Pobiegniemy z Małyszem!
kwiecień02

Pobiegniemy z Małyszem!

Orzeł z Wisły, najbardziej utytułowany polski skoczek narciarski, 15. zawodnik ostatniego rajdu Dakar, pobiegnie na dystansie 10 km podczas ORLEN Warsaw Marathon! Czyli dwuosobowa ekipa szuranie.pl (dwa Pawły) będzie biegła z (za, przed) MISTRZEM! Na linii startu zobaczymy również partnera Adama Małysza z rajdowych oesów, pilota Rafała Martona. Obecność tak znakomitych sportowców z pewnością zmobilizuje uczestników Narodowego Święta Biegania do wzmożonego wysiłku! Ogromnie jestem ciekawy na jaki czas będzie biegł nasz „motyl z wąsami…” ? Jak myślicie? W takim wypadku śniadanie przed startem może być tylko jedno… bułka i banan:) Startujemy 21 kwietnia....

Read More
Kto dalej? Kto więcej? Rywalizacja szuranie.pl nabiera tempa!
lt.05

Kto dalej? Kto więcej? Rywalizacja szuranie.pl nabiera tempa!

W sumie nie trzeba nic więcej dodawać. Utworzona na początku miesiąca rywalizacja szuranie.pl na Endomondo nabiera rumieńców. Na chwilę obecną szura z nami już 39 osób!!! A ja zachęcam do przyłączenia się do rywalizacji! Można kliknąć w ten link: http://www.endomondo.com/challenges/8446556 Wszystko na bieżąco można obserwować w specjalnej zakładce w górnym menu. A tędy na skróty   Zapraszam i życzę...

Read More
Udany weekend
styczeń21

Udany weekend

To był bardzo udany i bardzo aktywny weekend. Dwa wybiegania, jedno krótsze, ale intensywne, drugie dłuższe choć miało być jeszcze dłuższe:) Sobota w towarzystwie, czyli krótko i troszkę wolniej niż mogło by być samemu. Postanowiłem wykorzystać to na zrobienie kilku szybszych przebieżek. Po mojemu szybsze znaczą takie, które dochodzą do 3:50-4:00 na km. To moje tak na oko 90% mocy, szczególnie na takim podłożu jakie mamy. Zupełnie nie potrafię sobie takiej prędkości wyobrazić na dłuższym fragmencie, a przecież są ludzie którzy utrzymują takie, a nawet dużo wyższe tempo przez 42 km… KOSMOS! No i takimi krótkimi zrywami, mocnym podbiegiem pod górę obok Kadzielni upłynęło ponad 6 km. Auto zaparkowałem przy samym basenie, dlatego po skończonym biegu prosto na pływalnię. Tam sauna, pływanie, sauna i sauna. Cudownie. Niedziela to według mojego planu dłuższe wybiegania. Wskazówki pokazywały 12 km, jednak w sobotę wieczorem rozrysowałem sobie piękną trasę od Zalesia, przez Karczówkę (dookoła wzgórza) i powrót do mety – w sumie 15 km. I taki plan był realizowany do około 5 km. Gdzieś kurcza fel źle skręciłem, pokićkałem ścieżki i wylądowałem w czarnej dziurze:) A dokładnie w środku lasu, mapa niby pokazywała tam ścieżkę, a nawet ulicę z nazwą – jednak zupełnie nie przypominało to niczego. Szybki rzut oka na googlowe mapy utwierdził mnie w przekonaniu, ze dosyć mocno zboczyłem z zaplanowanej trasy i pobiegłem totalnie nie w tę stronę. Trudno – wracam. I przez wielkie śniegi po których przede mną biegały chyba tylko zwierzęta – baaaardzo dużo zwierząt, doczłapałem do Pietraszek, dalej obok stadionu Polonii Białogon, koło nowego kościoła i asfaltem do mety. Asfaltem, a nie polami tak jak w tamtą stronę, gdyż po polach i jedynej ścieżce postanowił pojeździć sobie jakiś miłośnik quadów czy innych pojazdów 4×4. Dzięki temu po ścieżce ciężko jest iść, nie mówiąc już o szuraniu. W sumie wyszło ponad 12,66 km w czasie 1:22:46. Mniej niż zakładałem, ale w planie się zmieściłem. Godzinkę później znowu basen i trzy 15 minutowe wizyty w saunie. Wieczorem kilka sesji z Runstastikiem, pompki, brzuchy i przysiady. Te aplikacje to oddzielny świetny temat, kiedyś o tym napisze bo naprawdę...

Read More
Zakazana Stacja Białogon.
styczeń18

Zakazana Stacja Białogon.

W Kielcach zima trzyma w najlepsze, z jednej strony to może być trudny okres dla biegaczy/szuraczy, jednak gwarantuję, że trudny jest tylko w momencie decyzji – wyjść czy nie wyjść. Nie wierzę bowiem, że znajdzie się choć jedna osoba, która zdecyduje się poszuranie w zimowych warunkach i nie będzie później z tego zadowolona. Oczywiście przy spełnieniu podstawowych zasad w kwestii ubioru, co akurat zbyt trudne nie jest. No bo czy takich rzeczy jak na fotografiach poniżej można nie lubić? I czy będąc samemu w takich miejscach, mając dookoła przejmującą ciszę, w uszach ulubioną muzykę (jeśli lubimy biegać ze słuchawkami) można żałować, że wyszło się z domu zgubić kilkadziesiąt kalorii? NIE. I nie ma innej odpowiedzi. Tak to właśnie wyglądało podczas czwartkowego szurania. Według planu miało być trochę krócej (jak zwykle ostatnio) wyszło dłużej. Zamysł początkowy był aby pobiec trasą pierwszej Kieleckiej Dyszki, jednak…zgubiłem drogę. Po dobiegnięciu do stacji kolejowej Białogon, skręcając w lewo (tak mi się wydawało, że biegliśmy na jesieni) jednak to chyba nie była ta ścieżka, było zimno i momentalnie marzłem, dlatego zdecydowałem się na znaną trasę, przez Pakosz, przy torach do mety. Uwielbiam szuranie także z tego powodu, że można dotrzeć do takich miejsc o których nawet mi się nie śniło, że istnieją. Jestem Kielczaninem od 33 już lat, bardzo często swego czasu bywałem na „stacji Białogon”, mieliśmy tam z mamą najlepszych przyjaciół i moją „przyłataną siostrę”. Spędzałem tam prawie połowę dzieciństwa. Od tej strony stacji jednak nie znałem, co więcej nie miałem pojęcia, że „dalej w lesie” kryją się jakieś stare opuszczone domy. Nigdy nam nie wolno było zapuszczać się tak daleko:) A teraz, 25 lat później dotarłem do tej stacji od zakazanej kiedyś strony. Fajne uczucie. Podsumowując według Endomondo wyszło 10,59 km w czasie 1:08:07. Warunki w lesie ciężkie, duży kopny śnieg, na ubitym bardzo ślisko.   Szuram zawsze w słuchawkach w czwartek hitem było: Heroes del silencio –...

Read More
Walka z przeziębieniem
styczeń07

Walka z przeziębieniem

Ciężki ten początek roku. Co trochę ze szklanego ekranu dobiegają informacje o wirusach, epidemiach grypy itp. W końcu dziadostwo dopadło i mnie oraz moje dzieciory. Początek przygotowań do „połówki” został delikatnie zaburzony, ale myślę, że uda się to jeszcze nadrobić. Biegane ostatni raz było w Nowy Rok, później gorączki, bóle gardła i inne dziadostwa niestety wygrały. Raz wygrała też ogromna wieczorna ulewa… Przeziębienie wyjątkowo długo trzyma, a ruszać zacząć się najwyższa już pora. Plan był taki: Zabiegać to dziadostwo, utopić i roztopić w saunie:) Zgodnie z planem realizacja rozpoczęła się w sobotę, 2×15 minut sauny. Niedziela delikatne bardzo 5 km + odrazu po 1×20 minut sauny i kilkanaście długości basenu kraulem. Wygląda na to, że wychodzi na moje, bo gorzej na pewno się nie czuję, wręcz przeciwnie – szczególnie po wczorajszej „odnowie” na basenie – wyśmienicie. Nic nie boli, zakwasów nie ma. Elegancko. Szurało wczoraj się też wspaniale. Niedzielne świąteczne przedpołudnie, trasa na Stadionie, od Hali Legionów do stoku „pod skocznią” i droga powrotna trasą przy policyjnej strzelnicy, zahaczony też stary stadion Korony. Na trasie baaaaardzo dużo pozdrawiających się (mnie) innych szuraczy i biegaczy (fajny zwyczaj i miła dla mnie nowość w porównaniu do biegania po 21.00 po osiedlu w samotności). Podsumowując bardzo miło i przyjemnie. Kilka fotek poniżej. PS: Rafał w komentarzach podrzucił ciekawą lekturę z Running World na temat biegania w czasie przeziębienia. Polecam TUTAJ PS2: przy okazji dziękuje Mariuszowi z www.najlepszewesele.pl za pomoc w modyfikacji szablonu bloga i polecam się na przyszłość:) Piękna leśna droga od skoczni do jednostki policji:) Stok narciarski – kiedyś tam po lewej była skocznia nraciarska „stary” stadion Korony za tę tabliczkę lepiej nie...

Read More
Wyjątkowy dzień na szuranie. Nowy Rok.
styczeń02

Wyjątkowy dzień na szuranie. Nowy Rok.

Początki zawsze bywają trudne. Pierwsze kroki, pierwsze czynności, pierwsze godziny po urlopie, poniedziałek – pierwszy dzień tygodnia, czy wreszcie pierwsze metry/kilometry biegu. Czy pierwszy dzień nowego roku też jest trudny dla szuraczy? Nie. Zdecydowanie NIE! To, przynajmniej dla mnie, jeden z najfajniejszych dni w roku. Podobnie było i w tym, 2013. Pierwsze szuranie zostało trochę wymuszone czynnościami dnia poprzedniego, ale skrzętnie zaplanowanymi. Sylwester spędzałem u znajomych w towarzystwie m.in. moich czteroletnich diabłów. Wybraliśmy się do nich samochodem. Grzecznie zaparkowałem pomiędzy innymi autami sąsiadów, żegnając się powiedziałem mu, jutro po Ciebie wrócę:) No i nie było wyjścia. 10.00 Na zegarku godzina podczas której większość hucznie żegnających stary i witających nowy rok jeszcze smacznie śpi, bądź – są pewni i tacy – dopiero zamierza odpoczywać. Za oknami pogoda marzenie! 0 stopni, piękne słońce, ludzi póki co tyle ile w „lany poniedziałek” przed południem. Czyli podobnie jak stopni na termometrze – ZERO. Ciuchy na siebie i w drogę. Na KSM nie jest daleko, co więcej większość raczej z górki, są co prawda światła (chyba ze trzy razy) ale postanowiłem, że będzie szybko. W głowie jeszcze wczorajsza Cytryna z Lublina pomieszana z CinCinem bąbelkowanym się przewraca, ale mus to mus. W drogę. Nowy Rok to magiczny dzień przede wszystkim dlatego, iż wszystkie zazwyczaj zakorkowane ulice są puste. I to nie, że jest mało samochodów. Ich poprostu NIE MA WCALE! Miasto wygląda jakby na nie kilka godzin wcześniej zrzucono jakieś trucizny, które załatwiły całe społeczeństwo. A Ci, którzy zostali wyglądają na mooocno zatrutych. Kilku wracających, pewnie z balu:), w papierowych czapeczkach na głowach (panowie), podartych rajtuzach (panie), widziałem przy Galerii Echo. Biedacy – mieli pod górę. tak wyglądała Al. Solidarności – zwykle jest tutaj sznur aut od „góry do dołu” „Normalnych” ludzi zauważyłem dopiero w centrum, pewnie szli z kościoła. Też jednak nie były to ilości powalające. Doszurałem do auta w 20 minut, przeszurałem 3,59 km. Gdyby nie ostatnie światła było by jeszcze szybciej. Cała Cytrynówka wypocona:) 14:00 W domu szybki prysznic, dzieci do auta i w drogę za miasto (choć po prawdzie, to jeszcze Kielce). Biegało mi się tak fantastycznie rano, że chciałem jeszcze:) Dzieciaki zostawiłem pod czujnym okiem babci i w drogę, tym razem po polach. Drugi raz w ostatnim czasie towarzyszyła mi szanowna małżonka, stąd i tempo tego szurania było okropnie niskie. Stwierdzam, że takie mega wolne szuranie, podskakiwanie bardziej w miejscu, bardzo mnie męczy. Tempo w okolicach 7 – 7:30 jest dla mnie zabójcze. Najbardziej cierpią na tym stawy skokowe, które od wczoraj wariują (szczególnie w lewej nodze). No ale siła wyższa:) Wyszuraliśmy 6,44km w czasie 47:10 (7:20/km). Trasa jedna z moich ulubionych, od ul. Ślazy w kierunku Białogonu obok...

Read More