Rekordowa Połóweczka w Krakowie

IMG_5144Na gorąco, bo później poucieka mi z głowy wszystko co chciałbym po tym biegu napisać. Zapisałem się w sumie przypadkowo, tak jakoś z nudów gdzieś wyczytałem, opłaciłem i już. Okazało się, że podobnie zrobiło „pół biegowych Kielc i okolic”. Autobus, prywatne auta, pociągi, samoloty…:) Było nas naprawdę dużo, a osób, które na mecie nie miały „życiówek” było tak mało, że można by ich policzyć na palcach jednej ręki.

Do Krakowa pojechaliśmy w cztery „sztuki”. Dudki i Jańczyki zapakowane do joniowoza ruszyły w stronę Grodu Kraka kilka chwil przed godziną 8.00. Miało być szybko i sprawnie, jednak ogromna mgła była powodem tego, że jechaliśmy raczej zgodnie z przepisami. Na miejscu fajnie zorganizowany parking pod samym stadionem. Przypadkowo znaleźliśmy miejsce przy wielkim ScyzorykoWozie, czyli wielkim fioletowym autokarze wypełnionym humorem, uśmiechem i super ludźmi. Autokar przy okazji posłużył mi jako…przebieralnia:) Bez żadnych problemów przebiegło odebranie pakietu startowego, stanowisk dużo, kolejki małe – profesjonalnie i szybko. Minęło parę minut i padło hasło, IDZIEMY NA RYNEK. Ostatnie sprawdzanie czy wszystko wzięte, buty, skarpety, decyzja – Nie zostawiam nic w depozycie, idę „na krótko”. Narzuciłem na siebie wielki worek, który miał ogrzewać, czy to robił? Mam wrażenie, że nie. Na Rynek „kilka metrów” było, jakieś 20 minut…na termometrze coś koło 3 stopni, na nogach krótkie spodenki 🙂

Tradycją stało się już to, że przed każdym biegiem, gdziekolwiek by się on nie odbywał Drużyna Bartka spotyka się w umówionym wcześniej miejscu na pamiątkową fotkę. Tak było i tym razem, a kilka sekund po pierwszy zdjęciu po całym krakowskim rynku rozniosło się gromkie „Biegniemy dla Bartka” wykrzyczane przez prawie 40. reprezentantów Bartkowego Teamu.

IMG_5116

Chwilę później jeszcze szybkie spotkanie z Przemkiem, czyli wielkim fanatykiem biegania z południowej Polski. Przemek też jest częścią Drużyny Bartka, jednak w dzisiejszym biegu miał inną ważną funkcję. Był zającem na 2 godziny. Przemo, miło było wreszcie poznać osobiście!

IMG_5138

Przed biegiem czułem, że może być dobry wynik. Od czasu gdy nad moim jedzeniem „pochylił się” Maciek Paciorek widzę ogromną różnicę. Przede wszystkim na wadze, ale też w czasie biegania. Jest jakoś tak lekko (jak na 90 kilo:) i w miarę przyjemnie. To, że moja waga jest najniższa od prawie 4 lat chyba jednak ma znaczenie.

IMG_5142

Wiem, że takie moje szuranie i czasy przeze mnie osiągane dla większości znajomych są szuraniem właśnie, ale jak dla mnie było naprawdę nieźle. Nie licząc pierwszego tysiąca metrów na którym było mocno ciasno i ciężko się biegło, następne kilometry wchodziły leciutko, aż za leciutko. Na 10 km wyświetliło się 52 minuty, troszkę się nawet przestraszyłem, że to za szybko i musi przecież odciąć mi prąd za chwilę. 52 minuty to niecałe 30 sekund wolniej niż moja najszybsza dyszka w życiu, a tu przecież jeszcze 11 km do mety. Trochę zapobiegawczo, trochę z braku wiary zwolniłem o 15-20 sekund i w takim tempie delikatnie pokonywałem kolejne kilometry. Wiedziałem, że czas będzie jak na mnie wyśmienity, a czy będzie minuta w tą czy w tą to już nie miało najmniejszego znaczenia. W czerwcu, czyli cztery miesiące temu na takim samym dystansie, jednak przy ponad 20 stopniach Celsjusza więcej uzbierałem osiem minut ponad dwie godziny, teraz Garmin pokazywał, że będzie duuuużo lepiej. No i było. Czas netto 1:52:48 czyli prawie 6 minut lepiej od rekordu życiowego z zeszłego roku i prawie 16 minut lepiej od czerwcowej połówki z Radomia.

IMG_5159

Podsumowując 1. PZU Cracovia Półmaraton mogę napisać tylko o samych dobrych rzeczach. Impreza zorganizowana naprawdę mocno profesjonalnie, świetna trasa, ŚWIETNA! Dużo kibiców, świetna atmosfera no i znakomici znajomi, których było naprawdę dużo.

IMG_5165

W drodze powrotnej odwiedziny w nieśmiertelnym Siedlisku, cały czas przepysznym niezmiennie od lat. No i Chrabąszczowe towarzystwo na obiedzie też niczego sobie:)

IMG_5167

PS. na trasie spotkałem najbardziej znanego w Polsce Bosego Biegacza. Mega szacunek za pokonanie trasy po kostce brukowej, „kocich łbach”, asfalcie, kamieniach, zamarzniętej wodzie przy „wodopojach”. Było niewiele stopni ponad zero…a On bez butów!

IMG_5150

 



Author: szuracz

Share This Post On

1 Comment

  1. Jeśli mogę coś napisać, to wydaje mi się, że ta trasa jest dobra do życiówek. Ja pobiegłem 6minut szybciej, niż planowałem i podobnie się przestraszyłem czasu po 10 km. Nie ma praktycznie podbiegów, bo te przy moście, czy na bulwarach na wał, to wstyd liczyć.
    No i temperatura wbrew pozorom nie była taka tragiczna, jak się już ruszyło z kopyta, to było ciepło, ale nie gorąco.

    Post a Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: