Boję się Radomia…

MBI2013000421_11915 dni pozostało do Półmaratonu Radomskiego Czerwca. W najbliższą niedzielę będę walczył po raz drugi w swoim życiu na dystansie 21,097 km. Przyznam się bez bicia, że mam przed nim większe obawy niż przed moim debiutem na tym dystansie. Start, czy samo zapisanie się na Półmaraton Warszawski był efektem klasycznego BPM czyli braku poprawnego myślenia. Było – minęło, przebiegło się jakoś i prawie zapomniało. Prawie, robi sporą w tym wypadku różnicę. Otóż coś tam z tej Warszawy jednak pamiętam, przypominam sobie przede wszystkim mocne choróbsko, które mnie rozłożyło na prawie trzy tygodnie przed startem. Trzy tygodnie bez szurania. Pamiętam super pierwsze 12 km i kryzys od 17km… Pamiętam, że było mi cholernie zimno na mecie i zamarzały mi getry oraz pamiętam mega wielką radość po jej przekroczeniu! I ta radość właśnie spowodowała, że już w momencie zakładania na szyję medalu, wiedziałem, że CHCE JESZCZE. Mimo wszystko, że kilka kilometrów wcześniej, na Moście Poniatowskiego, odchodziłem od zmysłów, a przekleństwa jakie kierowałem w swoim kierunku nie nadają się nawet na tego bloga:)

No i poszło, miały być Katowice i tamtejsza Silesia, ale drogo, zatem padło na Radom. Blisko, tanio, pierwsza taka impreza w Radomiu, sporo znajomych – super. Choróbsko (tfuuu tfuuu) póki co żadne mnie nie ściga, choć w domu miałem mały szpital i trzy kobietki z którymi zamieszkuje smarkały i kichały zdrowo (raczej nie zdrowo) przez ponad ostatni tydzień. To ja się obroniłem. Szuranie uskuteczniam regularnie, nawet w poprzednim tygodniu malutki rekord odległości osiągnąłem:) To czego się boję? Tak ogólnie mam obawy, przede wszystkim oczywiście związane z odległością, a największe z pogodą. Z upałem konkretnie. Chyba nie ma nikogo – przynajmniej nie znam, kto znosił by wysokie temperatury w sposób należyty. Też mam z tym problem, a wizja dwugodzinnego biegu w 30 stopniowym upale, po asfalcie trochę mnie przeraża. Wiem co trzeba robić, pić, pić i pić. Nie można dopuścić do tego aby się odwodnić, ale to tylko gadanie. Jasne, że będziemy pili, mam nadzieję,  że organizatorzy zadbają może o jakieś kurtyny wodne, a może o taki coś jak na fotce? 🙂 Było by miło!

schlodzenie

fotkę znalazłem na:www.formatownia.pl

Tak, upału się boję najbardziej. W ostatnią niedzielę, wyszedłem biegać w dzień, specjalnie aby sprawdzić się w takiej temperaturze, trasę ustawiłem tak aby po 6 km być ponownie obok auta, w którym zostawiłem picie, wodę do lania po głowie… (mądrze nie?:) I powiem Wam, że gdyby nie to, nie było by opcji abym przebiegł coś więcej. Taki upał to dla mnie MA SA KRA!

Ale daaaamy radę! Nie spinam się na żadną życiówkę i tym podobne tematy. Ma być fajnie i wesoło. Na liście startowej widzę już ponad 1000 osób i mnóstwo ludzi z Kielc. Zapowiada się świetna impreza!

PS. Organizatorzy sprawili także ogromną niespodziankę Bartkowi, o którym pisałem na szuranie.pl wiele razy. Po koncercie na Kadzielni, Piątce dla Bartka teraz Półmaraton w Radomiu dołącza się do akcji! Od każdego dzieciaka w biegu przedszkolaków 10 zł powędruje na konto Bartusia. SUPER SPRAWA! I gdybym tylko logistycznie mógł to rozwiązać inaczej, to moich dwóch przedszkolaków też bym przywiózł. Ale niestety do Radomia jadę prosto z Warszawy…

Do zobaczenia szuracze!

Author: szuracz

Share This Post On

5 komentarzy

  1. Paweł, nie pękaj. Takich jak Ty jest co najmniej nas dwóch ;). Twój wpis po warszawskiej połówce skomentowałem, że miałem to samo, teraz znowu muszę przyznać, że czuję to samo. Upały i burze nie są jak dla mnie dobrą pogodą do treningów. Dziś zamiast treningu ocena szkód po gradobiciu, może jutro uda się krótka przebieżka. Już przedostatnia planowana przed Radomiem. A co będzie w niedzielę? Staniemy na starcie, dobiegniemy do mety i zapiszemy się na kolejny bieg.

    Post a Reply
  2. Też trochę się boję upału, ale dam radę 🙂 z tego co słyszałem dużo osób czuje obawy przed gorącem więc nie jesteś jedyny

    Post a Reply
  3. pewnie, że damy radę! Może nie będzie wielkiej tragedii. Ja dzisiaj też ostatni raz wylatuje przed niedzielą. Do zobaczenia w Radomiu!

    Post a Reply
  4. Dasz radę 🙂 Trzymam kciuki i czekam na relację! Półmaraton Warszawski wspominam również z bólem 😉 ale za to kolejny w Sandomierzu wspaniale! i Tobie życzę tego samego 🙂

    Post a Reply
  5. Tu Sylwia nadaje! Trzymam kciuki! jak sie biegnie w upale to przeszkadza on tylko przez pierwsz 20 km. Potem jestok;). Bedzie dobrze. Wiem to!!!
    A! I niebawem dołacze mój opis maratonu…dobrzez ze z tym zwlekałam…bo napisze o tym co sie działo póżniej;) Echo maratonu dopadło mnie z opóżnieniem;).

    Post a Reply

Trackbacks/Pingbacks

  1. A było to tak… szuraniowy 2013 | szuranie.pl - […] czerwca, a miesiąc ten upalny był niemiłosiernie. Bałem się Radomia, co tu dużo gadać (pisałem o tym tutaj), ostatecznie…

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: