Szuranie w Turcji

Zimę w bieganiu uwielbiam, uwielbiam śnieg i przedzieranie się przez niego na leśnych ścieżkach, mróz, który mrozi policzki jednocześnie dając chłodny powiew przy każdym wolniejszym kroku. Uwielbiam biegać jak jest chłodniej, nie cierpię upałów, biegania w wielkim słońcu, wypacania litrów potu, spalonego czoła i „opalonych” spodenek na udach:) Zima jednak to okres w moim zawodowym życiu kiedy wyjeżdżam do troszkę cieplejszego kraju na około dwa tygodnie. W zeszłym roku pracowałem w Hiszpanii, w tym przyszła pora na Turcję. Nie są to niestety wakacyjne wyjazdy podczas których mogę leżeć przez 24 godziny na leżaku nad basenem. Jest tutaj pracy, a czasami nawet roboty, dużo więcej niż w Kielcach, a warunki dużo trudniejsze przede wszystkim ze względu na mega słaby internet, drogie połączenia telefoniczne oraz dzień pracy ustawiony zgodnie z zajęciami drużyny, wyjazdowe treningi dwa razy dziennie, mecze itp.

Można to jakoś jednak pogodzić z tym aby zawodowo nic nie ucierpiało, a kosztem wolnego czasu znaleźć chwilkę na przeszuranie okolicznych ścieżek. Śpiochem jestem ogromnym, zresztą – kto tego nie lubi? Na śniadaniu trzeba było się pojawić dokładnie o 8.00 albo o 8.30, według polskiego czasu to odpowiednio 7.00 i 7.30. Aby zdążyć przeszurać kilka kilometrów i być na śniadaniu trzeba było operację rozpocząć około 6.30 (według polskiego czasu o 5.30 ! ) To dla mnie masakra! Będąc w Kielcach nic w życiu nie zmusiło by mnie do tego aby wstać pół godziny przed szóstą i wyjść pobiegać, tu było inaczej bo wiedziałem, że jak nie wtedy to nigdy. Później treningi, zdjęcia, mecze, zajęcia, pisanie itd. Zbierałem się zatem skoro świt i przemierzałem okolicę w poszukiwaniu wrażeń. Tych dookoła nie brakuje, choć nie ukrywam, że w większości wybierałem te bezpieczniejsze rejony, a przynajmniej świadomie omijałem te, które wydawały mi się mniej bezpieczne.

 IMG_5927

Mieszkamy w Kundu, to jakieś 30 km od Antalyi znanego turystycznego miasta na południu Turcji. W Kundu nie ma nic oprócz eleganckich hoteli, taksówek, busów i morza. Kundu to tak naprawdę jedna ulica, która po stronie morza zabudowana jest architektonicznymi dziwolągami. Na pierwszy rzut oka przeogromne hotele robią wielkie wrażenie, szczególnie w nocy, pięknie oświetlone wyglądają bajkowo. W dzień jest już troszkę mniej przyjemnie, a dodając do efektów wzrokowych myślenie „co autor miał na myśli” stawiając coś na wzór budowli z Placu Czerwonego obok basenu i urządzając tam hotel o nazwie Kremlin trąci to delikatnie „myszką”.

IMG_5825

Jednak nadal robi wrażenie, ogrom i przepych widać na każdym kroku. 100 metrów od hotelu w którym mieszkam stoi prawdziwy pałac, właścicielem jest jeden z najbogatszych Rosjan Roman Abramowicz. Złoto, złoto i fontanny oraz pewnie z tysiąc pokoi, tak w skrócie można ten hotel opisać, wrażenie robi ogromne!

 IMG_5859

Biegnąc dalej jednak już nie jest tak kolorowo, a można by rzecz nawet, że zaczyna się zupełnie inny świat. Im dalej od morza tym gorzej, tutejszy rejon Turcji należy do najbiedniejszych w kraju i to widać niestety na każdym kroku. Dramatycznie wyglądające domy, brudne dzieciaki bawiące się przed nimi i zgraje tych troszkę starszych, które widząc „starszego pana z brzuszkiem” szurającego bez celu postanawiając się dołączyć… Biegaliśmy tak często w większych grupach:) Wszystko dookoła z daleka jest piękne, cudowne drzewa pomarańczowe, pięknie wyglądające dzikie cytryny rosnące na każdym kroku i owocujące w ilościach ogromnych, fantastyczne góry, cudowne morze, piękne niebieskie niebo – raj na ziemi!

IMG_5959

IMG_5957

Ale też to co pisałem wcześniej, wielka bieda, ogromnie zaniedbana okolica, ogromny brud, bałagan, a można by napisać, że nawet zwyczajny syf dookoła. Pełno śmieci, starych mebli, ciuchów, opon, sprzętu agd – wszystko to leży dookoła drogi, przy domach – wszędzie.

IMG_5944

IMG_5948

No i psy… Mam średnie doświadczenie z czworonogami podczas biegania, po pierwsze wytrącają z rytmu:), a po drugie nigdy nie wiadomo jakie mają wobec ciebie zamiary. W Turcji ich nie brakuje, nie zdarzają się pojedyncze egzemplarze, te z którymi miałem do czynienia, są towarzyskie:) i chodzą w grupach. Mniejszych – większych ale grupach. To dodatkowo wzmaga u mnie niepokój, bo pewnie z jednym jeszcze bym sobie poradził (chociaż nie wiem) ale już z trzema czy pięcioma…pewnie nie.

IMG_5888

Dlatego też jedyne długie wybieganie (akurat mieliśmy wolną niedzielę) musiałem zmodyfikować mocno i mimo wcześniejszych planów, rozrysowanej pięknej – tak mi się wydawało – ścieżki w naturalnym nadmorskim terenie, wykonać chodnikiem przy ruchliwej ulicy. Nawet najpiękniejsza okolica nie zachęca gdy widzi się na horyzoncie dużo sięgających do pasa czworonogów, niestety. Długie wybieganie było nie byle jakie, aby urozmaicić je delikatnie wymyśliłem (sprawdzając wcześniej czy czegoś podobnego nie ma), że będzie to Turkey Coast Halfmarathon, celem było przebiegnięcie dystansu półmaratonu poniżej dwóch godzin ze średnim tętnem mieszczącym się w pierwszej strefie. Udało się, zająłem pierwsze miejsce:) drugiego nie przyznano:)

IMG_5886

Czy zatem Turcja to dobre miejsce do biegania? Pewnie tak, każde miejsce jest dobre, a podejrzewam, że będąc tutaj dłużej bardziej bym poznał miejscowe zwyczaje (także czworonogów), nie dziwiły by mnie modły wygłaszane z wielkich głośników przy meczetach słyszalne na kilka kilometrów, i może robiłbym wybiegania bez obawy o własne zdrowie. Przez te dwa tygodnie niestety tak było, nie czułem się pewnie opuszczając hotelowe mury. Tu ciekawostka, na terenie hotelu – ogromny obiekt na kilka tysięcy miejsc noclegowych – były dwie ścieżki biegowe, tartanowe, jedna 500 metrów, druga 650. Skorzystałem raz, ale nudno:) Miejscowych biegaczy nie zauważyłem, kilka razy mijałem szurające postaci, ale jestem przekonany, że byli to turyści – Niemcy może Rosjanie, których tutaj jest ogrom. Jest płasko, wzniesień żadnych, stół, ale już 40 km dalej piękne góry, które fantastycznie wyglądają przy pięknej pogodzie, dlatego jeśli ktoś bardzo chce potrenować podbiegi, pewnie z tym nie będzie miał problemu. Biegać na pewno jest gdzie, bo ogromne przestrzenie tylko do tego zachęcają. Inną kwestią pozostaje dobre samopoczucie w czasie biegania, na które wpływa przede wszystkim poczucie własnego bezpieczeństwa, a to już inny temat.

Podsumowując, cieszę się, że wracam do Polski. Cieszę się na myśl o naszym lesie, o śniegu, o podbiegach, których w Kielcach nie brakuje. Cieszę się, że po każdym szuraniu w domu czekać będą uśmiechnięte dzieciaki, a nie pusty hotelowy pokój. I twierdzę to z wielkim przekonaniem, mimo, że pisząc te słowa mam taki o to widok…

IMG_5964

 

IMG_5849

IMG_5895

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                                                        

 

 

 

Author: szuracz

Share This Post On

2 komentarze

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: