góreczka tylko wielkie górsko kosmate! Ogromne. A przynajmniej po 13 km człapania w górę tak mi się wydawało.

IMG_7167_HDR

tak nie wyglądałem po 13 km szurania pod górę za tym zakrętem byłem już kenijczykiem:)

IMG_7163_HDR

dla nas 17, dla maratończyków 38 km. Góra dla tych i dla tych taka sama.

Udało się wdrapać i zaczęło się zbieganie. Łooo poczułem się jak moi szybcy znajomi, fajnie tak szybko biegać:) Leciałem jak dla mnie kosmicznym tempem gdzieś w okolicach 4:15-4:30 i było to tak szybko, że pomyślałem wtedy o znajomym Mateuszu Sali, który takie tempo ma pewnie na luźnych rozbieganiach pod górę w dodatku z wózkiem (jest Mistrzem Polski w biegu z wózkiem). No nic. Leciałem jak kenijczyk, wyprzedziłem na tym dwukilometrowym zbiegu bardzo dużo osób, myślę, że nawet około 15-20. Końcówka, pokrywająca się trasą z piątkową piątką już w Krynicy, sporo ludzi przy trasie, każdy bije brawo, super klimat! Później już deptakiem który mocno się wypłaszczył i mocno sam się zdziwiłem, że tutaj już jednak tego 4:30 nie potrafię utrzymać:))) Troszkę mnie przytkało, do tego stopnia, że nie słyszałem, a przynajmniej nie świadomie Bartka, Karoliny i Damiana, którzy podobno darli się okrutnie, podobnie zresztą jak mojej żony i Kamili, ale tu akurat dobrze, bo podobno nic mądrego i grzecznego w moją stronę nie krzyczały:) Mnóstwo kibiców, końcówka ta sama, którą dzień wcześniej biegli finiszujący ultramaratończycy. Spiker czyta moje nazwisko, znaczy, że biec już nie trzeba. Ufff. Meta. Czas 2 godziny i 5 minut. Jestem zadowolony. Pierwszy raz chyba od dawien dawna mam odczucie po biegu, że niezbyt wiele mogłem już zrobić, że dałem z siebie maksa. Rzadko tak mam, ale tu akurat tak było. Sumienie czyste:) Robert mierzący w dwie godziny, ukończył w 1:59. Paweł był minutę szybszy ode mnie.

Podsumowując PZU Festiwal w Krynicy wystarczy jedno słowo: FANTASTYCZNY! Wiem ile kosztuje (czasu, pracy i nerwów) zorganizowanie jednego biegu, a tu ich było z „tysiąc trzysta sześć”, mnóstwo kibiców, pełno ludzi rąbniętych na punkcie biegania, mnóstwo osób ze znanymi buziami, mnóstwo ludzi których na codzień znamy tylko z biegowych blogów, z telewizji lub poprostu wiemy, że to nazwisko to Nazwisko, przez duże N. Fajne expo, wszyscy uśmiechnięci i pomocni, świetny klimat, a na dowód tego, że nie ja tylko tak myślę niech będzie to, że baaardzo ciężko znaleźć było znajomym nocleg w ten weekend w Krynicy. No i spiker też jest gość, jako że mam co nieco do czynienia z mikrofonem:) to obserwowałem jego pracę. Trzy dni klepania do sita o wszystkim i o niczym to jest wyzwanie. Dawał radę, wychodziło super!

Obiecuje, że zrobię wszystko aby w przyszłym roku tam być.

Author: szuracz

Share This Post On

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: