A było to tak… szuraniowy 2013

Wszyscy święci i nie święci już napisali swoje podsumowania, piękne tabelki, eleganckie wykresiki nakreślili zatem przyszła i kolej na mnie. Czas zadumy, wspomnień :))) i rzut oka na endomondowe statystyki z minionych 12 miesięcy.

Rok 2013 był moim trzecim kalendarzowym okresem w którym szurałem, dwa miesiące 2011 oraz cały 2012 rok można spokojnie pominąć, gdyż była to mocno radosna twórczość biegowa, na tyle radosna, że oprócz dwóch startów w 2012 roku nawet nie ma się do czego odnosić. Tak naprawdę systematyczność zaczęła się od I Kieleckiej Dychy i Biegu Mikołajkowego w Warszawie w 2012 roku. W ten sposób od stycznia 2013 roku nie muszę się już bardzo wstydzić, choć głowy w chmurach też absolutnie nie noszę. Co udało się zrobić przez ostatnie 12 miesięcy?

Przede wszystkim ukończyłem Misję Połówka (tu o początku – Misja Połówka – zaczynam, a tu o końcu Misji – Misja Ukończona!) czyli przebiegłem swój pierwszy w życiu półmaraton. 21 kilometrów w Warszawie było dla mnie mocnym i wielkim przeżyciem, które na pewno zapamiętam do końca życia. Odległość jaka wcześniej wzbudzała u mnie ogromny strach została pokonana mimo przechorowanego okresu przedstartowego. Półmaraton Warszawski ukończyłem z czasem netto 2:10:56, i to była moja pierwsza „życiówka” na tym dystansie.

półmaraton, start, warszawa

W 2013 roku miałem przyjemność uczestniczyć w jeszcze jednym półmaratonie. Półmaraton Radomskiego Czerwca’76 był kolejnym wyzwaniem, do którego podchodziłem z nie mniejszymi obawami. Nie bałem się już jednak tak bardzo odległości, co pogody. Impreza odbywała się pod koniec czerwca, a miesiąc ten upalny był niemiłosiernie. Bałem się Radomia, co tu dużo gadać (pisałem o tym tutaj), ostatecznie dzień w którym zaplanowany był bieg rozpoczął się od mega ulewy, start opóźniono o godzinę i w fajnej pogodzie udało się wybiegać życiówkę poniżej dwóch godzin, 1:58:18 !!! (tak pisałem o tym biegu, a tak pisał o tym biegu Andrzej – Endrju). Poprawa o 11 minut. Wtedy zaczęły pojawiać się pierwsze myśli na temat maratonu…

W międzyczasie biegnę też w biegu na 10 km podczas Orlen Warsaw Marathon. Organizacyjnie WZÓR, wielka impreza na światowym poziomie! Mnóstwo ludzi, fajna atmosfera i szybka trasa. Kończę z czasem 53:48, to także mój rekord życiowy. O tym biegu pisałem TUTAJ.

Niestety z powodów służbowych nie mogłem wziąć udziału w „Piątce dla Bartka” i to jest jedna z tych biegowych rzeczy, których najbardziej żałuje w 2013 roku. Dobre duchy z Szurania jednak były na miejscu, a TUTAJ są zdjęcia.

W poprzednim roku miałem zaplanowany jeszcze jeden półmaraton, tym razem w Skarżysku. Jednak z powodów zdrowotnych musiałem odpuścić. Na miejscu jednak byłem, fotki porobiłem – są TUTAJ. W następnej edycji chyba się zmierzę z Wtórpolem.

Początek Sierpnia to Bieg Powstania Warszawskiego, nastawiałem się na wielkie przeżycia i…niestety się zawiodłem. Mega masowa impreza, bez klimatu. Nie podobało mi się, pewnie wiele osób się ze mną nie zgodzi, ale dla mnie taka impreza, z takiej okazji, w takim miejscu powinna powodować CIARY na całym ciele przez całe 10km, a tu jakieś hiphopowe darcie na początku i tyle. Nie wracam tam na pewno! Ten bieg był jednak wyjątkowy z innego powodu, więcej w trochę smutnym tekście TUTAJ

Dalej miesiąc został prawie zupełnie odpuszczony jeśli chodzi o moje szuranie. Wiem, że to prosta wymówka, ale dla mnie za gorąco. Nie lubię i już. Koniec kropka:)

Później wielkie i długie przygotowania do II Kieleckiej Dychy. Był to największy bieg w historii Kielc i ogromnie się cieszę, że mogłem wziąć w nim udział. Czas odgrywał totalnie trzeciorzędną rolę. Pisałem o biegu tutaj, są tam zdjęcia i film i wszystko. Zdecydowanie II Kielecka Dycha była dla mnie wydarzeniem roku, kosztowała dużo pracy i dużo nerwów, ale na szczęście się udała. Główny bieg był poprzedzony Biegiem Przedszkolaka, a poniżej moje zwyciężczynie!

Zakończenie 2013 roku to kolejna życiówka na 10 km, tym razem na mega szybkiej trasie Biegu Niepodległości w Warszawie, 51:52 to od 11 listopada mój rekord na dziesięć tysięcy metrów. Cieszy! Impreza mocno masowa, z mnóstwem uczestników ale wszystko w jak najlepszym porządku. Tutaj tekst o tym biegu oraz o Biegu Niepodległości w Kielcach, bo taki też się odbył dzień wcześniej i też mocną grupą w nim wystartowaliśmy, też było fajnie choć dziwny dystans… Ale cóż.

Był jeszcze jeden wyjątkowy dla mnie bieg. Podczas kilku szybkich wymian zdań z kieleckimi wariatami wpadliśmy na pomysł zorganizowania Kieleckiego Biegu Mikołajkowego. Na luzie, z uśmiechami, może w przebraniach… Wyszło fajnie, pogoda w tym orkan Ksawery nie przeszkodziła. Ponad 100 osób szurało z nami przez 5 km. Pomagaliśmy przy okazji poparzonemu Kubusiowi. Tutaj więcej

Ostatni dzień roku spędziliśmy w Krakowie na Biegu Sylwestrowym. Tutaj już totalnie Na luzie i bez napinki. 10 km w super wesołej atmosferze, wśród poprzebieranych, uśmiechniętych ludzi z mnóstwem kibiców. Super impreza – a tekst TUTAJ

Ostatecznie w 2013 roku przebiegłem 1123 kilometry, spalając przy tym 102.443 kalorie, wszystko to w czasie 120 treningów, co daje średnią 9,4 km na jeden trening. Głowy te liczby nie urywają i przy wielu znajomych wypadają mega blado – zdaje sobie z tego sprawę, ale mimo wszystko jestem zadowolony z ubiegłego roku. Przede wszystkim oprócz sierpnia i początku września udało się trzymać systematycznych „wyjść”, mimo, że czasy dla mnie są raczej drugorzędną sprawą, to cieszy też to, że i one ulegają poprawie. To wszystko pozwala mi z optymizmem patrzeć na to co wydarzy się w 2014 roku, a tutaj plany mam spore. Przede wszystkim mój pierwszy maraton, magiczna data to 13 kwietnia, magiczne miejsce to Wiedeń. Tam się sprawdzę czy dam radę. W 2014 chciałbym ukończyć jeszcze Maraton Warszawski jesienią, dodatkowo 30 marca Półmaraton Warszawski, koniecznie półmaraton w Radomiu, być może Półmaraton Wtórpol albo Praski – tu się jeszcze zastanawiam… Trafi się pewnie kilka wyjazdowych „dyszek”, choć jeszcze nie planowałem konkretnie co i gdzie, a tym bardziej kiedy. Obowiązkiem oczywiście będzie „Piątka dla Bartka”, III Kielecka Dyszka, Kielecki Bieg Mikołajkowy i wszystko inne co uda się zorganizować w naszym pięknym mieście, a mam nadzieję, że BĘĘĘĘĘDZIE SIĘ DZIAAAAŁO!!!

A na zakończenie dziękuje także Wam, Szuraczom-Czytaczom. Przez cały 2013 rok odwiedzaliście szuranie.pl aż 127.988 razy !!!, szuranie było czytane przez 15.431 różnych osób. Oczywiście najwięcej odwiedzin było przy okazji biegów, które mieliśmy okazję współorganizować, a po Kieleckiej Dyszce musiałem dokupić baaaardzo dużo „serwera” aby obsłużyć ruch na stronie:)

Najczęściej wpadaliście tutaj z Kielc (34%), ale też z Warszawy, Krakowa i bardzo często z Lublina (tutaj chyba zasługa piszącej Sylwii). Szuranie znane jest także za granicą, zanotowaliśmy wejścia z 56 krajów, tuż po Polsce jest Wielka Brytania i Niemcy – bardzo dużo wejść, ale są też mocno egzotyczne kraje takie jak: Brazylia, Australia, Islandia, Chiny, Indie, Irak, a także Korea Południowa, Togo i Tajwan:)

Dzięki za wszystko!

Author: szuracz

Share This Post On

1 Comment

  1. Świetny opis. Gratuluję i życzę udanego ataku na maraton w 2014. Ewentualnie w maju zapraszamy jeszcze na Maraton Lubelski 😉

    Post a Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: