[Paweł II] Wiosna była moja!

__avatar__Koniec wiosennych zawodów, czas podsumować co nieco. Ponieważ jestem amatorem, każdy kolejny start owocuje w życiówkę, o ile byłem solidnie przygotowany. W przyszłości będzie coraz trudniej zbić każdą minutę. Ponieważ to mój zaledwie drugi sezon, postęp jest dynamiczny.

Marzanna na początek. Pisałem o tych zawodach w tekście „Zadeptana Marzanna”. Miło wspominam ten bieg. Może dla tego, że biegłem ze swobodnie wytyczonym celem, nie na 100%.


Maraton Dębno. Bardzo fajne zawody i gorąco polecam. Przerażały mnie łącznie cztery pętle, dwie małe i dwie duże. Nie potrafiłem rozszyfrować mapki na stronie zawodów. Tu strzałki, tam zygzak, tu ślaczek, tam pisanka. Obawy okazały się nieuzasadnione, ba, tego zamieszania nie dało się odczuć. Wszyscy biegli gdzie potrzeba. W dniu biegu Dębno staje się stolicą maratonu i nikt temu nie zaprzeczy. Wszyscy żyją zawodami. Atmosfera odczuwalna nawet w pobliskich wioskach. Wyobraźcie sobie panią ubijającą masło lub inne zadanie wykonywane z sentymentu i przywiązania do zdrowej, swojskiej żywności i kibicowanie biegaczom jednocześnie. Tak, panie ubrane w swoje powiedzmy lokalne stroje, panowie z napojami (w Czechach uznanych za chłodzące) przy płocie, przy ulicy, na ławeczce, wszyscy uśmieci od ucha do ucha, machający, klaszczący. Rewelacja. Słyszałem, że potrafi tam wiać. My mieliśmy szczęście. Problem sprawił brak podziału na strefy czasowe i zanim udało się wyprzedzić osoby wolniejsze i zacząć łapać rytm, minęły dwa szarpane kilometry. Rytm złapać się udało, tempa już nie. Miało być 4:52. Gdy byłem na ok 12km, już zbiłem do złożonego średniego. I co tu dalej, skoro rytm szybszy? Lecimy!  Na 15km biegaczka zapytała mnie o średnie tempo i zaklęła po szewsku zła na siebie, że o 10sek za mocno.

pawel_J001

Jeśli chodzi o biegi zorganizowane, to żaden problem pilnować tempo. Wystarczy mieć stoper w zegarku, opaskę z czasami i obserwować oznaczenie kilometrów (chyba że biegniemy w Krakowie, ale o tym później). Nie wiem, jakie były dalsze losy tej pani. Na pewno dotarła do celu, dobrze wyglądała. Chłopaki obok pytają mnie, czy również biegnę 4:50. Odpowiedziałem: nie i już teraz jestem pewien, że nie dam rady. Spojrzeli z politowaniem. Na co ja dodałem: będzie szybciej! No i leciałem. Po drodze spotkałem po kolei Błażeja, Damiana, Piotrka i Łukasza. Wszyscy z ”Bartkowej drużyny”. W tym miejscu chciałbym bardzo im podziękować za towarzystwo i słowa motywacji do walki o lepszy czas. Mając na koncie kilka tysięcy przebiegniętych samotnie kilometrów, bardzo cenię sobie towarzystwo na trasie. Chyba widzieli, że motorek w „tyłku” nieźle się sprawuje i wyganiali mnie każdy po kolei do przodu. Biegłem na 3:30, zrobione 3:22. No miodzio!

pawel_J003

Sandomierski Bieg Górski. Ja bym nazwał Sandomierski Bieg o Życie na Orientację, w skrócie Ratuj się Kto Może. Ani rowerzyści, ani biegacze nie byli zadowoleni ze wspólnego startu w jednym dniu i – o zgrozo – po wielu wspólnie wytyczonych ścieżkach. Mnóstwo niebezpiecznych sytuacji. Moim zdaniem łączenie zawodów powinno być zakazane, a sam pomysł karany. Oznaczenie trasy? Czas i klasyfikacja kilka oczek obok są przypadkowe. Gdyby nie biegaczka za mną, pobiegłbym uśmiechnięty w stronę zachodzącego słońca. Musiałem wracać 300m pod górkę i to był pierwszy tego typu akcent, a spotkaliśmy ich na trasie jeszcze wiele. Wszystkie grupki miały z tym problem. Dość pastwienia się. Pozytywne było jedynie wysokie miejsce w stawce i możliwość kąpieli regeneracyjnej w Wiśle płynącej tuż obok mety.

Cracovia Maraton czyli zawody o trasie spontanicznie modyfikowanej. Czego można się spodziewać po krakowskim egocentryzmie i nonszalancji? Szkoda pisać. Dwa pozytywy: wolontariusze bardzo pomocni i fakt, że przez podwójne oznaczenie trasy wprowadzili mnie w błąd. Myślałem, że jeszcze tylko 6km do mety. Niemal podskoczyłem na wiadomość o krótkiej perspektywie zakończenia tego koszmaru i wziąłem się w garść. Później, będąc faktycznie 6-7km (bliżej nie wiadomo) do mety, starałem się utrzymać tempo. Wydaje mi się, że wystartowałem przetrenowany i to ma mocny wpływ na moje postrzeganie zawodów. Wyłącznie dzięki Markowi, który nie pozwolił mi zwolnić na 2(..?) którymś km,  udało mi się dobiec niemal w ustalonym tempie i wyrwać smokowi życiówkę. Za nowy rekord zapłaciłem wiele i pomimo tego faktu nie będę miło wspominał tego biegu.

II Piątka Dla Bartka. Wielu się rozpisywało. Skoro nie potrafię tak barwnie wylać słowa zachwytu, nie będę podejmował kompromitującej próby. DZIĘKUJEMY.

pawel_J002

I Kielecki Bieg Górski. Ależ było gorąco. Nie tylko atmosfera, temperatura również. Nie wziąłem na to poprawki i za mocno pobiegłem początek. Później cierpiałem. Moja wina, powinienem był przygotować się lepiej i uzbroić w bidon. Bardzo fajna impreza pod domem i już nie mogę doczekać się kolejnych zawodów. Jest mi przykro, że obowiązki zawodowe nie pozwoliły przyłożyć się do organizacji, za co przepraszam Bartka K.

Radom. Radom! Radom!! Kolejny raz może dać przykład innym miastom, jak zorganizować imprezę, jak kibicować, jak uczcić ważne dla miasta wydarzenia czerwcowe. Jak promować miasto. Brawo! Również tym razem pakiet startowy na bogato. Pogoda moja ulubiona, a więc każda poza śnieżycą. A tak osobiście, czułem się jakby to były Kielce w Radomiu. Masa znajomych, również na trasie. Co chwila znajoma twarz. Fajnie się biegło, życiówka przyzwoita. Jeśli ktoś ma plan debiutować w „połówce”, za rok niech się tam udaje. Rok temu czas 1:54, w obecnym 1:28, a więc niecałe 27 min różnicy. Jest postęp.

A teraz 10 dni niebiegania.

Author: szuracz

Share This Post On

3 komentarze

  1. Cieszę się że ludzie z innych miast docieniają Radom w organizacji imprez biegowych. Tym bardziej że jest to ktoś z miasta, które z Radomiem „niezbyt się lubią” :), Zapraszamy za rok, może wreszcie będzie bez deszczu 😛

    Post a Reply
    • Myślę, że przy takim poziomie organizacji nie znajdzie się osoba, która by mogła narzekać. I nie ważne czy jest z Kielc, warszawy etc.

      Post a Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: