Pogrom Wrocławski

__avatar__Zrobiłem wszystko, co wiedziałem, aby zapobiec dokładnie temu, co mnie zmiażdżyło. Jeszcze nigdy nie byłem tak pozytywnie nastawiony, skoncentrowany i nakierowany na sukces. Wiara w siebie aż wyciekała po sznurówkach. Rano, tuż przed startem, myślami stałem już na mecie. Miało być ciężko, miał być pot i ból. Nie miało być skurrrwwczy.

 


Krótko na temat. Cała ekipa poddenerwowana na starcie. Każdy to się rozgląda, to za czymś biega, to rozciąga, to podlewa krzaczki.

L1030117

Morale bardzo wysoko, nastawienie bojowe, obóz wojowników biegającego Bartka gotów do szturmu Wrocławia. Start, pierwsze leciutkie kilometry, łapanie rytmu, poszło! Ok 14km słyszę rozmawiających obok; „no coś jest nie tak!” Faktycznie była wyższa temperatura, słońce płomieniami smagało na otwartym terenie. Na 18km spostrzegłem, że jestem bardziej zmęczony, niż po zwykłym treningu 16km w tempie maratonu. Dodam, że treningi były poprzedzone w każdym tygodniu interwałami łącznie 10km w tempie ok 4:05, podbiegami 8km 350m przewyższeń i przeplecione spokojnymi rozbieganiami. Jak to możliwe, że teoretycznie wypoczęty czuję większe zmęczenie? Krótko mówiąc, coś jest nie tak.

L1030135

Trasa moim zdaniem nawet fajna. Nie była super równa, widoki czasami ciekawe, czasami mniej, przecież nie można oczekiwać, że maraton będzie prowadził jedynie starym miastem. Kostka brukowa też była, ale 1,5km, nie więcej. Trudność oceniam umiarkowanie. Wydaje mi się, że duchota na początku, słońce (jakieś burze na nim?) i biegi po mostach sprawiły, że tak wiele osób miało problemy z realizacją założeń. Wśród nich i ja.

Na połówce zamiast przyspieszyć zgodni z planem, postanowiłem starać się utrzymać i tak bardzo dobre tempo. 22km pierwszy piorun przeszedł po lewej nodze. Nic tam, poradzę sobie. 24km zaczynają kolana boleć. Nic tam, poradzę sobie. 25km wciąż dobre tempo, zmęczenie zaczyna siadać na plecach. 28-32km ból kolan ignoruję koncentrując się na rozluźnianiem kroku i ciężką walką z regularnie atakującymi skurczami. Robiłem koktaile ze szpinaku, szczypiorku i pietruszki, łykałem tabletki z solami mineralnymi co 7km, łykałem magnez i BCAA. Nie pomogło. Co kilkaset metrów muszę zatrzymać się, potrzepać nogą, starać się rozciągnąć i walczę dalej. Już wiem, że nie ma szans na dobry czas. Baloniki 3:15 wyprzyprzedziły mnie, gdy próbowałem rozchodzić skurcz. Wtedy schowałem ambicję głęboko do kieszeni. Jeszcze się kiedyś przyda, trzeba ją szanować. Dołączyłem się do innego biegacza z podobnym problemem. On celował w 2:50, więc tym większa strata. Zamiast szarpać się z problemem, maszerowaliśmy, rozmawialiśmy, pozdrawialiśmy kibiców, pomagaliśmy sprzątać kubki, czasami dreptaliśmy.

to mój towarzysz "niedoli"

to mój towarzysz „niedoli”

Na początku rozsadzała mnie wewnętrznie świadomość, że mam siły na 3:14-3:16 ale skurcze są tak silne i brutalne w swej regularności, aż stopę wykręca o 90′. Udało się oswoić z porażką i spokojnie człapać do końca. Zmartwiłem się, gdy przed balonami na 3:30 jedynie Damian przebiegł. Ani Przemka, ani mojego brata, Maćka i Łukasza nie było. Domyśliłem się, że każdy z Nas cierpi. Na mecie słyszałem rozmowy, niektórzy Nas zaczepiali i podpytywali, czy tylko oni zawalili plany, czy innym było równie ciężko? Na szczęście znalazłem wyjątki. Ciepło zrobiło mi się koło serca, gdy w grupce obok Nas żona jaiegoś biegacza przeczytała sms informacyjny: Maraton Wrocławski, bla bla, 4:09:ileśtam sekund. Na to mąż podniósł ręce w geście zwycięstwa. Super, że niektórym pomimo wszystko udało się!

L1030161

Impreza była bardzo ciekawa. Coraz lepiej poznaję swoje ciało. Muszę dociec przyczyn tego, co się wydarzyło. Równo otrzymaliśmy lekcję pokory. Zawsze należy dostosować założenia do panujących warunków, uciszyć ambicję, gdy za głośno krzyczy. Dziś, dzień po, czuję się znakomicie. Trochę zmęczony, trochę bolą kolana i ścięgna. Jutro po bólu nie będzie śladu, mięśnie i ścięgna zregenerują się w swoim tempie. Już nie mogę doczekać się kolejnego maratonu, kolejnej przygody!

Serdecznie gratuluję każdemy, kto ukończył 32. Wrocław Maraton. Szczególne pozdrowienia dla drużyny biegającej, żeby Bartek mógł biegać oraz Terminatora Motywatora Świętokrzyskiego, który o 20sek zbliżył się do życiówki. Ja o 20, ale minut. Dwadzieścia pięć minut spaceru po pięknym Wrocławiu w towarzystwie skurrrwrrczy.

L1030173

L1030106t

Author: szuracz

Share This Post On

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: