sześć, dwanaście, dwa szurania i popsuta noga

ja4Dzisiaj króciutko. Wczoraj wyszedłem po raz pierwszy od soboty. W sobotę jak pisałem wcześniej o TU biegaliśmy w „Biegu ulicznym” w parku. Było jak dla mnie szybko i mimo, że króciutko to odczułem to mocno. W niedzielę miałem nogi nabite mocno, w poniedziałek lepiej. Wczoraj było cudownie:) Umówiłem się już wcześniej z Piotrkiem na „nocnych kielczan szuranie”.


Miejsce, to co zwykle – przy Pizzerii Krystyna (mam tam koło 2 km). Kilka godzin wcześniej poszurałem, korzystając z pięknej pogody jednak jeszcze bez Piotrka. Przebiegając przez podkieleckie pola i ścieżki uzbierało się 6km, czułem to w nogach. Wieczorem grzecznie zdradziłem, że mam już za sobą „co nie co” dlatego, króciutko i wolniutko poproszę… No ale wiadomo, z Bamboshem nie istnieje słowo „króciutko”. Trasa zahaczyła o Barwinek, Kadzielnię, i dalej ścieżką w kierunku domu. Mojego domu:) Grubo ponad godzinę i 11,9 km. To baaardzo dużo jak dla mnie. Bardzo. Licząc wcześniejsze 6km daje razem 18 jak nic:) Już od około 3 km drugiego szurania zaczęła dokuczać mi lewa noga na wysokości achillesa, może troszkę wyżej (przyczep?) – nie wiem. Bolało coraz bardziej i bardziej.

Szuranie, jak to z Piotrkiem, super! obgadaliśmy chyba wszystkich dookoła:) Cieszy, że w trakcie tych kilkudziesięciu minut minęliśmy baaardzo, naprawdę bardzo dużo biegających/szurajacych osób. Kobietki, dziewczyny, faceci – wszyscy. Super! Widać, że wiosna:)

Dzisiaj rano noga jednak wyglądała słabo, a jeszcze gorzej bolała. Na szczęście mam w mojej „fabryce” specjalistów od tych rzeczy, oddałem się jednemu z nich bez większych oporów. Zacząłem jednak żałować tego już po kilku minutach, ból okrutny, choć według Łukasza tak ma być. Nogi podobno miałem „nabite” bardzo, trzeba było to rozluźnić, a tak mocny masaż miał pomóc. Po 15 minutach przyszła pora na kolejne „tortury”. Podpięte mi zostały jakieś elektrody i…myślałem, że umrę! Masakra! Chciałem uciekać:) Poprosiłem o delikatne zmniejszenie natężenia, choć później dostałem jednak porządną dawkę. 15 minut…okropnie długie 15 minut to trwało. Jutro mam zaplanowaną koleją porcję tym razem fali, noga ma być wygolona i przed niedzielą wzmocniona tejpami. Mam nadzieje, że będzie lepiej. Do niedzielnego startu w Warszawie też raczej nie będę szurał…

IMG_0706

podpięty kulos

 

IMG_0705

i magiczna maszyna…

Author: szuracz

Share This Post On

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: